4 lutego 2013

Tarty orzechowo - kakaowe (bez dodatku cukru, bez pieczenia, surowe/witariańskie/raw)




Surowy (witariański) deser, który podzielił nasze domostwo. Nie stał się wprawdzie kością niezgody, powodem cichych dni, czy odstawienia od niemałżeńskiego łoża, ale jednak definitywnie nas podzielił. Ja go uwielbiam i przygotowałam go już dwa razy, za każdym kęsem czuję, że to jest deser, który jest moim nowym konikiem - bo smakuje świetnie, ale daje mi także świadomość, że jem naturalny produkt i bez dodatku cukru. Nie zrozumcie mnie źle - nie porzucam cukru, ale staram się go ograniczyć, z wielu powodów. Natomiast luby po trzech kęsach i niewyraźnej minie powiedział, że on dziękuje, ale pasuje, bo jemu deser "jedzie" warzywem (a warzywa bardzo lubi!), jest mało słodki (to akurat można regulować, o czym w przepisie) i „chyba do niego nie dorósł.”

Od dawna czytam i interesuję się dietą surową, a dokładnie odkąd nasz bliski przyjaciel na nią przeszedł w związku z nowotworem, na który chorował. Wtedy informacje na temat tej diety były szczątkowe, ja po omacku przygotowywałam nasza wspólną kolację, serwując głównie ciekawe surówki i owoce na deser. Lekarze dali mu trzy miesiące życia, nie proponowali nawet inwazyjnego leczenia, ale jeden indyjski lekarz - jego przyjaciel polecił mu surową dietę. Nasz drogi John ostatnie miesiące życie spędził na surowej diecie i  dożył swoich ostatnich dni w świetnej formie i de facto nie zabił go nowotwór, a coś innego. Miał prawie 83 lata (przy okazji wspomnę, że swoje 80 urodziny obchodził na Wyspach Wielkanocnych). Nie twierdzę, że dieta go uzdrowiła, piszę to, aby nawiązać do tematu surowej diety - ona zawsze będzie kojarzyć mi się z Johnem i to jego przypadek spowodował, że zaczęłam się interesować jej wpływem na zdrowie.

Dziś w internecie jest masa blogów poświęconych temu sposobowi żywienia, więc jeśli chcecie się dowiedzieć to wujek Google Wam na pewno pomoże (dieta RAW, dieta surowa, witarianizm), a ja prezentuję dziś deser, który wykonałam z tego powodu, że lubię wyzwania i nowości w kuchni, a także dlatego, że staram się jeść dużo surowych rzeczy i pomyślałam, że może warto w końcu tę zasadę przenieść także na desery.

Tyle tytułem wstępu, a teraz czuję się zobowiązana napisać kilka słów o oleju, bo wiele osób nie miało z nim styczności, nie wie "z czym to się je". 

Olej kokosowy (masło kokosowe, tłuszcz kokosowy) to olej otrzymywany z twardego miąższu orzechów palmy kokosowej. Przy jego zakupie należy uważać - bardzo często spotykany jest rafinowany olej - odkwaszany i wybielany, który w postaci płynnej jest lekko żółty. Rafinowana wersja jest prawie bezzapachowa. Tej unikać! Zdrowy, zawierający dobroczynne składniki jest olej tłoczony na zimno (extra virgin), delikatnie pachnie kokosem.  Poza tym należy upewnić się, że źródło, z którego kupujecie jest ekologiczne i fair trade - wiele upraw, popularnego teraz oleju jest prowadzona w skandalicznych warunkach - nie warto ich wspierać. Nierafinowany olej z dobrego źródła jest droższy, ale benefity płynące z jego kupna i użycia są nie do przecenienia.

Olej kokosowy w temperaturze poniżej 25 stopni C przybiera wygląd przypominający ścięty, biały tłuszcz, ale ogrzany bardzo szybko przyjmuje postać płynną. Można nim smarować pieczywo, piec z nim, używać do smażenia, świetnie pasuje jako dodatek do smoothies, szczególnie tych z egzotycznych owoców.

