
Jeśli komuś się znudziła dynia, to nie jest najlepszy wpis dla niego. I pewnie to warzywo pojawi się jeszcze w najbliższych tygodniach... Dynia króluje w październiku i od ładnych kilku lat kusi, abym zrobiła z niej nadzienie do ravioli. Nadzienie, jak nadzienie - pestka! Gorzej z nastawieniem do produkcji własnych ravioli.
Moment przełomowy nastąpił podczas produkcji własnego makaronu, przy okazji zwalczania kolejnego demona kuchennego. Maszynka jest, dynia jest, demona już nie ma. Co zrobić? Ravioli z dynią.
Efekty? Pyszne własne ravioli, które przyprawiły mnie o dobry humor i rozpierająca dumę. Nawet jeśli kuchnia wyglądała jak po armagedonie, a ja mam stłuczony wielki paluch u nogi, bo kręcąc intensywnie jakoś (nie wiem do dziś jak...) wyrwałam rączkę z maszynki i z hukiem opuściłam ją wprost na mój palec. Ale warto było.

Ravioli z dynią i masłem szałwiowym
4 porcje
Ciasto
220g mąki makaronowej typu '00'
2 jajka w temperaturze pokojowej
1 żółtko j.w.
szczypta soli
Mąkę przesiałam, dodałam sól, zrobiłam wgłębienie i wbiłam do niego jajka. Używając opuszków palców rozgniotłam żółtka i zaczęłam mieszać je z mąką okrężnymi ruchami. Dzięki temu mąka powolnie łączyła się z jajkami. Używając rąk zagniotłam ciasto, rozciągając je za pomocą podstawy dłoni, nakładając znowu na siebie i powtarzając ten ruch raz po raz. Ręczne wyrobienie ciasta to kwestia ugniatania przez ok. 10 minut. Ciasto może być sztywne, nie należy go bardzo długo wyrabiać, a zagniecione zawinąć w wilgotną ściereczkę i zostawić na godzinę, aby odpoczęło. W tym czasie nieco zmięknie i będzie bardziej elastyczne.
Farsz
pół średniej dyni piżmowej, wypestkowanej, pozostawionej w skórce
łyżka oliwy
3 łyżki świeżo startego parmezanu
2 łyżki bułki tartej
ok. 30g orzechów włoskich
1 żółtko
odrobina świeżo startej gałki muszkatołowej
pół łyżeczki ziaren kopru włoskiego, zmiażdżonego w moździerzu
sól
świeżo zmielony pieprz
Piekarnik nagrzałam do 180 stopni C. Na blaszce położyłam połowę dyni, skropiłam oliwą i upiekłam, aż miąższ był miękki. Wyciągnęłam z piekarnika i ostudziłam. Po ostudzeniu łyżką wyjęłam cały miąższ ze skórki.
Do robota kuchennego dodałam orzechy, wszystkie przyprawy, miąższ dyni i zmieliłam na pure. Następnie wymieszałam je z parmezanem, żółtkiem i bułką tartą. Zostawiłam w lodówce i zabrałam się za wałkowanie ciasta.
Początkowo ciasto rozwałkowałam wałkiem na grubość ok. 1 cm, aby łatwiej wchodziło do maszyny. Używając najgrubszej opcji rozwałkowałam ciasto, pomagając sobie drugą ręka, aby ciasto nie nachodziło na siebie, nie zagniotło się, czy skleiło. Jeśli jest bardzo klejące, to można podsypać je odrobiną mąki. Kolejno zmniejszałam rozstawienie wałków rolujących i wałkowałam ciasto na coraz cieńszy płat.
Następnie nałożyłam ciasto na siebie, zaginając je w połowie i ponownie na najszerszym ustawieniu wałkowałam je, aby dwa płaty połączyły się ze sobą. Powtórzyłam wałkowanie kilka razy, za każdym razem zmniejszając grubość.
Na jeden rozwałkowany płat nakładałam w równych odstępach nadzienie - wyciskałam je z woreczka, któremu obcięłam róg, bo nie mam szprycy. Mniej więcej ilość jak z kopiastej łyżki, w odstępach ok. 2.5 cm od siebie i ok. 1.5cm od brzegów ciasta. Ciasto wokół nadzienia smarowałam wilgotnym pędzelkiem i nakładałam na górę kolejny płat rozwałkowanego cienko ciasta. Dociskałam wokół nadzienia, delikatnie, starając się pozbyć powietrza. Radełkiem kroiłam na kwadraty, tak aby nadzienie znalazło się na środku każdego. Odkładałam na stolnicę oproszoną mąką.
