
Gdybym miała możliwość wybrania smakołyku, zawierającego milion, fifilion, gadzilion kalorii, który mogłabym jeść do woli bez obawy, że nabiorę nigellowskich kształtów, to w życiu nie zdecydowałabym się na czekoladę, torty, czy jakieś tam majonezy. Z całą pewnością wybrałabym risotto.
Prawdziwe bowiem, musi być kremowe. Smażone na maśle i oliwie, podlane winem, a potem gorącym bulionem. Na końcu podrasowane masłem, garścią parmezanu i skropione oliwą. Inaczej się nie da proszę państwa! Inaczej to już nie będzie to.
Risotto trzeba pilnować - nieustannie mieszać, dolewać po odrobinie bulionu. Tego dania się nie odgrzewa - to smakosze czekają na risotto, a nie ono na nich.
Dziś jeden z klasycznych przepisów i chciałabym rzec - mój ulubiony, ale nie mogę. Nie jadłam jeszcze risotta, w takiej konfiguracji, która by mi nie smakowała, więc mogę śmiało powiedzieć, że wszystkie, które próbowałam są moimi ulubionymi. Ale dziś padło na grzybowe.
Grzybowe risotto z oliwą truflową
2 porcje*
2 łyżki oliwy
ok. 25g masła
1 cebula lub szalotka, drobno posiekana
garść suszonych grzybów, namoczonych w filiżance ciepłej wody (wodę pod odsączeniu dolewam do bulionu; można grzyby ugotować w bulionie zamiast moczyć)
ok. 150-200g ryżu arborio (lub innego do risotto np. carnaroli)
ok.150ml białego wytrawnego wina
ok. 1 l bulionu warzywnego
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
2 łyżki drobno startego parmezanu i kilka ścinków parmezanu
oliwa truflowa do skropienia (opcjonalnie)
W płaskim rondlu lub na dużej patelni rozgrzewam oliwę z połową masła i na małym ogniu smażę szalotkę, do momentu, aż będzie miękka (nie brązowię jej), następnie dodaje grzyby. Nie siekam ich, gdyż lubię duże kawałki, jeśli chcecie możecie je pokroić na paseczki.
Zwiększam ogień i dodaję ryż, ciągle mieszając, aby dokładnie pokrył się tłuszczem.
Po ok. minucie ryż zaczyna robić się przezroczysty, wtedy dolewam wino i ciągle mieszam, czekając aż część wchłonie ryż, a cześć odparuje. Następnie zmniejszam ogień, dolewam po chochelce bulionu, pilnując aby był on ciągle gorący. Dzięki temu ryż ugotuje się równomiernie, a skrobia wydobędzie się z niego nadając daniu kremową konsystencję. Gdy każda chochelka bulionu zostanie wchłonięta, dolewam następna i tak przez ok. 15 - 20 minut, ciągle mieszając.
Pod koniec doprawiam do smaku solą i pieprzem, a gdy ryż jest już miękki, ściągam z gazu, dodaję resztę masła, starty parmezan i mieszam dokładnie. Odstawiam na 2 minuty.
Rozdzielam do miseczek i serwuję skropione oliwą truflową i posypane parmezanem.
* są naprawdę duże - oboje uwielbiamy risotto, dlatego serwujemy je jako główne i jedyne danie dla naszej dwójki. W przeciwnym razie te składniki wystarczą na 4 skromniejsze porcje.
O kurczę, to przepis dla mnie! Robię w najbliższym czasie, nie ma co! Bo mam wszystkie skłądniki, jakie są w przepisie, a to się zadko zdarza. Oliwa truflowa tez czeka w szufladzie!
OdpowiedzUsuńMlask :)
Ty, ale Nigella ma fajne kształty. Nie mówię że lepsze ;-) ale też całkiem całkiem ;-)
OdpowiedzUsuńniby sie z toba zgadzam, ale nigdy, przenigdy nie mieszam masla z oliwa w risotto. Dla mnie risotto jest albo z oliwa albo z maslem; pierwsze pachnie Poludniem, drugie Polnoca. Do pierwszego czesto dodaje, zamiast parmezanu, ostrzejszego pecorino.
