Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryż i kasze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ryż i kasze. Pokaż wszystkie posty

27 stycznia 2015

Kuskus, tęczowa sałatka i kotleciki z fety



Kolejna propozycja z książki Jamiego O. o gotowaniu na niskim budżecie. Pierwszy przepis w książce, pierwszy, który zobaczyłam i od razu poczułam chęć przygotowania go. Nie obyło się bez zgrzytu, o czym niżej, ale podejrzewam, że to nie wina przepisu.



Największą gwiazdą tego przepisu są tu dla mnie kotleciki z fety. Tak prosty pomysł, szybki w wykonaniu i tak smaczny efekt, że powtarzałam je od paru tygodni chyba cztery razy jako dodatki do różnych zestawów na lunch czy obiad. 

Co mi zgrzytało? Surowa cebula. Była gorzka. Nie wiem, czy to wina mojej cebuli, czy to może moja wina, bo nie powinnam jej trzeć 15 minut przed podaniem, a być może na samym końcu? A może powinnam zamarynować w soku z cytryny tuż po starciu? Nie wiem. Dajcie proszę znać w komentarzach. W przyszłości ten zestaw będę robić z różnymi surowymi warzywami, ale cebulę na wszelki wypadek pominę. 

Co tu w ogóle mamy? Mamy węglowodanowy zapychacz - kuskus. Mamy świeży dodatek - surowe warzywa i pieczone buraki. Chrupiącą pitę i lekkie, acz sycące kotleciki z fety. Do tego prosty dressing. Dla mnie to zestaw idealny.

30 sierpnia 2014

Późnoletnie risotto z cukinią. Jak ugotować idealne risotto?





Jedno z moich ulubionych i obowiązkowa pozycja w naszym domu każdego lata od kilku sezonów. 

Gotując risotto pamiętajcie o kilku ważnych rzeczach:

- odpowiedni gatunek ryżu - musi być okrągły, niepłukany, z wyraźną białą kropką we wnętrzu, tylko taki będzie kleisty i zapewni smaczne risotto; popularne gatunki ryżu na risotto to arborio, baldo, carnaroli, vialone nano,
- najpierw ryż obsmażyć, a potem stopniowo podlewać gorącym (to ważne!) bulionem,  
- w bulionie można obgotować skórkę z parmezanu - jest bogata w umami, podbije smak risotto,
- lepiej mieć więcej bulionu pod ręką, gdyż różne ryże i składniki zabierają różne ilości płynów, a lepiej, aby bulion nam został, niż mielibyśmy skończyć z za suchym risotto
- pilnować risotto, aby nie wyschło, mieszać regularnie,
- dać mu odpocząć kilka minut po zdjęciu z ognia i wymieszaniu z masłem oraz pamiętać, że danie podczas odpoczywania nieco zgęstnieje,
- podawać od razu - risotto nie nadaje się do odgrzewania. 

Wbrew pozorom jest to bardzo proste danie, a jeśli będziecie trzymać się tych kilku zasad, to za każdym razem będziecie mieć talerz kremowego, aromatycznego dania. Powodzenia i smacznego!

10 kwietnia 2014

Sałatka, szaszłyki, dukkah. Obiad idealny.


Jak w temacie - zestaw ten okazał się być jednym z lepszych jakie ostatnio ugotowałam i na stałe zawitał w naszym menu. Na blogu pokazywałam Wam już przepis na dukkah - aromatyczny dodatek, który pasuje do zup, sałatek, do posypywania pieczywa skropionego oliwą. W kwietniowym numerze Good Food znalazłam zestaw, w którym była inna dukkah i postanowiłam zrobić ją dla odmiany. Ten przepis wykonałam dokładnie, a szaszłyki i sałatka były improwizowane na bazie przepisu z gazety.



Składniki szaszłyków można mieszać, jeśli nie gotujecie dla wegetarian, ale jeśli na obiedzie będziecie mieć kogoś, kto nie je mięsa, to można połowę wykonać tylko z kurczaka, a połowę tylko z bakłażana. U mnie wersja mieszana.

Sałatkę można podawać lekko ciepłą, tuż po ugotowaniu kaszy, albo ostudzić kaszę i podać sałatkę na zimno. Ja wolę ją lekko ciepłą.

