
Przyszło lato, a wraz z nim mój ukochany świeży groszek w strąkach. I tak jak jeden z Hairy Bikers byłabym w stanie zjeść go cały podczas łuskania. Tyle, że jego wtedy pilnowała z drugiego pomieszczenia mama, która kazała mu ciągle gwizdać podczas łuskania. Kiedy gwizdanie ucichało, krzyczała na małego Davida Myers'a: znowu jesz groszek! Mnie nikt nie pilnuje, ale zdrowy rozsądek (bo jak tu zdobyć kolejną porcję groszku w piątkowy wieczór?), a przede wszystkim ochota na risotto z groszkiem były silniejsze i udało mi się wyłuskać filiżankę groszku.
Jako pierwsze miałam tego lata zrobić kultowe risi e bisi, którym zachwyciłam się u Mayi. Wstyd się przyznać, ale zapomniałam o nim. Przypomniało mi się, jak wyrzucałam groszkowe łupinki z garnka po bulionie. Nic straconego, bo groszek i risotto darzę szczególnym uczuciem, więc to danie jeszcze zagości na naszym stole i mam nadzieję, że tutaj też.
Przepis improwizowany w piątkowy wieczór przy akompaniamencie pysznego piwa.
Risotto z groszkiem i rukolą
2 porcje
ok. 30g masła
1 cebula lub szalotka, drobno posiekana
ok. 150 ryżu arborio (lub innego do risotto np. carnaroli)
ok.150ml białego wytrawnego wina
ok. 1 l bulionu warzywnego (ugotowałam go z dodatkiem łupinek groszkowych)
skórka otarta z jednej cytryny (tylko żółta część, biała jest gorzka)
250ml świeżego groszku
garść rukoli
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
3 łyżki drobno startego parmezanu
Na dużej patelni rozgrzałam połowę masła i na małym ogniu smażyłam szalotkę, do momentu, aż była miękka, bez brązowienia jej. Zwiększyłam ogień i dodałam ryż, ciągle mieszając, aby dokładnie pokrył się tłuszczem.
Po ok. minucie ryż zaczął robić się przezroczysty, wtedy dolałam wino i ciągle mieszałam czekając aż część wchłonie ryż, a cześć odparuje. Następnie zmniejszyłam ogień i dolewałam po chochelce bulionu, pilnując, aby był on ciągle gorący. Dzięki temu ryż ugotuje się równomiernie, a skrobia wydobędzie się z niego nadając daniu kremową konsystencję. Gdy każda chochelka bulionu zostanie wchłonięta, dolewam następną i tak przez ok. 15 - 20 minut, ciągle mieszając. Na ostatnie 5 minut dodałam groszek i skórkę z cytryny.
Pod koniec doprawiałam do smaku solą i pieprzem, a gdy ryż był już miękki (ale nie rozgotowany, ma być lekko twardawy w środku), ściągnęłam z gazu, dodałam resztę masła, 2 łyżki startego parmezanu, rukolę (zachowałam kilka listków do dekoracji) i wymieszałam dokładnie. Odstawiłam na 2 minuty.
Rozdzielam do miseczek i serwowałam posypane odrobiną parmezanu i udekorowane rukolą.
i ja przy łuskaniu groszku nie potrafię powstrzymac się przed jedzeniem zielonych kuleczek :-)
OdpowiedzUsuńBardzo rzadko mam okazję dorwać groszek w strąkach, ale jeśli już to MNIAM! Chyba nie doczekałby do risi e bisi, które skądinąd bardzo dobre jest (także w wersji Nigellowej oszukanej z olaboga groszkiem mrożonym).
OdpowiedzUsuńJak tu pysznie i zielono! A risotto musi być pyszne, uwielbiam groszek i rukolę:)
OdpowiedzUsuńnie jestem na 100% przekonana do ruccoli i groszku, bo dla mnie to dwie odmienne opowiesci. I nadal uwazam, ze groszek najlepiej smakuje z groszkiem. I to koniecznie w risi e bisi. Czystszego smaku nie mozna znalezc Zazdroszcze ci, ze u ciebie sezon groszkowy jeszcze trwa.
OdpowiedzUsuńB. lubię takie dania:-) I risi e bisi oczywiście też:-)
OdpowiedzUsuńBulion z łupinkami brzmi świetnie - ja zawsze najpierw je wącham do oporu, a potem wyrzucam. Marnotrawstwo!
OdpowiedzUsuńMiłego weekendu Pani :)
Asiejko, nie da się inaczej prawda? ;)
OdpowiedzUsuńPtasiu, nie próbowałam jeszcze żadnej wersji, ale już niedługo - będzie u nas w przyszłym tygodniu. W Polsce nie sprzedają w strąkach? Ja tylko pamiętam ten z działki babcinej, w strąkach właśnie...
Korniku, jak to latem dużo świeżych zieloności. Trzeba naładować akumulatory na jesień. ;)
Mayu, rzeczywiście rukola ma mocny smak, ale akurat mi to nie przeszkadza w tym daniu, z tym, że jeśli ktoś chce typowo groszkowy smak, to rukolę odradzam. Nie ma co zazdrościć, Ty miałaś świeży groszek już w kwietniu, wtedy mnie ściskało w dołku. ;) (i masz teraz arbuzy, buuuu)
Aniu, wierzę, że risi e bisi pokocham. ;)
Polko, a ja lubię gryźć łupinki, wysysać z nich całą rześkość i wypluwać. ;) Mało olśniewające, ale pyszne, he, he!
Życzę wszystkim miłego weekendu i wracam zobaczyć jak bulion na kościach wołowych bulgocze. W końcu zmierzyłam się z moimi demonami, he, he! Uściski! :)
Polko, niestety b. rzadko się pojawia na straganach, bo b. szybko się psuje. Musi ktoś mieć swój własny i chcieć go rzucić, na giełdy nie trafia, a tam wielu sprzedawców się zaopatruje.
OdpowiedzUsuńTfu! Nie Polko, a Pani Serwusowo - przepraszam ;/ (ale to wszystko przez to, że obie tam jesteście).
OdpowiedzUsuńEj co Wy wszyscy macie z tym groszkiem? Ja to akurat surowego nie lubie, wiec moglabym oczyscic pol wiadra i nie tknelabym ziarenka. Pewnie z tego samego powodu nie tkne kielkow straczkowcow, musze je podsmazyc, zeby stracily posmak surowizny.
OdpowiedzUsuńA risi e bisi bardzo chetnie bym spozyla, wszak to juz groszek po obrobce cieplnej.
Tylko to Cię łączy z włochatymi, męskimi mężczyznami? ;o)
OdpowiedzUsuńNie wiem, Thiesso, od dziecka to mam. :) Natomiast na myśl o puszkowym, dostaję drgawek. :(
OdpowiedzUsuńSzalony, eeee? Długie włosy? ;) Mam nadzieję, że tylko to, he, ha, ha!
Ptasiu, spoko, ostatecznie nie jestem Chinką. ;) Szkoda, że nie ma takiego w sprzedaży. Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńJa na puszkowy mam ten sam objaw. Smierdzi stara skarpeta. Swego czasu tolerowalam z niego tylko jeden wyrob-paste na chleb, ale ona byla porzadnie przyprawiona. Od jakis 10 lat nie kupilam zadnej puszki.
OdpowiedzUsuńHe, he! Piekne porownanie! Pasty nie probowalam, ale jesli dodalabym tone chili, to pewnie bym przelknela. ;)
OdpowiedzUsuń