OdpowiedzUsuńPal licho kalorie jak to takie smaczne :)))
OdpowiedzUsuńTez bym wybrala risotto. Grzybowe ma sie rozumiec :)
Hej,
OdpowiedzUsuńgdybym jadla risotto tak czesto, jak mam na nie ochote, to juz dawno nie zmiescilabym sie w drzwiach.
grzybowe to jedno z ulubionych, strasznie dawno nie robilam! milo popatrzec i pomarzyc chociaz.
w kwestii oliwno-maslanej nie jestem ortodoksem. ot, skrapiam zazwyczaj oliwa porcje na talerzu.
Muszę w końcu opanować technikę "al ondowania" i zrobić.
OdpowiedzUsuńVespertinee, cieszę się, że moje propozycje przetarły Twoje szlaki risottowe. ;)
OdpowiedzUsuńBtd, nie twierdzę, że złe, ale wolę zostać przy moich. ;)
Mayu, to ma sens, co piszesz (oliwa vs. masło)- nigdy o tym w ten sposób nie myślałam. Będę musiała spróbować - wierzę Ci na słowo, bo na pewno próbowałaś więcej włoskich potraw u źródeł. Bardzo miło Cię tu widzieć. :)
Polko, trzeba będzie wrócić do treningów (zima mam zawsze przerwę, bo jestem susłowata ;)) i wtedy może do gotowania risotta raz w tygodniu? :>
Magdo, o tym samym myślę i serwuję umiarkowanie. Może dlatego za każdym razem się nim tak rozkoszuję? :)
Kucharzu, nie wierzę, że nie jeszcze nie opanowałeś. No chyba, że nie lubisz risotta i po prostu Ci ta technika niepotrzebna. ;)
Pozdrowienia dla wszystkich, dziękuję za odwiedziny i życzę spokojnej nocy!
Mmm, przemawiają do mnie te fifiliony i gadziliony kalorii ;)
OdpowiedzUsuńOlusinska
PS - mówiłam, że bedę często wpadać ;)
Pamiętam, Olusińska. :) I dziękuję, że wpadasz. :)
OdpowiedzUsuńJa tez ja tez:D Wsciubiam codziennie tylko cichaczkiem:D
OdpowiedzUsuńMniam-chyba czas wreszcie to risotto zrobic:)
To bylam ja-Fetti-cos mnie google konto nie lubi:D
Fetti :* Zrób, zrób! Fajnie, że dałaś znać, że wściubiasz. ;)
OdpowiedzUsuńDokładnie - mmmmmmm! Odkąd je zrobiłam kilka miesięcy, stała się dla nas z Jaśkiem jedną z ulubionych potraw. Kremowa, wypełniająca, ogrzewająca PYSZNOŚĆ.
OdpowiedzUsuńIlona, nawet nie wiesz jak sie ciesze. :)) Pozdrowienia dla Waszej dwojki! :)
OdpowiedzUsuńKarolino, mam pół zamrażarki mrozonych grzybów. Mogą być? Ale wtedy jak i kiedy :D
OdpowiedzUsuńCzy wlewasz ciepłe wino? Gdzieś wyczytałam, że ma być ciepłe, bo inaczej zaszkodzi ryżowi.
tym razem to ja, pietnacha :)
To zalezy jakie grzyby - nie wszystkie po rozmrozeniu trzymaja fason. ;) Rozmrozic powoli na sicie i jesli nie stana sie papkowate, to mysle, ze dodac pod koniec smazenia cebuli, jesli bardzo straca forme - to nie wiem? a blanszowane te grzyby? Bo jesli tak, to chyba moznaby dodac pod koniec robienia risotto, powiedzmy na ostatnia chochle bulionu, aby sie zagrzaly tylko... Nigdy nie robilam z mrozonych, bede musiala kiedys sprobowac, tylko, ze... u mnie ich nie ma. :) U Mamy kiedys sprobuje. Wino zawsze wlewam zimne, tj w temperaturze pokojowej, nie podgrzewam go. :) Daj znac prosze co zrobilas i jak wyszlo. Buziaki!
Usuń