
Przynajmniej w tym roku. Wiem, wiem, jest karnawał i królują te wszystkie pączki, faworki i inne słodkości. Ale ja ich nie czuję. Jeść, owszem, zjem, bo bardzo je lubię, ale póki co nic nie zmusiło nie do stania nad garem gorącego tłuszczu i smażenia ich. Tak więc za pączki nikt mnie nie pocałuje w rączki, ale może za tę przekąskę?
Wykonanie jej zajmuje kilka minut, ładnie wygląda, jeszcze lepiej smakuje. Można ją podać jako wstępniak przed daniem głównym, a można po prostu podać wśród innych małych przekąsek. Sprawdziła się u mnie na imprezach, podana na talerzu w obecności noża i widelca, ale także jako tzw. fingerfood.
Pierwszy raz ten przepis widziałam w "Good Food" lata temu, potem pojawiał się jeszcze w kilku książkach i czasopismach.
Roladki z gruszki, suszonej szynki i rukoli
8 sztuk
2 duże gruszki,pozbawione gniazd nasiennych i pokrojone wzdłuż na ćwiartki
sok z połowy cytryny
2 garści rukoli
8 plastrów suszonej szynki, parmeńskiej lub tego typu
ok. 4 łyżki obierków parmezanu lub grana padano (zrobionych obieraczką do warzyw)
świeżo zmielony czarny pieprz
syrop balsamiczny (opcjonalnie)
Na każdym plastrze szynki ułożyłam nieco rukoli, ok. pół łyżki sera, na to po kawałku gruszki skropionej sokiem z cytryny, zmieliłam trochę pieprzu i zawinęłam w roladki. Można każdą roladę przekłuć wykałaczką.
Dobrze smakują skropione syropem balsamicznym, ale on nie jest konieczny.
Fajna i szybka przekąska. Gruszka ostatnio robi zawrotną karierę i to zarówno w deserach, i w daniach "wytrawnych".
OdpowiedzUsuńKarolinko,ja tez nie cierpie stania przy garze z tluszczem,potem wszystko nim przesiakniete jest...ale w tym roku sie poswiecam...i to nie jeden raz...a na twoja przekaske chetnie bym sie skusila!!
OdpowiedzUsuńJa też nie smażę pączków, podziwiam dokonania innych. Jedyną rzeczą, którą można by podciągnąć pod karnawałowe wypieki i słodkości, były perskie słoniowe uszy, z wyglądu przypominające nasze faworki, ale nieco inne w smaku.
OdpowiedzUsuńA Twoja przekąska nadaje się na domowe spotkanie karnawałowe. Ja lubię takie spotkania ze znajomymi przy stole z pysznościami i winem :).
Mniam... bardzo lubię takie razwmordeczki...
OdpowiedzUsuńAle domowe pączki mmm to jest to i w tłusty czwartek znowu zrobię 120:) Wszak to tylko raz w roku.
Karolino, pączki nie! faworki tak!
OdpowiedzUsuńJa często też nie czuję tych zbiorowych akcji na jakieś typowe danie lub deser...
Roladki prosto z mojej kuchni.Robię takie same.Smacznego!
Ja też się zabieram za faworki, i zabieram, i chyba w końcu kupię w zaprzyjaźnionej cukierni.
OdpowiedzUsuńA taką przekąskę to ja bardzo chętnie.
Pozdrawiam
i u mnie pączków nie było. i pewnie już nie będzie. za to roladki zjadłabym chętnie.
OdpowiedzUsuńgruszka i roszponka to klasyczny zestaw, prawda? Paczkow smazyc nie bede, ale zastanawiam sie nad wysmazeniem faworkow. I jeszcze jedna uwaga: popraw kalke jezykowa. Magazine to po polsku czasopismo :-)
OdpowiedzUsuńPączki lubimy, ale jakoś się obejdziemy smakiem :) Zdjęcia roladek bardzo zachęcające, więc zapraszamy na nowy portal kulinarno-fotograficzny! http://wykrywacz-smaku.pl/
OdpowiedzUsuńOjcze Dyrektorze, nie wiem czy robi karierę, ale ja ją zwyczajnie lubię. ;)
OdpowiedzUsuńEwam, jakoś może bym przeżyła ten zapach tłuszczu, wietrzenie, prysznic i zmiana ubrania pomogłyby, ale nas jest dwójka i mimo, że lubimy takie rzeczy, to ja po prostu nie czuję tego bluesa, w sensie produkcji. ;) Dopiero nastawiam się psychicznie na ptysie (sic!).
Turlaczku, ja też podziwiam innych i te piękne pączki na blogach i na tym się kończy. ;) Perskie uszy? Muszę to sprawdzić. Przekąska na spotkania ze znajomymi bardzo fajna, bo szybko się robi, produkcja jest prosta i można zrobić tego dużo i nieco wcześniej.
Jedynko, to do Ciebie się powinnam wprosić. ;) Ty bardziej, że zawsze marzył mi się urlop w Norwegii. ;) Z domowymi pączkami to już w ogóle, ha, ha!
Amber, od faworków u mnie zawsze były babcie i ciocia. U nas w domu o ile pamiętam się nie smażyło. Ale lubię!
