To ciasto z południowych stanów USA mające przypominać błotnistą deltę rzeki Mississippi, ostro konkuruje z moim kultowym brownie. Piekę te dwa na przemian, gdy mamy ochotę na coś dekadenckiego, ale zarazem nie mam zbyt dużo czasu na zabawę w kuchni. Jest mało pracochłonne, a efekt jest świetny. Kruchy spód z kremową, wilgotną, czekoladową masą. Zdecydowanie dla czekoladożerców.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czekolada. Pokaż wszystkie posty
3 września 2014
9 grudnia 2013
Kulinarne podarki vol. 10
Obawiam się, że może to być moja jedyna propozycja w tym roku na świąteczne prezenty kulinarne (choć coś mi jeszcze chodzi po głowie, no zobaczymy...), ale mam nadzieję, że znajdziecie coś ciekawego we wpisach z poprzednich lat:
Zimowy chutney z jabłek i piwa ale
Słodko - pikantna mieszanka orzechowa
Likier pomarańczowy arancello z korzennymi przyprawami
Sól miętowo - rozmarynowa
Słodko - pikantna mieszanka orzechowa
Likier pomarańczowy arancello z korzennymi przyprawami
Sól miętowo - rozmarynowa
Dzisiejsza propozycja jest bajecznie prosta do wykonania, jeśli sięgniecie po gotowy marcepan i kandyzowaną skórkę cytrusów (pomarańcza, cytryna, limonka - wszystkie się nadają). Jeśli podejdziecie do tematu ambitnie, to zróbcie Wasz marcepan domowy i skórkę - wtedy na pewno osiągniecie kulinarną nirwanę.
Ja bez bicia przyznaję, że użyłam produktów sklepowych, ale za to uwinęłam się z czekoladkami w ok. 30 minut. Efekt smakowy jest jednak świetny, więc jeśli nie macie za dużo czasu, a chcecie sprawić komuś przyjemność ręcznie robionymi czekoladkami, to polecam ten przepis.
25 lipca 2012
Dietetyczne markizy brownies
Bez kalorii. Bez masła. Bez cukru. Bez prawdziwej czekolady. Bez sensu.
Serio myśleliście, że brownie może być dietetyczne? A to pardon, to raczej nie jest przepis dla Was. Od samego jego czytania można dostać cukrzycy, skrajnej otyłości, zatoru żył. Konsumpcja grozi utratą zdrowia. Zmysłów zresztą też. Jeśli chodzi o brownie nie ma mowy, abym poszła na kompromisy. Wolę nie zrobić w ogóle.
Przepis na markizy z brownies pochodzi z zeszłorocznego wiosennego wydania kwartalnika "Donna Hay", ale tam były z nadzieniem z masła orzechowego. Nie powiem, kusiło. Kocham naturalne masło orzechowe, ale postanowiłam użyć solonego karmelu, bo jak może wiecie czekolada i solony karmel to jedno z moich ukochanych połączeń. Dla przypomnienia zajrzyjcie do przepisu na ten czekoladowy fondant z solonym karmelowym sosem. Poza tym zmniejszyłam nieco ilość cukru, jak mam w zwyczaju.
Jeśli nie lubicie kompromisów w czekoladowych wypiekach, to zapraszam serdecznie.
Markizy brownie z kremem z solonego karmelu
ok. 16 sztuk
Na solony karmel:
¾ szklanki* cukru
5 łyżek wody
4 łyżki masła
¼ szklanki kremówki (użyłam 55% tłuszczu)
½ łyżeczki soli
Na ciasteczka:
350g gorzkiej czekolady, posiekanej (użyłam 70% kakao)
3 łyżki masła
3 małe jajka
½ szklanki cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (użyłam naturalnego z ziarnami wanilii)
¼ szklanki pszennej mąki
¼ łyżeczki proszku do pieczenia
Na nadzienie:
250g masła, niesolonego
1½ szklanki cukru pudru
cały karmel z powyższego przepisu
Najpierw przygotować solony karmel. Cukier wraz z wodą umieścić w rondelku i wstawić na mały ogień. Mieszać, aż cukier się rozpuści i zagotować; zwiększyć ogień i od tego momentu nie mieszać! Można lekko potrząsać rondelkiem od czasu do czasu. Mikstura zacznie zmieniać kolor - od jasnego do ciemnobursztynowego - to moment, aby ściągnąć ją z ognia, dorzucić sól, śmietanę i masło. Będzie mocno bulgotać. Dokładnie zamieszać, a następnie pozostawić do ostygnięcia i zająć się ciastkami.