Nastawiłam wielki garnek z wodą, która zagotowałam z solą. Wrzucałam jednorazowo ok. 8 sztuk i gotowałam ok. 5 minut. Odcedzałam delikatnie łyżką cedzakową.
Podałam z masłem, w którym usmażyłam na małym ogniu kilka listków świeżej szałwii oraz dodałam kilka kropel soku z cytryny. Posypałam lekko parmezanem i świeżo zmielonym pieprzem.
auu ten palec, ale ravioli boskie !
OdpowiedzUsuńRewelacyjne ! warto było ten palec poświęcić :)
OdpowiedzUsuńBrzmi jak poezja. Podziwiam niezmiennie domowe makaronowanie:)
OdpowiedzUsuńNie wiem, jaka masz maszynke, ja mam imperia, i raczka ciagle mi wypada ;)
OdpowiedzUsuńRawioli wygladaja fantastycznie, ostatnie robilam lazanie z dynia, wiec jestem pewna, ze i rawioli musza byc smaczne.
Zdrowka dla paluszka,ale warto bylo,bo ravioli przepysznie sie prezentuje i pysznie brzmi :) uwielbiam takie :)i tez sie znowu zabieram,zeby je popelnic :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam cieplutko :)
Ja też planuję w najbliższym czasie przygotować ravioli z dynią. Będzie pysznie!
OdpowiedzUsuńOj,oj zazdroszczę Ci trochę tej maszynki do makaronu. Ravioli... mniam ;)
OdpowiedzUsuńA co do palca to znam ten ból. Raz, podczas ciekawskiego otwierania pierwszych własnych ogórków kiszonych spadł mi pełny słoik też na palec. Ał.
Pzdrawiam :)
A w mojej maszynce nie ma rączki. I też działa.
OdpowiedzUsuńTak ostatnio rzucono do sklepów dynie, że aż się zastanawiam, czy coś z niej nie zrobić. Pewnie się skończy na jakiejś tarciosze. Z piżmowej dyni, bo ta ma miąższ bardziej zwarty i smak ciekawszy.
A ravioli jak z dynią, to obowiązkowo z okruchami amaretti. Z własnego wypieku, ofc. ;o)
No to już jest pomysł na prezencik gwiazdkowy dla Serwusowej. Wiem, wiem, jeszcze październik, ale to nie ja zacząłem przedświąteczną gorączkę.
Pozdrawiamy ze Spajkim Dwujajkim.
Piękne ravioli! Chyba nigdy nie nauczę się takich robić i pozostanę przy pierogach :) Ale Twoje zdjęcia zachęcają mnie do podjęcia kolejnej próby!
OdpowiedzUsuńPiekne pierozki i sosik do nich poezja. Uwielbiam szalwie z maselkiem do ravioli.
OdpowiedzUsuńZdolna z Ciebie dziewczyna Karolinko! Piekne danie i piekna foto.Pozdrawiam :-)
Dziękuję Wam bardzo za słowa uznania i życzenia zdrowia dla paluszka. :)
OdpowiedzUsuńPaluch (nie Staniław ;)) już zdrowy. :))))
Maszynkę mam Imperia, a jakże. ;) Kilku angielskich blogerów też miało problemy z rączką w maszynce do makaronu, więc to chyba nie ja jestem wyjątkowo zdolna.
Jeśli zaś chodzi o samą maszynkę, to okazała się być świetnym nabytkiem, choć bałam się na początku, że będzie się kurzyć.
Zachęcam do zrobienia ravioli, o wbrew pozorom nie ma z nimi więcej roboty, niż z naszymi pierogami. :) A dynia teraz w sezonie, więc nic tylko zakasać rękawy. ;)
Następnym razem na pewno spróbuję nadzienia z ciasteczkami amaretti. Może nawet nie będę musiała ich kupować? ;))))))
A na lasagne z dynią się będę musiała skusić.
Dzięki raz jeszcze! Pozdrawiam!
Dynia nie moze sie znudzic! :D
OdpowiedzUsuńA dyniowe ravioli uwielbiam.
Stluczonego palca zas bardzo wspolczuje... Mam nadzieje, ze jest juz w pelnej formie? ;)
Pozdrawiam Karolino!
Beo, mnie się jeszcze nie znudziła, więc i Wam jeszcze pewnie pomęczę. A paluch zdrowy, a jakże. :) Dziękuję, że pytasz. :) Pozdrawiam!
OdpowiedzUsuń