5 stycznia 2011

Feler? Nie, afrodyzjak.



Seler - to warzywo mam wrażenie, jest nieco po macoszemu traktowane w kuchni. A szkoda, bo jego intrygująca goryczka i intensywny zapach mogą być niesamowicie stymulującym czynnikiem. Wiedziała o tym Madame de Pompadour racząc Ludwika XV zupą z selera, być może dzięki temu pozostała jego ulubioną kochanicą?

Seler jest bogaty w witaminy i minerały, podobno działa odmładzająco i relaksująco. O jego właściwościach jako środka pobudzającego męskość, niemal tak starego jak najstarszy zawód świata nawet nie wspomnę. A jeżeli dodam, że ugotowałam pyszną zupę, której innym składnikiem był imbir także uznawany za afrodyzjak, to dacie selerowi szansę?

Inspirowałam się przepisem z magazynu "Olive" (luty 2009) i ugotowałam dwie wersje.




Zupa krem z selera, gruszki i imbiru

4-6 porcji

2 łyżki oleju słonecznikowego
4 szalotki, obrane i drobno posiekane
2 ząbki czosnku, obrane i drobno posiekane
kawałek świeżego imbiru, ok. 2.5 cm, obrany i drobno posiekany
duży seler, ok. 800g, obrany i pokrojony w kostkę
2 dojrzałe gruszki, obrane, pozbawione gniazd nasiennych i pokrojone w kostkę
1l bulionu warzywnego
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
nieco posiekanej pietruszki

Do wersji wege: kawałek czerstwej bułki pokrojonej w kostkę, skropionej oliwą i upieczonej na grzanki.

Do wersji mięsnej: kawałek boczku, pokrojonego w kostkę lub paski i uprażonego na suchej patelni.


Rozgrzałam olej w rondlu i na małym ogniu usmażyłam szalotki, imbir i czosnek, aż były miękkie, przez ok. 5 minut. Pilnowałam, aby się nie zbrązowiły.

Następnie dodałam seler, gruszki, bulion, dokładnie wymieszałam, przykryłam i gotowałam przez ok. 20 minut, aż seler był miękki.

Ściągnęłam z ognia, zmiksowałam blenderem na gładką masę, doprawiłam solą i pieprzem. Serwowałam z posiekaną pietruszką i w dwóch wersjach: jedną z boczkiem, a drugą wegetariańską z grzaneczkami.

24 komentarze:

  1. Karolino! U mnie wręcz przeciwnie! Ja traktuję go po królewsku! Bardzo często zamieniam w podobną zupę krem, lub pyszne puree selerowe. Seler rulezzz;) Ale dobrze, że o nim piszesz, bo zasługuje na zdecydowanie więcej uwagi!
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  2. z tym selerem to przypomniało mi się jak moi znajomi starali się o dziecko i znajomy był raczony przez swą małżonkę selerem na okrągło (najczęściej w postaci sałatki Waldorf). Do dnia dzisiejszego chyba nie spojrzy na selera. ale żeby nie było mają dwójkę pociesznych maleństw;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A właśnie dziś zastanawiałam się nad tym, z czym można by połączyć selera w zupie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jako dziecko jadłam kanapki z utartym selerem, smakowały lekko orzechowo. Teraz niestety seler poszedł w odstawkę, ponieważ nie lubi go mój mąż :(

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam seler, więc twoja propozycja mój głos już ma :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Myślę, że owa niechęć do selera bierze się z tego, że zazwyczaj spotyka się go w łykowatej wersji pływającej w rosołach. I takiego selera, to ja bardzo nie lubię. Za to przygotowanego w sposób ciekawy i ogromnie smakowity... Tak! I taka zupa zdecydowanie mi się podoba. :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  7. Podoba mi się taka zupka, z chęcią bym zjadła:)
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ludzie nie wiedzą co dobre. Często to co najlepsze leży na najniższych półkach i jest mało wykorzystywane. Podobnie jest z selerem, smaczny, a zarazem mało doceniany. Osobiście nie mam z nim doświadczenia, ale postaram się w najbliższym czasie poeksperymentować z tym warzywem :)

    Pozdrawiam, www.daniew10minut.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Właśnie wróciłam do domu niesamowicie zziębnięta i wiele bym oddała za taką zupkę...

    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  10. hmm... chyba masz rację.
    rzadko kiedy pojawia się seler w mojej kuchni. a patrząc na tę cudowną zupę, te smaki i kompozycję... czuję się wręcz winna. mam wyrzuty sumienia.

    OdpowiedzUsuń
  11. zgadzam się, że seler pozostaje niedoceniony i traktowany jako niezasługujący na właściwe traktowanie składnik włoszczyzny, z którego wyciska się wszystkie koszy, a później wyrzuca. tymczasem jego elegancki smak i odżywczość to loża królewska! jedzmy seler :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Hm, a ja się przyznam, że seler lubię, ale na surowo. Poddany obróbce termicznej jakoś traci dla mnie urok.
    Btw, jak zeszłam się z M, usłyszałam przy jakiejś okazji, że on "nie jada selera, jak wszyscy mężczyźni w tej rodzinie". Opinię z jakąś dziwną dumą głosiła też moja teściowa (wówczas in spe). Cóż, teraz M surówkę z selera zje, i nie marudzi...

    OdpowiedzUsuń
  13. Smakowicie i inspirująco. Nigdy nie jadłam zupy selerowej, a tym bardziej z gruszką :).