Usagi, gdybym miała pod ręką fajną cukiernię, to też bym trochę kupiła. :)
Asiejko, robi się duuużo szybciej niż pączki, więc do dzieła. ;)
Mayu, tak, to klasyczne zestawienie, gruszka i rukola. Roszponka to lamb lettuce u mnie, a to co widzisz na zdjęciu to rocket. Dzięki wielkie za zwrócenie uwagi na te magazyny. ;) Już poprawiłam.
Wykrywacz smaku, dziękuję za zaproszenie.
Pozdrowienia ślę!
i nie ma co tych pączków żałować jak się ma takie roladki! mniam :)
OdpowiedzUsuńJa tam bym Cię pocałowała w rączki za tę przekąskę, nie za pączki, za którymi nie przepadam:-) Świetna!
OdpowiedzUsuńU mnie będą. To znaczy pączki albo faworki. Albo karnawałowe róże. Jakoś tak mam słabość do tych kruchych, domowych specjałów. Zresztą... ja tylko przygotowuję ciasto, smażeniem zajmuje się Tata. Może to dlatego? ;))
OdpowiedzUsuńCo nie zmienia faktu, że taka przekąska to bardzo fajny pomysł na jakieś imprezy jest!
Pozdrawiam! :)
Uwielbiam takie przekąski, bardziej niż pączki, jedną zabieram:)
OdpowiedzUsuńWiesz, ja też bym może nie smażyła, gdyby nie to, że w żaden inny sposób nie zjem świeżego pączka. A świeży, jeszcze ciepły nie ma nic wspólnego z takim na drugi dzień, czy z cukierni.
OdpowiedzUsuńBTW, smażenie we frytkownicy bardzo zmniejsza opary smażeniny unoszące się w domu.
No i nie napisałam, że te "razwmordeczki" wyglądają b. sympatycznie.
OdpowiedzUsuńgenialne te roladki.
OdpowiedzUsuńwyglądają niesamowicie:)
Ps. wspaniałe zdjęcie!
Coś takiego letkiego i pełnego smaków jest mi właśnie ostatnio potrzebne, bo się trochę za bardzo zapuściłem w kawusiowo-muffinowe terytorium. A że jeszcze do tego regularnie piekę, a pieca jeszcze nie rozpracowałem, więc wychodzą lekkie zakalce, którymi przecież nie będę obdzielać kolegów w pracy, bo to wstyd, więc wicie rozumicie, samemu trzeba przełknąć własne skuchy, no i... dwa kilo już jest do przodu.
OdpowiedzUsuńZatem Serwusowa proszę mi tu zjeżdżać na moją wieś i mnie takie amusbusze przygotowywać. A ja w zamian bezpiecznie Cię poprowadzę przez ptysiowe zagadnienia.
u mnie już były.
OdpowiedzUsuńale może jeszcze bedą...? hm.
uważam, że zastąpione bardzo smakowicie.
Mogę pocałować, a co tam.
OdpowiedzUsuńPocałuję ;* Rukolę mam w lodówce, gruszkę też gdzieś znajdę, a szynkę parmeńską za kilka dni dostane z rodzimego kraju ;)
OdpowiedzUsuńOjj, dużo lepsze od pączaków ;)
Pozdrawiam już prawie wiosennie ;)
Ja Cię za takie roladki pocałuję w łapki :) Poproszę jedną ... a potem jeszcze kolejne :)
OdpowiedzUsuńZa dobrego pączka to bym się nie pogniewała, bo wieki całe nie jadłam, ale takie roladki to muszą być palce lizać, lubię taki zestaw smaków, bardzo:-)
OdpowiedzUsuńJak przeczytalem tytul to troche sie wystraszylem... Ale doczytalem, ze owszem konsumujesz... uf co za ulga. :))))
OdpowiedzUsuńBardzo efektowne te roladki!
Karolinko! Ja już Cię kiedyś zapraszałam i to jest jak najbardziej aktualne!
OdpowiedzUsuńśliczne te twoje zawijaski, robilam na sylwestra podobne ale zamiast gruszki była papryka i ser wędzony.
OdpowiedzUsuńdzieki za miłe komentrze i polubienie mojego bloga:) nawet nie wiesz jak sie ciesze:)
Dziękuję za wszystkie komentarze i propozycje całowania w rączki! ;D
OdpowiedzUsuńNaprawdę nie pogardziłabym świeżo usmażonym, domowym pączkiem z konfiturą z róży. Po prostu nie chce mi się samej ich robić, chyba nie jestem aż taką fanką pączków. :)
Peggy, dziękuję! To było moje pierwsze zdjęcie robione na trybie manualnym z nowym obiektywem. :) Tym bardziej się cieszę, że skomplementowałaś. :) Jako, że roladki nie stygły, ja miałam czas na ustawianie, z gorącymi daniami nie jest tak łatwo. ;)
Szalony, podobno nie taki diabeł straszny z tymi ptysiami, ja po prostu nigdy sama nie robiłam. :)
Jedynko, wiem i dziękuję za zaproszenie, mam nadzieję, że kiedyś skorzystam. :D
Bernadeto, nie ma za co. :)
Pozdrowienia dla wszystkich i dzięki raz jeszcze!