200g czekolady umieścić w misce wraz z masłem i postawić nad rondlem z gotującą się wodą, tak aby miska nie dotykała bezpośrednio gorącej wody - czyli rozpuścić czekoladę i masło w kąpieli wodnej. Odstawić do ostygnięcia, piekarnik nagrzać do 180 stopni C.
W misce ubić jajka z wanilią i cukrem, aż będą blade i puszyste. Dodać przesianą mąkę wraz z proszkiem do pieczenia, wymieszać i dodać czekoladę z masłem oraz pozostałe 150g posiekanej czekolady. Wymieszać i odstawić na 10 minut.
Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia i nakładać na nią po łyżce czekoladowej mikstury, w dość dużych odstępach, bo górki czekoladowe się rozjadą w trakcie pieczenia.
Piec przez ok. 8-10 minut, nie dłużej. Niech Was nie kusi dopiekać - środek ciasteczek ma być miękki, kawałki czekolady płynne, zresztą w trakcie wystygania ciastka i tak twardnieją (bo jeszcze się dopiekają, mimo, że są poza piekarnikiem), więc za długo pieczone będą później nieznośnie twarde. Po wyciągnięciu z piekarnika dać im chwilę ostygnąć na papierze, a potem delikatnie je ściągnąć. Gdy ciasteczka się pieką można przygotować nadzienie.
Mikserem ubić masło z cukrem pudrem, aż będzie puszyste, a następnie dodać zupełnie ostudzony solony karmel. Mój karmel stał za długo i nieco stwardniał, więc lekko go podgrzałam, co następnie za bardzo rozmiękczyło masło. Uratowałam jednak całość chłodząc w lodówce i miksując co parę minut.
Gotowym kremem posmarować grubo jedno ciasteczko i przykryć drugim.
Smacznego!
* do odmierzania składników użyłam szklanki o pojemności 250ml
30 marca 2011
Dekadencja w czystej postaci

Mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm
mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm
mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm...
Naprawdę muszę coś pisać, czy tym razem przepis i zdjęcie wszystko Wam opowiedzą?
Tym nieprzekonanym do idei solenia czekolady zdradzę, że sól wydobywa jej czekoladowość.
Lepki, ciężki, dekadencki deser. Dla czekoladoholików.
Przepis z książki "Je veux du chocolat" Trish Deseine zmodyfikowany przez Lilizen, autorkę blogu "Gastronomades", a przetłumaczony dzięki uprzejmości Kikkery. Od siebie dodałam więcej soli i użyłam ciemniejszej czekolady.

Czekoladowy fondant ze słonym karmelowym sosem
Na okrągłą formę 20-22cm (6-8 porcji)
Na sos:
100g cukru
2 łyżki wody
50g solonego masła
7 łyżek crème fraîche (kwaśnej gęstej śmietany)
dwa przekręcenia młynka z gruboziarnistą solą (na taką grubość, aby kryształki soli były wyczuwalne)
Wodę rozpuściłam z cukrem w garnku z grubym dnem. Nie wolno mieszać, cukier ma się rozpuścić i gotować bez mieszania! Gotowałam, aż cukier przybrał złoty kolor i zaczął gęstnieć. Odstawiłam z ognia, dodałam masło w pokrojone w małe kostki, sól i dokładnie wymieszałam. Następnie dodałam crème fraîche i znowu wymieszałam. Odstawiłam do ostygnięcia.
Na fondant:
200g dobrej jakości ciemnej czekolady o min. 70% zawartości kakao
200g masła
5 jajek
1 łyżka mąki
50-60g cukru pudru
Piekarnik nagrzałam do 180°C.
Czekoladę wraz z masłem rozpuściłam w kąpieli wodnej, a następnie dodałam cukier puder, wymieszałam i odstawiłam, aby ostygło.
Powoli miksując dodałam po jednym jajku, zanim dodawałam kolejne upewniałam się, że poprzednie się zmiksowało z czekoladą. Masa powinna być gładka i lśniąca.
Dodałam 150g karmelu i powoli zmiksowałam. Następnie dodałam łyżkę mąki i wymieszałam. Przelałam do formy i piekłam ok. 18 minut (w zależności od formy i piekarnika potrzeba od 15 do 20 minut). Ciasto ma być upieczone po bokach i jeszcze delikatnie trzęsące się w środku.