1 marca 2014

Kasza z mięsem mielonym. Nadzwyczajna!


Czaiłam się na to danie i czaiłam, odkąd zobaczyłam je w marcowym wydaniu Good Food. Kwietniowy numer zdążył wpaść przez dziurę pocztową w drzwiach, a ja uświadomiłam sobie, że ciągle mam zaległości z poprzedniego miesiąca. Ale także to, że w domu poza mięsem mam w zasadzie większość składników, albo na tyle podobne, że można trochę zamieszać w oryginalnym przepisie (różni się on kaszą, niektórymi przyprawami, proporcjami poszczególnych składników). I tak oto na naszych talerzach wylądował obiad doskonały. Eksplozja smaków. 
 

1 listopada 2013

Wieprzowina (lub kurczak). Słodko - kwaśna.




W tamaryndzie zakochałam się lata temu, gdy niezawodna Thiessa podała przepis na tamaryndową kurę. Dziś prezentuję nieco zmieniony przepis, choć jego kręgosłup został praktycznie ten sam. Zapraszam wielbicieli słodko - kwaśnych, wyrazistych, aromatycznych potraw. I do tego prostych jak budowa cepa. 

Przepis wraz z opisem tamaryndowaca i poradami znajdziecie w nowym wydaniu miesięcznika "Libertas". Wiem - wygląda średnio, ale smak! Smak jest i to jaki!

Zapraszam serdecznie i życzę miłego weekendu! :)


23 września 2013

Luby gotuje. Risotto grzybowe. Sałatka ze świeżego szpinaku.




Risotto nie jest trudne do zrobienia, wystarczy trzymać się kilku żelaznych zasad (odpowiedni gatunek ryżu, gorący bulion, nie dać daniu wyschnąć podczas gotowania i dać odpocząć 3 minuty przed serwowaniem), a najlepszym dowodem na to jest fakt, że osobie niedoświadczonej w kuchni pierwsze risotto w życiu może wyjść jak włoskiej Mammie. 

Jamie podaje niezły patent na suszone grzyby, których nie ma czasu moczyć (bo to dania w 30 minut), ale za to nadają daniu głębi i aromatu. Do kompletu prosta i świetna sałatka. Dla mnie obiad marzenie. Toteż luby przez dwa dni pod rząd gotował to samo.


7 lipca 2013

Co do jedzenia do pracy? Sałatka ze świeżych warzyw i pęczaku.




Moja propozycja na letni lunch do pracy. Sałatka jest lekka, ale sycąca, robię ją korzystając z obfitości warzyw i tego, co rośnie mi w donicach, czy na grządkach. Schłodzona bardzo dobrze odświeża w gorący dzień. Proporcje nie są ważne, a dobór warzyw i ziół zależy od tego, co się lubi i ma pod ręką. Świeża chilli  daje jej kopa. Zapraszam na jedną z moich ulubionych sałatek, które zabieram do pracy.

29 grudnia 2012

Pasta z grzybów i kaszy gryczanej



To miało być nadzienie do pierogów. Zadumałam się wczoraj nad lekturą książki o kuchni Podlasia - dawno nie robiłam pierogów z kaszą - pomyślałam i poszłam spać z postanowieniem ulepienia pierogów innych, niż moje ukochane ruskie. Przygotowałam eksperymentalny farsz i... stwierdziłam, że jest on świetny na krakersach i pieczywie.

Zamiast wpisu o pierogach jest więc wpis, który być może przyda się kilku osobom planującym bufet Sylwestrowy. Ta pasta jest niedroga, łatwa w wykonaniu, można łatwo przygotować jej wegańską wersję - wystarczy zamienić klarowane masło na oliwę.


11 września 2012

Pomidory, cebula, pęczak. Zupa.

 
Ciągle przerabiam przepisy z nowej książki kucharskiej. Miałam co innego w planach, ale ochoczo je zmieniłam i listy zakupów od dwóch tygodni kreślę z nową książką w ręku. 

Były śniadania, były sałatki, teraz czas na coś rozgrzewającego, na przykład zupę. Znowu minimum składników, maksimum smaku i satysfakcji.