Praktycznie nie zawiera utleniających się kwasów tłuszczowych, co sprawia, że jest bardzo stabilny podczas smażenia w wysokich temperaturach, a do tego jest o wiele zdrowszy od niektórych, bardziej popularnych olejów.

Ma on też zastosowanie w kosmetyce. Olej posiada właściwości nawilżające, może być stosowany na skórę całego ciała, a także jako maseczka lub serum na włosy. Ja mam na wykończeniu olejek jojoba do włosów, a potem będę próbowała maski z kokosowego. Tym olejem płucze się też jamę ustną z rana (przed myciem zębów i na czczo) to tzw. oil pulling (ssanie oleju) - podobno zauważa się poprawę stanu dziąseł, koloru zębów i ogólnego stanu jamy ustnej. Jeśli wierzyć Ajurwedzie wiele chorób przewodu pokarmowego i organów wewnętrznych może mieć początek na języku i  nieodpowiednio pielęgnowanej jamie ustnej. Ja stosuję tę metodę od 10 dni, więc nie czuję, że jest to moment, w którym powinnam się wypowiadać na temat efektów tej kuracji, ale chętnie poczytam, czy ktoś z Was stosuje i z jakim skutkiem. 

A teraz wreszcie przepis na tarty - jest to moja improwizacja, ale inspirowana słodyczami surowymi z bloga LauryCoxeter
.


Witariańskie tarty orzechowo - kakaowe (surowe, raw, bez pieczenia)

4 sztuki (foremki okrągłe o średnicy 10cm*)

Spody 

140g orzechów włoskich 
2 łyżki oleju kokosowego organicznego, tłoczonego na zimno 
4 daktyle Medjool/Medjoul 


Masa

1½ dojrzałego awokado 
6-8 daktyli Medjool/Medjoul (lub do smaku - im więcej tym słodszy będzie deser)
100g całych migdałów (nieblanszowanych, ze skórka)
2 łyżki ciemnego naturalnego kakao (organicznego, surowego**) 
2 łyżki oleju kokosowego
3 łyżki mleka migdałowego (opcjonalnie - gdy masa jest za sucha)
szczypta soli (użyłam morskiej, może być himalajska)
świeża mięta do serwowania (opcjonalnie)


Przygotować spody. Orzechy włoskie zalać woda źródlaną i zostawić na min. 6 godzin *** (u mnie cała noc). Następnie odcedzić i osuszyć. Włożyć do malaksera wraz z olejem kokosowym. 
 
Tego samego dnia zalać migdały wodą źródlaną i odstawić. Na min. 6 godzin, a najlepiej na całą noc. 
 
Cztery daktyle wypestkować i z grubsza posiekać i dodać do malaksera z uprzednio zmielonymi orzechami. Zmielić całość - nie musi być idealnie gładkie - zasadniczo daktyle powinny być rozdrobnione dość mocno, a orzechy mogą być nadal wyczuwalne. To jest masa na spody.

Masę tę podzielić na 4 części - przełożyć do foremek i palcami (najlepiej zimnymi) ugnieść dokładnie masę na dnie i brzegach. Przykryć folią spożywczą i włożyć do lodówki na min. 6 godzin, a najlepiej na całą noc. 

Daktyle  (6-8 sztuk) do masy kakaowej wypestkować i z grubsza posiekać. Włożyć do miseczki i zalać ok. 3 łyżkami wody. Pozostawić na parę godzin (u mnie 6 godzin).

Następnie przygotować nadzienie. Jeśli jest zimno i olej kokosowy jest w postaci stałej, należy przełożyć go do małego naczynia (kieliszka, miseczki) i wstawić ją do ciepłej wody, aż olej się rozpuści. 

Migdały odsączyć i osuszyć, a następnie przełożyć do malaksera i zmielić na mączkę. 

Namoczone daktyle wraz z wodą przełożyć do malaksera z migdałami.