Od razu wyjęłam formę z piekarnika i odstawiłam do ostygnięcia. Przed podaniem polałam resztą karmelu. Najlepiej smakuje dzień po upieczeniu.
mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm
mmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmmm...
Naprawdę muszę coś pisać, czy tym razem przepis i zdjęcie wszystko Wam opowiedzą?
Tym nieprzekonanym do idei solenia czekolady zdradzę, że sól wydobywa jej czekoladowość.
Lepki, ciężki, dekadencki deser. Dla czekoladoholików.
Przepis z książki "Je veux du chocolat" Trish Deseine zmodyfikowany przez Lilizen, autorkę blogu "Gastronomades", a przetłumaczony dzięki uprzejmości Kikkery. Od siebie dodałam więcej soli i użyłam ciemniejszej czekolady.

Czekoladowy fondant ze słonym karmelowym sosem
Na okrągłą formę 20-22cm (6-8 porcji)
Na sos:
100g cukru
2 łyżki wody
50g solonego masła
7 łyżek crème fraîche (kwaśnej gęstej śmietany)
dwa przekręcenia młynka z gruboziarnistą solą (na taką grubość, aby kryształki soli były wyczuwalne)
Wodę rozpuściłam z cukrem w garnku z grubym dnem. Nie wolno mieszać, cukier ma się rozpuścić i gotować bez mieszania! Gotowałam, aż cukier przybrał złoty kolor i zaczął gęstnieć. Odstawiłam z ognia, dodałam masło w pokrojone w małe kostki, sól i dokładnie wymieszałam. Następnie dodałam crème fraîche i znowu wymieszałam. Odstawiłam do ostygnięcia.
Na fondant:
200g dobrej jakości ciemnej czekolady o min. 70% zawartości kakao
200g masła
5 jajek
1 łyżka mąki
50-60g cukru pudru
Piekarnik nagrzałam do 180°C.
Czekoladę wraz z masłem rozpuściłam w kąpieli wodnej, a następnie dodałam cukier puder, wymieszałam i odstawiłam, aby ostygło.
Powoli miksując dodałam po jednym jajku, zanim dodawałam kolejne upewniałam się, że poprzednie się zmiksowało z czekoladą. Masa powinna być gładka i lśniąca.
Dodałam 150g karmelu i powoli zmiksowałam. Następnie dodałam łyżkę mąki i wymieszałam. Przelałam do formy i piekłam ok. 18 minut (w zależności od formy i piekarnika potrzeba od 15 do 20 minut). Ciasto ma być upieczone po bokach i jeszcze delikatnie trzęsące się w środku.
Od razu wyjęłam formę z piekarnika i odstawiłam do ostygnięcia. Przed podaniem polałam resztą karmelu. Najlepiej smakuje dzień po upieczeniu.
23 marca 2010
Pyszne rzeczy powstają także przez pomyłkę.

Banalnie proste do zrobienia, nieziemsko smaczne. Przepisów na brownie jest cała masa, a dziś pokażę jeden z podstawowych i moich ulubionych, bo bez proszku do pieczenia. Dzięki temu nic nie zakłóca smaku czekolady i ciasto zamiast wyrośnięte, jest w środku lepkie, jakby niedopieczone. Takie właśnie ma być brownie. Zresztą, jak głosi legenda autorka oryginalnego przepisu Mildred Schrumpf zapomniała dodać proszek do pieczenia do ciasta czekoladowego i niezrażona tą pomyłką pokroiła lepkie ciasto na porcje. Tak podobno powstała klasyka deserów - amerykańskie brownie.
Nieco zmieniony przeze mnie przepis z BBC "Good Food".
Czekoladowe brownies
12-16 porcji
185g gorzkiej czekolady, połamanej na małe kawałki (używam tej z min. zawartością kakao 70%)
185g niesolonego masła, pokrojonego na kilka małych kawałków
3 jajka
200g cukru drobnego (użyłam złocistego)
85g maki pszennej, przesianej
40g ciemnego kakao, przesianego
100g białej czekolady, posiekanej z grubsza (można użyć mlecznej, albo obu)
Gorzką czekoladę i masło roztopiłam w kąpieli wodnej (włożyłam do szklanej miski, a tę postawiłam na garnku z gotującą się wodą, tak by nie dotykała wody) i ostudziłam.
Jajka zmiksowałam z cukrem przez ok. 5 minut, aby wtłoczyć do masy jak najwięcej powietrza. Powinna być puszysta i biała. Do masy jajecznej dodałam ostudzoną czekoladę z masłem i wymieszałam delikatnie, kreśląc w misce łyżką kształt cyfry osiem i obracając miskę.