Hugh poleca dobry wywar wołowy lub drobiowy, ja miałam domowy warzywny i mięsnego bym raczej nie użyła. Można użyć gotowej passaty (przecieru), a może macie swoją? Ale ta z pieczonych pomidorów to bajka... Przygotowałam ją dzień wcześniej, tak samo jak bulion, więc potem było już z górki.

Zamienniki? Zamiast pęczaku można użyć orkiszu, albo krótkoziarnistego ryżu. Dla mnie obok słodkich pomidorów, to właśnie kasza jest kwintesencją tej zupy.

Plus jeden? Przed zaserwowaniem dodajcie na górę obierki parmezanu.

Ooooobiad!




Zupa ze pieczonych pomidorów i pęczaku

4 porcje

2kg dojrzałych pomidorów, przepołowionych
5-6 łyżek oliwy
kilka gałązek świeżego tymianku
2 liście laurowe
3 ząbki czosnku, obrane i drobno posiekane
750ml bulionu warzywnego, gorącego
150g pęczaku, przepłukanego na sicie
1 duża cebula, obrana i pokrojona w średnią kostkę
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
oliwa z pierwszego tłoczenia do polania zupy (opcjonalnie) 

Piekarnik nagrzać do 180 stopni C.

Połówki pomidorów ułożyć w naczyniu żaroodpornym, w głębszej blaszce lub brytfance. Posypać posiekanym czosnkiem, dodać liście laurowe, gałązki tymianku i skropić 3 łyżkami oliwy. Wstawić do piekarnika i piec przez ok. godzinę. Pomidory powinny być lekko pomarszczone i zacząć karmelizować się na brzegach. Wyciągnąć z piekarnika i pozostawić do ostygnięcia. Następnie przełożyć na gęste sito wraz ze wszystkimi sokami z pieczenia i za pomocą chochelki przetrzeć je dokładnie. Na sicie powinny zostać tylko skórki i nasiona.

W rondlu rozgrzać 2-3 łyżki oliwy i smażyć na niej cebulę, przez ok. 10 minut na małym ogniu, aby zmiękła. Dodać pęczak i smażyć chwilę, aby pokrył się tłuszczem. Wlać gorący bulion, dodać przecier pomidorowy i gotować na małym ogniu przez ok. 30 minut, lub do momentu, aż pęczak zmięknie.

Doprawić solą i pieprzem i serwować polane oliwą i z pajdą dobrego chleba.

13 sierpnia 2012

O tym, jak chciałam porzucić prowadzenie bloga

Przykra rzecz, jaka może przytrafić się smakoszowi, to nakaz ograniczenia jego ulubionych produktów. Dla kogoś, kto w zasadzie sto razy dziennie myśli o tym, co zjeść, co nowego ugotować, przegląda książki kucharskie co drugi dzień, u kogo w każdym kącie domu leżą jakieś gazety kulinarne i kto dzieli się tą pasją z innymi, to już prawdziwa tragedia. Tak mu się przynajmniej na początku wydaje...

Dostałam zalecenie lekarskie zrezygnowania z ulubionych kąsków. Na razie na 4-6 tygodni, potem się zobaczy. Wracałam wściekła z przychodni - wizja tygodni bez przysmaków przyprawiała mnie o ból głowy, odechciało mi się gotować, fotografować, pisać. Po kilku godzinach ochłonęłam, a kilka bliskich osób mnie zmobilizowało, że kto jak nie ja wymyśli smaczne dania z ograniczonego wyboru produktów. Pomyślałam, że trzeba to przyjąć na klatę, tym bardziej, że te kilka tygodni minie szybko, a jeśli okaże się (tfu, tfu!), że stale muszę unikać tego, co kocham najbardziej, to może to będzie swego rodzaju treningiem? 

Następnego dnia ugotowałam więc lekki sos pieczarkowy, bez śmietany i masła (która tak się kochają z grzybami) i zjadłam go z kosmosą ryżową (kaszą quinoa) oraz ogórkiem kiszonym. Normalnie do sosu grzybowego na maśle i śmietanie pewnie ugotowałabym tagliatelle i posypała to świeżo startym twardym serem. Ale trudno, co robić?! Podaję przepis, może ktoś, kto nie może sobie folgować ze śmietaną i masłem się skusi. 