Awokado wypestkować i wydrążyć miąższ i przełożyć do malaksera ze szczyptą soli. Zacząć mielić pulsacyjnie, dodając kakao, a następnie olej kokosowy i mleko migdałowe. Masa ma być dość gładka, tj. nie ma być w niej kawałków niezmielonego awokado, ale już kawałeczki daktyli są całkiem znośne. Nie można jednak miksować za długo, gdyż olej się zwarzy.

Masę nałożyć na przygotowane spody, przykryć folią spożywczą i schłodzić - najlepiej smakowały po całej nocy w lodowce. Serwowałam z listkami świeżej mięty.


* użyłam foremek z luźnym spodem - dzięki temu można bardzo łatwo wyciągnąć tarty bez szwanku dla ich urody.
** dostępne jest surowe kakao, z nieprzetworzonych ziaren kakaowca.
*** namoczenie orzechów i migdałów powoduje, że łatwiej się je trawi. Niemoczone orzechy zawierają inhibitory enzymów. Zabezpieczają one orzechy przed wczesnym kiełkowaniem. Inhibitory, które dostaną się do naszego organizmu wraz z orzechami blokują nasze enzymy trawienne.

25 komentarzy:

  1. Wygląda zachęcająco, mimo braku słodyczy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, słodyczy jest tam co niemiara. ;)

      Usuń
  2. Witariański, bardzo ożywczo brzmi, nigdy nie próbowałam. Ciekawe czy w moim małym mieście by się przyjęła taka fajowa "moda" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mody przemijają, ja bym traktowała witarianizm jako sposób na życie, jak wegetarianizm - a nie coś związanego z modą, choć fakt, że dopiero ostatnio zrobiło się głośno o tym sposobie odżywiania. Gdyby nie choroba Johna, to pewnie dowiedziałabym się o niej później.

      Usuń
  3. intrygujące słodkości :) myślę, że mnie mogłoby zniechęcić awokado poza tym moje smaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie czuć go mocno w mojej opinii. Ale to chyba właśnie lubemu przeszkadzało, choć awokado w innej formie je i mu smakuje. Więc już sama nie wiem. ;)

      Usuń
  4. Pierwszy raz słyszę o takiej diecie;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno w to uwierzyć. :) Przez ostatni rok natknęłam się na masę publikacji i filmów o niej. :) Polecam się zapoznać, bo to ciekawy temat.

      Usuń
  5. Taką tartę zjadłabym z przyjemnością, ale dieta RAW nie przemawia do mnie. Tzn., wiem, że nie dałabym rady, za bardzo lubię gotowane, pieczone jedzenie, a po wielu np. surowych warzywach po prostu czuję się źle. Mam wrażenie, że ochładzają mnie od wewnątrz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do mnie przemawia, o ile mieszka się na Bali. ;) Albo po prostu w ciepłym klimacie i miejscu obfitującym w świeże warzywa, owoce i oleje pierwszej klasy. :) Obawiam się, że w klimacie Północnego Yorkshire rozchorowałabym się na niej. Ale jem bardzo dużo surowizny. No i mam słabość ogromną do ciepłych zup. ;)

      Usuń
  6. Te spody mnie fascynują. Wyglądają jak kruche ciasto, są zwarte. Mam koleżankę prowadzącą ekologiczny sklep, ostatnio przyglądałam się u niej olejowi kokosowemu, był w bardzo dobrej cenie. Przekonujesz mnie, że warto spróbować :).

