
Była niedziela, a ja szykowałam się do wyjazdu na siłownię. W telewizji jakaś stara seria Jamiego Olivera (Jamie at home). Gospodarz programu przechadzał się po swoim wymuskanym ogródku (przypominając mi tym samym, że nasz mógłby zebrać laury w konkursie na najbrzydszy ogródek w Dales...), a tam masa ziół, warzywa. Szparagi! Siadłam w fotelu, sznurowałam buty i łypałam, co takiego Jamie wyczaruje.
Wyczarował taką tartę, że zanim trafiłam na siłownię, musiałam dokupić brakujący składnik - ciasto filo (któremu nota bene dotąd nie ufałam, bo pierwsza próba gotowania z nim była średnio udana). Po powrocie zrobiłam te tartę i zjadłam z wielkim smakiem, nadrabiając pewnie dwukrotnie utratę kalorii podczas treningu, ale trudno. Raz się żyje, a jutro też można iść na siłownię.
Podaję przepis po moich delikatnych zmianach.
Wyczarował taką tartę, że zanim trafiłam na siłownię, musiałam dokupić brakujący składnik - ciasto filo (któremu nota bene dotąd nie ufałam, bo pierwsza próba gotowania z nim była średnio udana). Po powrocie zrobiłam te tartę i zjadłam z wielkim smakiem, nadrabiając pewnie dwukrotnie utratę kalorii podczas treningu, ale trudno. Raz się żyje, a jutro też można iść na siłownię.
Podaję przepis po moich delikatnych zmianach.

Tarta ze szparagami i ziemniakami
2-4 porcje
Użyłam prostokątnej formy z luźnym dnem, o wymiarach 35x13x2.5cm
5 płatów ciasta filo (takiej wielkości, aby nieco wystawały poza formę)
ok. 30g masła, stopionego
ok. 15 zielonych szparagów, twarde końce usunięte
4 średnie ziemniaki
garść dojrzałego cheddara, startego na dużych oczkach
ok. 180ml śmietany, kremówki
1 jajko
świeżo zmielony czarny pieprz
świeżo zmielona gałka muszkatołowa
sól
Ziemniaki obrałam i ugotowałam do miękkości w osolonej wodzie. Odcedziłam, dodałam śmietanę, pieprz, gałkę muszkatołową, sól i dokładnie zgniotłam na pure. Dodałam ser i jajko i wymieszałam. Masa była dość luźna.
Szparagi blanszowałam w gotującej wodzie przez ok. 3 minuty, odcedziłam i przełożyłam do miski z lodowatą wodą. Gdy ostygły, dokładnie je osuszyłam.
Piekarnik nagrzałam do 190 stopni C (termoobieg). Formę wyłożyłam ciastem filo, płat po płacie smarując każdy roztopionym masłem. Trzeba działać szybko z tym ciastem, bo lubi wysychać i rwać się. Brzegi ciasta wystawały nieco poza formę.
Do formy wyłożonej ciastem przełożyłam ziemniaczaną masę, wyrównałam szpatułką, na górze ułożyłam szparagi i posmarowałam masłem. Brzegi ciasta byle jak ugniotłam i posmarowałam masłem. Jeśli chcecie uniknąć tego rustykalnego wyglądu, po prostu przytnijcie ciasto.
Piekłam przez ok. 20 minut, na ostatnie 3 minuty włączyłam grill. Piekłam na niskiej półce, aby spód tarty się przypiekł. Studziłam przez ok. 10 minut zanim pokroiłam ją na porcje.
Bardzo fajna i apetyczna tarta!
OdpowiedzUsuńRozmarzyłam się tu straszliwie, a nie dość, że jestem w pracy, to jeszcze głodna. Pięknie wyglądają te zielone szapragowe linie na wierzchu tarty :)
OdpowiedzUsuńo raaaaaaaaju ! wygląda fantastycznie:) jeszcze nidgy nic nie robiłam z tego ciasta , troche sie go obawiam:/
OdpowiedzUsuńWidzieliśmy ją w książce Jamiego, ale jeszcze nie mieliśmy okazji wypróbować... Twoja wyszła pięknie i apetycznie!