 Lekki sos pieczarkowy 

2-3 porcje 

2 łyżki oleju słonecznikowego 
1 szalotka, obrana i drobno posiekana 
250g pieczarek, umytych i pokrojonych na plasterki (użyłam mojej ulubionej odmiany - brązowej, bo ma bardziej ziemisty i intensywny smak, niż tradycyjne pieczarki)
ok. 900 ml wywaru warzywnego 
2 łyżki sosu sojowego ciemnego 
świeżo zmielony czarny pieprz 
sól (użyłam wędzonej w płatkach) 
2 płaskie łyżki skrobi kukurydzianej rozrobionych w kilku łyżkach zimnej wody 
2 łyżki jogurtu naturalnego (użyłam greckiego)
nieco posiekanej natki pietruszki 
ulubiona kasza do serwowania 

W rondelku rozgrzać olej, dodać szalotkę i smażyć na małym ogniu, aż będzie miękka. Dodać pieczarki i smażyć, aż będą lekko zarumienione. Dolać wywar, doprawić sosem sojowym, pieprzem i solą, przykryć i gotować na małym ogniu przez ok. 5 minut. Na sam koniec dodać skrobię kukurydzianą rozrobioną w wodzie, zamieszać, zagotować i zdjąć z ognia. Dodać jogurt i wymieszać. 

Przed podaniem posypać posiekaną natką pietruszki. Ja jadłam z kaszą quinoa i ogórkiem, ale z makaronem też się obroni.
  

16 lipca 2012

Czasem dobrze się pomylić

Pierwszy raz orkisz kupiłam kilka lat temu... przez pomyłkę. Paczka porwana w pędzie i gorączce podróżnej ostatniego dnia pobytu w Polsce okazała się być paczką całego ziarna orkiszu, a nie mąki chlebowej, jak sądziłam. To była paczka ziaren przeznaczonych do wypieku chleba, ale ja ugotowałam je jak kaszę, uprzednio mocząc i przepadłam na ich punkcie. Jem na słodko, jem na wytrawnie. Smakuje świetnie, lekko orzechowo, ma sprężystą konsystencję i jest wysokowartościowym zbożem - napakowanym witaminami i dobroczynnymi pierwiastkami, a także zawiera gluten, który jest łatwo przyswajalny. W starożytnym Rzymie jadali ją gladiatorzy. Życiodajne zboże, które uwielbiam. 

W dzisiejszym przepisie połączyłam orkisz z groszkiem, który jest teraz w sezonie, a także dołożyłam porcję cypryjskiego sera halloumi, który bardzo lubię. Jest to ser, który zachowuje swój kształt po obróbce cieplnej, więc idealnie nadaje się do grillowania.

Orkisz z groszkiem, miętą i grillowanym halloumi 

2 porcje 

ok. 500ml ziarna orkiszu 
200g halloumi 
ok. 250ml zielonego groszku (świeżego lub rozmrożonego) 
pół czerwonej cebuli, obranej i pokrojonej w półplasterki 
sok z połowy cytryny
limonka 
mała garść listków świeżej mięty 
listki z 2-3 gałązek świeżego tymianku 
kilka łyżek oleju rzepakowego z pierwszego tłoczenia
kilka szczypt suszonych płatków chilli 
sól
świeżo zmielony czarny pieprz

Orkisz namoczyć przez ok. 10 godzin, odcedzić, zalać świeżą wodą, nieco posolić i zagotować. Zmniejszyć ogień i gotować, aż będzie al dente. 

Gdy orkisz się gotuje zamarynować cebulę w soku z cytryny i soku z połowy limonki. 

Pokroić halloumi w plastry o grubości ok. 1 cm. Posmarować każdy odrobiną oleju, posypać płatkami chilli, solą i pieprzem i zgrillować w obu stron na bardzo mocno rozgrzanej żeliwnej patelni. 

Na ostatnie 3 minuty gotowania orkiszu dorzucić groszek do garnka. Ugotowany orkisz i groszek odcedzić i dodać z powrotem do garnka, skropić odrobiną oleju, dodać posiekaną miętę i tymianek oraz soki z marynowania cebuli.Wymieszać dokładnie.

Rozłożyć kaszę z groszkiem na dwóch talerzach, na górę położyć cebulę i grillowany ser. Skropić odrobiną oleju i podawać od razu z ćwiartką limonki.