    A brak cukru zupełnie mi nie przeszkadza, daktyle są cudownie naturalnie słodkie.
    Wspaniały deser!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie smakuje w ogóle jak kruche ciasto. :) Same spody są pyszne, zaczęłam je wyjadać, zanim skończyły na dnie foremek. ;)

      Usuń
  7. Jeszcze nie próbowałam "piec" na surowo, więc przyszedł chyba czas na debiut. Wygląda bardzo dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, jak Twoje wrażenia. :)

      Usuń
  8. Wracam do tego zdjęcia... by popatrzeć na te listki mięty :). Ładnie Ci wyszły :).
    Co do tart, to chętnie bym spróbowała np. gdzieś/u kogoś, ale samej raczej by mi się nie chciało robić, ze względu na pracochłonność (no i samo skompletowanie składników nie byłoby łatwe).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, lubię bardzo listki mięty, są piękne w swoje prostocie. :)

      Tarty rzeczywiście wymagają kilku specyficznych składników i nakładu czasu. :)

      Usuń
  9. Zmysły w kuchni
    zamierzam robić na sobotę tę tartę, czyli zaczynam już jutro. Dziś kupiłam olej nierafinowany extra virgin kokosowy jak polecałaś. Ale mam pytanie bo w składnikach na spód napisałaś olej nierafinowany ... a w masie już jest olej kokosowy. To ten sam, czy inny?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Przygotowanie tarty przełożone na jutro, dziś moczą się migdały i orzechy. A powiedz mi bo nie mam takich małych foremek, czy można na dużą foremkę do tart? Czy trzeba podwoić składniki?

      Usuń
    2. A to już na FB ustaliłyśmy. :) Mam nadzieję, że się udały. :)

      Usuń
  10. Pani Karolino,

    Proszę się nie obrazić za krytyczną uwagę. Proszę, niech się Pani oprze ostatniej okropnej modzie na fotografowanie obok potraw tych zaśniedziałych sztućców! Moda szerzy się na większości blogów na stare stoły i "brudne" sztućce. Wszędzie to samo. Jasne, że to stylizacja na efekt "vintage", mają to być "srebra z rodowego kredensu", ale wygląda jak łyżeczka 100 razy maczana w herbacie i nigdy uczciwie nie domyta.
    Serdecznie pozdrawiam, życzę wiele pięknych i smakowitych przygód kuchennych, ale nie mogłem się dzisiaj pohamować...

    Wojtek

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Panie Wojtku,

      Dziękuję bardzo za komentarz. :)

      Trudno mi dyskutować o akcesoriach do zdjęć, bo jeden lubi minimalistyczne fotografie, inny masę sznurków i wstążeczek, a jeszcze innego kręcą pośniedziałe sztućce. Nie dogodzi się wszystkim. :) Mnie nie podobają się prześwietlone fotografie, które widziałam w modnym piśmie, a uwielbiam ciemne tła i... stare stoły. Co więcej - jedzie do mnie stara, bardzo stara i zużyta blacha - będzie tłem. :) Zmierzam do tego, że nie da się zaspokoić 100% gustów, zawsze będzie ktoś, kto będzie miał zastrzeżenia. A ja? Ja jestem szczęśliwa w miejscu, w którym jestem z fotografiami, ale ciągle eksperymentuję, więc nie wiem w którym kierunku pójdę.

      Sporo tych sztućców, które widać u mnie na zdjęciu jest kupowana w sklepach z używanymi rzeczami lub antykami i jest autentycznie srebrna i pochodzi z jakiegoś kredensu, tyle, że nie mojego rodowego. ;)

      Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za odzew. Mam nadzieję, że jednak jakieś moje zdjęcia się Panu podobają. :)

      Usuń
    2. Dziękuję za odpowiedź!

      Tak mi się wyrwało z tymi łyżeczkami, na codzień oglądam Pani zdjęcia i bardzo mi się podobają. Oraz Pani optymizm i poczucie humoru.

      Stara blacha będzie fajna ;-)

      Kłaniam się i ponownie życzę wszystkiego najlepszego.

      Wojtek

      Usuń
    3. Dziękuję i pozdrawiam serdecznie. :)

      Usuń
  11. Dziękuję bardzo za wszystkie komentarze i pozdrawiam Was ciepło. :)

    OdpowiedzUsuń

Wściubisz nochal? Będzie mi bardzo miło, jeśli zostawisz po sobie ślad. Zapraszam i pozdrawiam! :)