    OdpowiedzUsuń
  14. Uwielbiam seler i też kiedyś ubolewałam na blogu nad tym, że w polskiej kuchni jest tak rzadko wykorzystywany, a przepisy są raczej zachowawcze. Zresztą dotyczy to większości polskich warzyw korzeniowych. No ale Twoja zupa temu wszystkiemu przeczy! Bardzo ciekawe połączenie gruszki z selerem w zupie :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta wegetariańska wersja z grzankami bardzo mi się podoba.
    Ja też długo bałam się selera ale przekonałam się do niego dzięki kremom z serem brie i zapiekanek z dodatkiem orzechów włoskich:-)

    OdpowiedzUsuń
  16. Aniu, cieszę się. Pure selerowe jest świetną alternatywą dla ziemniaczanego. :)

    Panno Malwinno, no, coś musi być na rzeczy zatem. ;) Waldorf lubię, tylko zawsze zastanawia mnie, która była pierwsza - z bulwy czy może naci? Obie wersje lubię.

    Haniu-Kasiu, na pewno z jabłkiem, tak jak tu z gruszką, myślę. Z niebieskim pleśniowym serem, z orzechami włoskimi, z kuminem. Korci mnie, aby poeksperymentować z chrzanem. Może kiedyś. :)

    Kabamaigo, to dla siebie gotuj, mniejszą ilość. Luby mój nie przepada za niektórymi składnikami (choć na szczęście większość lubi), wtedy jemu gotuje jakiś jednogarnkowiec na dwa dni, a sama szaleję z obiadem dla mnie. ;)

    Gosiu, cieszę się. Mam nadzieję, że na blogach pojawią się jakieś ciekawe przepisy, bo ostatnio seler smakuje mi wyjątkowo dobrze. :)

    Zaytoon, otóż to! Ja go z rosołu wyrzucam - oddał przecież to co najlepsze zupie.

    Majano, wykonanie bardzo proste, więc może się skusisz na ugotowanie? :)

    Młody Kucharzu, masz rację. Ja dziś upiekłam brzuch jagnięcy, który nie ciszy się dobrą sławą i jest bardzo tani - rozpływał się w ustach. Trzeba po prostu wiedzieć, co zrobić z danym składnikiem. :) Powodzenia w eksperymentach, daj znać, co ugotowałeś. :)

    Kasiu, ta zupa świetnie rozgrzewa. :)

    Karmelitko, u mnie też za rzadko, a to dlatego, że pojawia się w UK sezonowo, w okresie grudniowym. Nie czuj się winna, zawsze jest dobry czas, aby coś zmienić na lepsze. :)

    Tomaszu, jedzmy! Ładnie to napisałeś - elegancki smak. :)

    Ptasiu, ja też bardzo lubię na surowo, masz rację, że nieco traci po obróbce cieplnej, ale nie tak dużo w pieczeniu, jak w gotowaniu, ostatnio piekłam frytki - nieb w gębie. :) Uśmiałam się z M i jego selerowego oświadczenia. :)

    Turlaczku, dla mnie też to było nowe połączenie. :)

    Quinomatorko, z warzywami korzeniowymi to jest tak, że dopiero w UK poznałam pieczone. W polskich magazynach, książkach do których miałam dostęp ani słowa. Surówki, składniki zup (najczęściej pokrojone w kostkę, lub baza wywaru), to tak. Ale mam nadzieję, że od tamtego czasu wiele się zmieniło na lepsze.

    Marto, sery pleśniowe kochają seler, niedawno się o tym przekonałam. A orzechy kochają sery, więc to trio na pewno współgra wspaniale. :)

    Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że jeszcze pokażę seler w jakiejś nietypowej konfiguracji. :) I dziękuję setnie za odzew!

    OdpowiedzUsuń
  17. Karolino,

    podglądam Cię od samego początku istnienia bloga, ale dopiero teraz odważyłam się przyrządzić coś z Twoich przepisów.
    Zupa na razie oblizana z łyżki, właściwa konsumpcja jutro ;), ale wyszła super - bardzo delikatna i nienachalna w smaku, ale nie mdła. Do selera naciowego przekonałam się już dawno temu, teraz i bulwa nie jest mi straszna :)
    Pozdrawiam serdecznie!
    Panna w paski

    OdpowiedzUsuń
  18. Panno w Paski, :)

    Bardzo się cieszę, że się odezwałaś. A jeszcze bardziej, że zupa Ci smakuje. Mam nadzieję, że skorzystasz jeszcze z innych przepisów i że przypadną Ci do gustu. :) Pozdrawiam ciepło z Yorkshire, gdzie ktoś z nieba wylewa dziś deszcz wiadrami. ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. powiem tak - dopóki seler z gruszka się gotowały to wywar był zaakceptowany przez męża (nie lubi selera). Niestety (dla męża) zmiksowanie wydobyło smak selera a "zabiło" smak gruszki i gdyby nie obfity dodatek buczusia zupa by nie zeszła.
    Osobiście lubię selera. Więc smakoszom tego warzywka zdecydowanie polecam taką kombinację.
    Dziękuję za przepis :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Tak, smakoszom selera ta zupa na pewno przypadnie do gustu, bo jednak jest mocno selerowa. Ale ciesze sie, ze mimo, ze maz nie jest fanem tego warzywa, to jednak zupa, jak to napisalas, zeszla. :) Pozdrawiam i dziekuje za odzew. :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Zrobiłam wczoraj na obiad, mężowi średnio smakowała, ale dla mnie rewelacyjna i synek też wcinał :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Wychodzi na to , że to panowie stronią od selera. Polecam poza zupą również pasztet z selera. Wszystkim, nie tylko paniom :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A robiłam! I chyba gdzieś jest na blogu. :)

      Usuń

Wściubisz nochal? Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Zapraszam i pozdrawiam! :)