10 lipca 2012

Letnie risotto z chipsami



Zestaw nieco podobny do ostatniego przepisu na trapanese, tylko dzisiaj zamiast makaronu serwuję ryż. Sądząc po popularności tego przepisu, chyba nie muszę reklamować składników dzisiejszego dania. Połączone z kremowym risotto dają jeden z naszych ulubionych letnich zestawów. Szkoda, że o pełni lata mogę w Yorkshire w tym roku pomarzyć, więc czytając jak ludzie w Polsce narzekają na upały pocieszam się chociaż miską letniego risotto.





Risotto z pieczonym czosnkiem, pomidorkami i chipsem parmezanowym 

2-4 porcje 

250g ryżu arborio (lub innego na risotto)
1 szalotka, obrana i drobno posiekana 
3 łyżki oliwy 
kilkanaście pomidorków koktajlowych 
2-3 gałązki świeżego tymianku 
4-6 ząbków czosnku, w łupinkach
2 łyżki octu balsamicznego (supermarketowy może być)
pół łyżeczki brązowego cukru (użyłam ciemnego muscovado)
ok. 1.2 l wywaru warzywnego, gorącego (domowego, koniecznie, co Wam będę mówić, sami wiecie ;) )
175ml białego wytrawnego wina 
2 łyżki masła 
6 łyżek świeżo startego parmezanu (lub wegetariańskiego odpowiednika)
sól 
świeżo zmielony czarny pieprz 

Piekarnik nagrzać do 180 stopni C. 

Na blaszce wyłożonej folią aluminiową ułożyć pomidorki i czosnek, skropić łyżką oliwy. Pomidorki skropić octem, posypać cukrem, całość delikatnie posolić i dołożyć gałązki tymianku. Wstawić do piekarnika. 

Na drugiej blaszce wyłożonej papierem do pieczenia usypać dwie lub cztery płaskie kupki parmezanu - tyle ile porcji przewidujecie. Wstawić do piekarnika i wyciągnąć, gdy ser się stopi i będzie zarumieniony. Poczekać, aż chipsy zastygną i dopiero lekko podważając szerokim nożem podnieść je z blaszki.

Na 2 łyżkach oliwy usmażyć szalotkę, nie musi być zupełnie miękka, raczej nie brązowić jej. Dorzucić ryż i smażyć, ciągle mieszając, aż się zrobi półprzeźroczysty. Dolać wino, mieszać i czekać, aż odparuje. Następnie dodawać po chochelce gorącego bulionu, ciągle mieszać i nie dopuścić do tego, aby risotto wyschło. Nie dodawać jednak za dużo bulionu na raz - małymi porcjami, a regularnie. Po ok. 15 minutach dodawania bulionu ryż powinien już być ugotowany - ma stawiać lekki opór zębom.

W tym samym czasie pomidorki i czosnek powinny być upieczone. Z gałązek delikatnie strzepać listki tymianku do risotto, czosnek wycisnąć z łupin, z grubsza posiekać i też dorzucić do ryżu, dokładnie wymieszać, ściągnąć z ognia. 

Do risotto dodać resztę parmezanu, masło, nieco soli i pieprzu i wymieszać. Pozostawić na ok. 2-3 minuty, aby odpoczęło i nabrało kremowej konsystencji. Proszę, weźcie pod uwagę, że zdjęcie mojego risotto było robione, gdy ono posiedziało jeszcze trochę w talerzu (podgrzanym), więc nie wydaje się być zbyt kremowe, ale takie było tuż po ugotowaniu. Jest to danie, które nie może czekać na konsumpcję.

Risotto rozłożyć na porcje, na górę dać upieczone pomidorki i po parmezanowym chipsie na porcję. Można posypać świeżym tymiankiem jeśli Wam został.


30 października 2011

Pięć smaków w jednym daniu





Jedną z moich ulubionych mieszanek przypraw jest chińska mieszanka Pięć Smaków. Obecnie można ją bez problemu dostać też w Polsce, więc gorąco polecam. W jej skład wchodzi pięć przypraw odpowiadających smakom: słodkiemu, kwaśnemu, gorzkiemu, ostremu i słonemu. Każdy element smakowy odpowiada elementowi natury: drewno - kwaśny, ogień - gorzki, woda - słony, ziemia - słodki, i metal  - pikantny. Medycyna chińska wie bardzo wiele o żywieniu, nie czuję się ekspertem, więc zainteresowanych odsyłam do pozycji z zakresu Kuchni Pięciu Przemian. 