OdpowiedzUsuńRewelacyjna tarta!:) Bardzo mi się podoba:)
OdpowiedzUsuńŁadna.
OdpowiedzUsuńTe boki tarty są boskie.
Wygląda i na pewno smakuje cudownie! Tylko skąd ja wezmę ciasto filo? :(
OdpowiedzUsuńTarta, ze nie mozna sie oprzec. Zawiera wszystko co lubie i wyglada pysznie!
OdpowiedzUsuńGratuluje silnej woli - najpierw silownia, potem obzarstwo. :) Niestety ostatnio nie moge powiedziec tego o sobie. :(
Wyczarowałaś razem z nim ;)
OdpowiedzUsuńPodpisuję się pod Arkiem.
Miłego weekendu!
mmmm...pyszne połączenie:)...tylko nigdzie nie obczaiłam filo:( to może być pewne utrudnienie...
OdpowiedzUsuńNo to się Jamie wykazał, albo raczej Ty ;-) piękne brzegi wyszły!
OdpowiedzUsuńc u d o w n a! Nie potrafię się napatrzeć! Aż szkoda jeść takie 'arcydzieło..' :)
OdpowiedzUsuńpozdrawiam!
O dobre, dobre to! Ta siłownia to jednak czasem jest pożyteczna ;)))
OdpowiedzUsuńuwielbiam Jamiego, tak samo jak przepisy. A tarte zaprezentowalas super/!
OdpowiedzUsuńOj, czaruje ten Jamie, czaruje! Taką tartę zjadłabym z ogromnym smakiem! :)
OdpowiedzUsuńDziekuje pieknie za odwiedziny i komentarze!
OdpowiedzUsuńDo zrobienia tarty oczywiscie zachecam, wyglada na pracochlonna, ale taka nie jest. I to typowe tzw. comfort food, sycace, kojace. :)
Arku, gdyby nie to samozaparcie, to juz bym przez drzwi sie nie zmiescila. Ja kocham jesc i jem w zasadzie wszystko na co mam ochote, bez zbednych ograniczen, a takze bez dorabiania ideologii, ze jem wszystko, a nie tyje. ;) Wiec wole jesc na co mam ochote, a potem odpokutowac na spinningu, czy silowni. Co z kolei napedza mocno metabolizm i jestem glodna, he, he!
Sandrulo, ja tez sie obawialam i pierwszy wypiek byl do bani - to bylo cos w rodzaju sajgonek ze szpinakiem i serem. Ale z ta tarta poszlo gladko.
Trzcinowisko, Tu-Tusiu, a zagladalyscie do sekcji z mrozonkami? Tam czesciej bywa, bo ma dluzszy termin przydatnosci do spozycia. W Polsce juz coraz latwiej je dostac.
Pozdrowienia dla wszystkich i podziekowania za mile slowa! :)))
Oczywiście przepis zgapimy:) I jak tu nie kochać Jamiego, jak on takie cuda gotuje:)
OdpowiedzUsuńTradycyjnie zdjęcie boskie, ale to można pisać pod każdym Twoim wpisem:)
Wpis trochę wstecz, ale nie da się przejść obojętnie obok tej tarty:)
Zgapiajcie, na zdrowie! :) Dziękuję za miłe słowa i pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńrowniez te tarte Jamiego robilam w zeszlym roku i tez pod wplywem dopiero co powtorki jego programu-hihi-ale warto bylo,bo extra jest!!!
OdpowiedzUsuńJa ja robilam z francuskim ciastem :)
Pozdrawiam cieplutko :)
Gosiu, nieźle, że też działaś pod wpływem impulsu i pewnie, że było warto. :) Pozdrawiam ciepło!
OdpowiedzUsuń