Następnie w ten sam sposób dodałam mąkę z kakao i aby się dobrze łączyły z masą posypałam je równomiernie po jej powierzchni. Odradzam stosowanie miksera - masa czekoladowa zachowa puszystość, jeśli będzie się nią delikatnie mieszać.
Gdy masa jest już wymieszana dodałam kawałki białej czekolady, wymieszam delikatnie i przełożyłam do kwadratowej blaszki 20x20 cm wyłożonej papierem do pieczenia.
Piekłam w 160 stopniach C (z termoobiegiem) przez 25 minut. Góra ciasta powinna wyglądać nieco jak pomarszczony papier, a środek nie powinien się za mocno trząść. Wyłączyłam piekarnik, otwarłam jego drzwiczki i zostawiam ciasto do wystygnięcia. W tym czasie, jeszcze nieco się upiecze, więc ważne jest, aby uprzednio nie piec go za długo - 25 minut powinno być w sam raz.
Podzieliłam na porcje po całkowitym ostygnięciu. Najlepiej smakuje następnego dnia.
21 lutego 2010
Fenkuł i czekolada w jednym stali domu
Często mam dylemat - czy na deser słodycze, a może na wytrawnie deska serów? Desery na bazie czekolady z minimalną zawartością kakao na poziomie 70% wydają się ten dylemat rozwiązywać. Niby słodkie, ale nie do końca. I też można je łączyć z pleśniowymi serami. Ale o tym kiedy indziej.
Dziś o kolejnym zaskakującym wykorzystaniu warzyw w deserze. Obok, jakże znanego ciasta marchewkowego, piekłam z powodzeniem ciasto czekoladowe z burakami, w planach mam jeszcze inne, ale o tym też nie dziś. Dziś w roli głównej wystąpią gorzka czekolada i koper włoski (fenkuł).
Przepis znalazłam w książce jednego z moich ulubionych szefów kuchni, faceta rodem z Yorkshire, którego desery potrafią powalić na kolana. Może to być zwykła tarta z agrestem, ale w jego wykonaniu wygląda bardzo apetycznie. Moje dzisiejsze źródło to "Desserts" Jamesa Martina.
Pieczony mus czekoladowy z kandyzowanym koprem włoskim
6-8 porcji
Mus
1/2 bulwy kopru włoskiego, pokrojonej na bardzo cienkie plasterki
300g gorzkiej czekolady o minimalnej zawartości kakao 60% (użyłam 70%)
150g niesolonego masła
6 jajek
50g cukru drobnego (użyłam złocistego)
150g kremówki (do serwowania, pominęłam)
Czekoladę wraz z masłem rozpuściłam w kąpieli wodnej (dla niewtajemniczonych - umieściłam je w misce, a tę na garnku z parującą wodą, trzymałam na małym gazie, co chwilę mieszając do rozpuszczenia składników). Odstawiłam do ostygnięcia.
Oddzieliłam żółtka od białek. Żółtka miksowałam 30 sekund z dwoma łyżkami cukru, a białka ubiłam na sztywno z resztą cukru. Masę czekoladową zmiksowałam z żółtkami, a następnie dodałam 1/3 ubitych białek, łyżką wymieszałam z masą czekoladową i dodawałam resztę białek po trochu, delikatnie mieszając, aby masa zachowała puszystość.
Masę przełożyłam do okrągłej 20cm formy, wyłożonej papierem do pieczenia oraz cienko pokrojonym fenkułem i piekłam przez 20 minut w 180 stopniach C. Studziłam w otwartym piekarniku. Mus opada, nie należy się tym przejmować.
Kandyzowany koper włoski
1 1/2 bulwy kopru włoskiego, pociętego na plastry
100g cukru drobnego
100ml wody
W czasie kiedy mus się piekł, resztę fenkułu włożyłam do garnka z cukrem i wodą, zagotowałam i trzymałam na małym ogniu 25 minut. Wyłożyłam plastry kopru na papier do pieczenia i zostawiłam do ostygnięcia.
Mus serwuje się z kawałkiem kandyzowanego kopru i wg Jamesa z łyżką bitej śmietany. Śmietanę pominęłam, ale luby próbował z lodami waniliowymi i też pasują. Mus należy przechowywać w temperaturze pokojowej - trzymany w lodówce stanie się zbyt zbity.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