Co do składu mieszanki zdania są podzielone, w jednych pojawia się anyż, w innych nie, widziałam takie z kozieradką, albo z pieprzem syczuańskim zamiast czarnego. Zawsze w składzie widziałam natomiast goździki i cynamon. Czasem kardamon i kumin. Nie będę się więc rozwodzić nad składem, powiem tylko, że to bardzo ciekawa mieszanka - aromatyczna, korzenna, pikantna, nadająca potrawom intrugującego charakteru.

W najnowszym numerze miesięcznika "Good Food" zobaczyłam przepis na wołowinę z tą przyprawą i bardzo chętnie się skusiłam, podejrzewając (jak się okazało słusznie), że mięso będzie się rozpadać, a sos będzie lepki, słodko - pikantny, czyli wszystko co tygryski lubią najbardziej. Nie trzymałam się proporcji i użyłam najtańszych steków, ale myślę, że z wołowiną na gulasz też da radę. Nie przepłacajcie za drogie kawałki wołowiny - tańsza po takim czasie obróbki też będzie miękka. 




Wołowina Pięciu Smaków 

2 porcje 

2 steki wołowe, w sumie ok. 400g, każdy pokrojony na 4 spore kęsy
2 łyżki oleju słonecznikowego 
2 cebule, obrane i pokrojone na ćwiartki 
1 kawałek świeżego imbiru, ok. 3cm, obrany
3 ząbki czosnku, obrane 
mała garść świeżej kolendry (liście + łodyżki)
2 łyżeczki mieszanki Pięć Smaków 
1 cała gwiazdka anyżu 
1 łyżeczka czarnych kulek pieprzu, utłuczonych w moździerzu 
2 łyżki brązowego, lepkiego cukru
1 łyżka ciemnego sosu sojowego 
1 łyżka jasnego sosu sojowego 
1 łyżka koncentratu pomidorowego
ok. 250 ml bulionu wołowego
sól

Piekarnik rozgrzałam do 140 stopni C (termoobieg).

W robocie kuchennym zmieliłam na pastę cebule, czosnek, imbir i prawie całą kolendrę (zachowałam kilka listków do wykończenia dania).

W żaroodpornym rondlu rozgrzałam 2 łyżki oleju. Wołowinę delikatnie posoliłam i obsmażyłam na brązowo z każdej strony, na bardzo dużym ogniu. Następnie wyciągnęłam mięso i odłożyłam na bok, a do rondla dodałam całą pastę, smażyłam mieszając przez ok. 2 minuty. Robota wypłukałam odrobiną wody i całość wlałam do rondla. Dodałam anyż, Pięć Smaków, pieprz, sos sojowy ciemny i jasny, cukier, koncentrat pomidorowy i zamieszałam. Gotowałam przez minutę na dużym ogniu i dodałam wołowinę wraz ze wszystkimi sokami, które puściła. Zalałam bulionem, zmniejszyłam ogień, delikatnie wymieszałam, przykryłam i gdy się zagotowało wstawiłam do pieca. 

Po ok. 2 godzinach sprawdziłam, czy cały sos nie wyparował. Gdy robi się on niebezpiecznie gęsty i grozi przypaleniem, należy dodać nieco więcej bulionu. W sumie wołowinę piekłam w niskiej temperaturze przez ok. 2.5 godziny. 

Serwowałam z ryżem basmati, udekorowane świeżą kolendrą i smażonym imbirem. Jest on świetnym dodatkiem do wykończenia azjatyckich dań. 

Smażony imbir

2 -3 porcje

kawałek świeżego imbiru, ok. 3cm, obrany i pokrojony na paseczki wielkości zapałki
łyżka oleju słonecznikowego 

Olej rozgrzać na patelni, musi być gorący. Dorzucić imbir i smażyć mieszając, aż będzie lekko zezłocony i chrupiący. Wyjąć łyżką cedzakową, odsączyć na ręczniku papierowym, aby pozbyć się nadmiaru tłuszczu i serwować od razu (posypywać dania np. typu stir - fry).

