Wreszcie w ruch poszła książka pt. "Gennaro's Home Italian Cooking", którą dostałam od lubego ponad miesiąc temu. Gennaro Contaldo nie trzeba nikomu przedstawiać, mam też inną książkę, którą współtworzył "Two Greedy Italians", o której Wam pisałam i gotuje mi się z niej świetnie.
Myślę, że podobnie może być i z tą książką, choć są niedociągnięcia - np. w tym przepisie nie było wytłumaczone w jakiej formie dać czosnek. Zrobiłam więc trochę po swojemu (metoda i proporcje zmieniłam minimalnie). Następnym razem dodam nieco soku z cytryny i chilli, bo myślę, że będą szalenie pasować.
Gennaro mówi, że jeśli zostaną Wam resztki tego dania, to można je połączyć z makaronem, a ja mówię, że można też je z powodzeniem ugnieść na grube, rustykalne puree i podać na grzankach - oczywiście skropione oliwą. Zaletą tego dania jest to, że można podawać na ciepło i na zimno. Mi bardziej smakowało na ciepło, ale może dlatego, że mamy luty i nie mieszkam w ciepłym klimacie?
Ciecierzyca z sardelami i pietruszką
4 porcje
ok. 200g suchej ciecierzycy
5 łyżek oliwy
2 ząbki czosnku, obrane i posiekane drobno
8 solonych sardeli z oliwy/oleju
garść świeżej natki pietruszki, posiekanej
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
Ciecierzycę zalać dużą ilością zimnej wody i zostawić na min. 8 godzin (idealnie na całą noc). Następnie odsączyć i zalać świeżą wodą, dodać łyżeczkę soli i zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować do miękkości - to w zależności od ciecierzycy, kuchenki itd. może zająć od 40 do 90 minut.
Ugotowaną ciecierzycę odcedzić i pozostawić na sicie do odcieknięcia.
W garnku, w którym gotowała się ciecierzyca na 4 łyżkach oliwy na małym ogniu smażyć czosnek, a po ok. minucie smażenia czosnku dodać całe sardele. Mieszać, aż sardele się rozpadną.
Następnie dodać do garnka ciecierzycę, dokładnie wymieszać, aby pokryła się oliwą, dodać ¾ pietruszki, nieco pieprzu i soli do smaku (uważać z solą, sardele są słone) i wymieszać.
Przełożyć na półmisek, skropić resztą oliwy i posypać resztą pietruszki. Serwować ciepłe lub zimne.
Ciecierzyca jest bardzo wdzięczną podstawą do wielu dań. Bardzo ja lubię. Zdjęcie piękne.
OdpowiedzUsuńAle gdzie zdobyć te sardele ... hmmm
OdpowiedzUsuńHmmm, w sklepie spozywczym na dziale z puszkowanymi rybami? :) Nie mylic z sardynkami!!! Sardele = anchois. Nie powinno byc z tym problemu. Pamietam, ze byly dostepne nawet u schylku komuny, jak bylam mala, wtedy ich nie cierpialam, a z opowiesci Mamy wiem, ze Dziadek potrafil wyjadac je prosto z puszki.
UsuńZ anszujami dostępnymi w PL tylko trzeba uważać, czy nie są to śledzie udające anchois (tak jest np. z tzw. "anchois helskimi"). U mnie lokalnie to faktycznie towar deficytowy, podobnie jak prawdziwy parmezan, ale w średniej wielkości/większym mieście problemu nie powinno być.
UsuńOj, nie wiedzialam. Dzieki za info, Ptasiu!
UsuńOj, to może być dobre, mnie też podoba się pomysł z pastą na kanapki.
OdpowiedzUsuńZajrzyj tu prosze w piatek. :D
Usuńa ten talerz pod ciecierzycą.. cudo!
OdpowiedzUsuńNowy nabytek. :]
Usuńta sama potrawa tylko z fasolą też nie jest kulawa :D A jeśli strączkowe gotować z dodatkiem kilku marchewek, cebuli, jakiegoś liścia laurowego, to odcedzona woda nadaje się na zupę: dorzucić do niej trochę fasoli i garść makaronu. Fajne zdjęcie :D Potwierdzam, że książka dobra
OdpowiedzUsuńUwielbiam Włochów za to jak właśnie wykorzystują coś, co nam się wydaje drugiego, czy trzeciego sortu. ;)
UsuńKarolina, ja mam jeszcze dwie inne, Gennaro Contaldo's Italian Year i Gennaro's Italian Cooking, i bardzo je polecam. Sa o wiele lepiej opracowane niz Home Italian Cooking, no i porcje nie sa gargantuiczne.
OdpowiedzUsuńPrzy okazji jeszcze powiem, ze coraz ladniejsze masz zdjecia. Kurs jakis robilas? Ja jestem na etapie uczenia sie (kolejny raz), bo mi sie niemaz zbuntowal, i tym razem nazwet mi sie podoba (czego na razie jeszcze nie widac po zdjeciach). Pozdrawiam.
Dziekuje za polecenie ksiazek. Italian Year mam na liscie zyczen. :)
UsuńBardzo sie ciesze, ze zauwazylas progres w wygladzie zdjec. :) Nie, absolutnie nie bylam na kursie, jestem samoukiem. Przygotowuje dlugi post okraszony zdjeciami, ale bez zadnych technicznych informacji - o tym wlasnie jaka droge przeszlam z fotografia kulinarna, czego uzywam etc. :) Pojawi sie po Wielkanocy, jak wroce z Polski.
Uwielbiam Dwóch łakomych Włochów, wspaniała książka. I danie w Twoim wykonaniu bardzo smakowite :))
OdpowiedzUsuńJa też. Sporo z niej już ugotowałam i zawsze było w dechę. ;)
UsuńKarolina, jak sie uczysz sama, to polecam cykl wykladow Bena Longa na lynda.com, platformie edukacyjnej zawierajacej kursy nt fotografii (lacznie z Photoshopem) i wszelkiego oprogramowania komputerowego. Miesieczna oplata (25 USD) daje Ci nielimitowany dostep do kilkuset tutoriali, prowadzonych przez swietnych specjalistow (mozesz zarejestrowac sie na miesiac i zrezygnowac, robilismy tak kilka razy). Moj ukochany Ben Long ma wyklady z Exposure, Lenses, Black and White Photography, HDR. Siedze, ogladam jak zahipnotyzowana, i wszystko zaczyna mi sie ukladac w calosc.
OdpowiedzUsuńBardzo Ci dziękuję. Od dawna myślałam o kursie on line, ekipa bloga Magazyn także polecała. :) Będę robiła wpis po Wielkanocy i moich fotografiach, myślę, że do tego czasu nie dam rady wziąć udziału w takim kursie, ale pomyślę w okresie letnim - także dlatego, że tam są zawsze jakieś zadania domowe do wykonania (światło! dlatego poczekam do lata). Do tego polecanego przez Ciebie na pewno zajrzę. Dziękuję i pozdrawiam. :)
UsuńTrafiłem na tę stronę przez Google, nie powiem ciekawa :)
OdpowiedzUsuńDziękuję Wam bardzo za odwiedziny i komentarze. Pozdrawiam serdecznie. :)
OdpowiedzUsuń