20 października 2011

Komu fajkę? Komu dym? (albo kurczaka)


Naród przemówił po raz kolejny na profilu bloga na facebooku, a ja jako łagodny tyran  przychylam się do głosu, który mówił "kurczak!" i dziś pokazuję jesienne danie z kurczaka i dyni. Wielbiciele wątróbki niech się nie martwią, bo ten przysmak znajdzie się w kolejnym wpisie. 

Nie ukrywam tego, że inspirowałam się przepisami marokańskimi, jak i tego, że marzy mi się naczynie tagine, choć zastanawia mnie jaki efekt może dać na płycie grzewczej, albo w piekarniku. Drodzy czytelnicy, macie? Używacie z powodzeniem w warunkach przeciętnej europejskiej kuchni? 

Danie to jest proste w wykonaniu, niemal robi się samo, a w oczekiwaniu na nie będziecie mogli sobie w spokoju, ze znudzoną miną popykać kółka dymu przy paleniu fajki nabitej jakimś aromatycznym zielskiem (byle wzmagającym apetyt). Ja nie palę, więc trochę niecierpliwie oczekuję obiadu, stąd użyłam kurczaka bez kości, ale gdy użyjecie takiego z kośćmi, to smak będzie jeszcze lepszy, ale i czas pieczenia odpowiednio dłuższy.

 

Tagine z kurczaka, dyni i daktyli 

3-4 porcje

4 łyżki neutralnej oliwy
6 filetów z udek kurczaka, bez skóry
2 cebule, obrane, pokrojone na ćwiartki 
kawałek świeżego imbiru, ok. 2.5cm, obrany
3 ząbki czosnku, obrane
2 łyżeczki mielonego kuminu 
2 łyżeczki słodkiej papryki 
1 łyżeczka harissy 
sok i skórka otarta z jednej cytryny 
duża garść świeżej kolendry - liście i łodyżki 
kawałek kory cynamonowej 
400g puszka pomidorów we własnym sosie (użyłam całych koktajlowych, ale mogą być posiekane)
ok. 350g dyni piżmowej, obranej, wypestkowanej i pokrojonej w dużą kostkę
ok. 12 daktyli, wypestkowanych 
sól
świeżo zmielony czarny pieprz

Najpierw przygotowałam pastę. Do robota kuchennego dałam jedną cebulę, czosnek, imbir, harrisę, kumin, paprykę, 2 łyżki oliwy, sok i skórkę z cytryny, i wszystkie łodyżki kolendry oraz większość jej liści - zachowałam jedynie nieco liści do wykończenia dania. Zmieliłam na w miarę gładką masę. 

Piekarnik nagrzałam do 160 stopni C (termoobieg). 

W dużym żaroodpornym naczyniu z przykryciem rozgrzałam resztę oliwy i obsmażyłam ze wszystkich kurczaka uprzednio doprawionego solą i pieprzem. Kurczaka odłożyłam na bok, a do naczynia dodałam całą pastę. Smażyłam mieszając przez minutę, czy dwie, następnie dorzuciłam cebulę, dynię, pomidory, a robot kuchenny po mieleniu pasty wypłukałam mniej więcej szklanką wody i wlałam ją z resztami pasty do naczynia. Dodałam korę cynamonową, kurczaka wraz z sokami ze smażenia, które zgromadziły się w miseczce, posoliłam, ale nie skromnie, delikatnie wymieszałam i na górę wysypałam daktyle. Przykryłam, zagotowałam i wstawiłam do piekarnika na ok. 40 minut. Kurczak na kości potrzebuje ok. godziny.

Dla odmiany serwowałam z ugotowaną kaszą quinoa, a nie kuskus, posypane świeżymi listkami kolendry. I powiem Wa szczerze - bardzo dobre to było, ale wolę w tego typu daniach suszone śliwki lub morele.  Nawet duże rodzynki. Są bardziej konkretne niż daktyle, stąd polecam Wam eksperymentować, a sami dojdziecie do Waszej ulubionej wersji.

21 czerwca 2011

Przypalona jaglanka





















Nie, nie wydarzyła się u mnie kulinarna katastrofa, wręcz przeciwnie. Jest sezon na truskawki,  u mnie  od jakiegoś czasu jest szajba na kasze jaglaną, więc postanowiłam zrobić jakiś nowy deser. Całą zimę ratowałam się jaglaną na słodko z truskawkami w syropie własnej produkcji, teraz przyszła pora na świeże. Nie chciałam jednak kupki kaszy z truskawkami, choć bardzo tę prostą wersję lubię. Miałam ochotę na coś innego.

Postawiłam więc ten deser do góry nogami i wykończyłam cukrem i płomieniem z palnika. Jaglana brûlée? A dlaczego nie! Z lekko orientalną nutą dzięki mleku kokosowemu i kardamonowi. 


Deser z kaszy jaglanej z truskawkami i kardamonem

2 porcje

½ szklanki kaszy jaglanej
ok. 1½ szklanki mleka kokosowego
2 łyżeczki syropu z agawy (albo cukru, wedle uznania)
3 strąki zielonego kardamonu, czarne ziarenka wydłubane i rozgniecione w moździerzu
8-10 truskawek, pokrojonych na plasterki
2 łyżeczki brązowego cukru

Kaszę wypłukałam na sicie.

Truskawki zasypałam łyżeczką cukru i odstawiłam, aby się macerowały. 

Mleko kokosowe zagotowałam z kardamonem, dodałam syrop z agawy i kaszę. Zmniejszyłam ogień, gotowałam 15 minut bez przykrycia. Następnie wyłączyłam, przykryłam i zostawiłam na ciepłej płycie na ok. 10 minut. Kasza była napuchnięta, lepka, miękka. Odstawiłam, aby ostygła. Spokojnie można ją serwować ciepłą. Jak lubicie.

Na dno ceramicznych pojemniczków położyłam truskawki wraz z sokiem, który puściły, nałożyłam kaszę, posypałam resztą cukru i skarmelizowałam palnikiem.



2 marca 2011

Walka o ryby



Na początku tego roku na kanale Channel 4 gościła seria, w której udział wzięli popularni brytyjscy szefowie kuchni - Jamie Oliver, Heston Blumenthal, Gordon Ramsay, Arthur Potts Dawson i inicjator akcji Hugh Fearnley-Whittingstall (o którym pisałam tutaj).

Tematem serii były ryby, które na liście produktów spożywanych przez przeciętnego Brytyjczyka zajmują bardzo wysokie miejsce. Okazuje się jednak, że przy okazji odławiania popularnych ryb, które trafiają na rynek spożywczy, wyławia się inne gatunki, które następnie z powodu idiotycznych przepisów unijnych po sortowaniu wrzuca się z powrotem do morza. Martwe. Albo zranione, więc skazane na śmierć. Tym samym narusza się naturalną równowagę, zagrażając innym gatunkom. Szacuje się, że te wyrzucane ryby stanowią od 40 do 60% wszystkich wyławianych.

Akcja ma na celu m.in. zmianę nastawienia brytyjskiego konsumenta. Po to szefowie kuchni przedstawiali ciekawe przepisy na ryby, które nie cieszą się dużą popularnością, aby zwiększyć popyt na nie. Tym samym spowodować, że rybakom będzie opłacało się je sprzedać, a nie wyrzucić do morza. Akcja ma także na celu przekonanie ludzi, aby kupowali ryby z odnawialnych źródeł, tak aby mogły one posłużyć następnym pokoleniom.

Kampanię poparła masa ludzi, a także organizacje takiej jak Greenpeace czy World Wildlife Fund. Zainteresowani mogą poprzeć akcję on-line, a także znaleźć masę ciekawych przepisów i informacji, jakimi mniej popularnymi rybami zastępować te, które królują na talerzach.

Dziś i u mnie rybny przepis, wykorzystujący chyba najbardziej popularnego w UK dorsza, ale za to wybranego przeze mnie ze świadomością, że pochodzi z odnawialnego źródła i był odławiany w oparciu o ekologiczne standardy. Dzięki akcji zwracam uwagę na to, aby kupowane przeze mnie ryby miały certyfikat Marine Stewardship Council i tu ciekawostka - na swojej stronie podają oni sklepy, które sprzedają takie ryby, także w Polsce.

Przepis improwizowany, oparty na doświadczeniu z innymi curry w przeszłości (większość indyjskich przepisów, z których korzystam pochodzi z "The Food of India. A journey for food lovers"). Robiłam je już z łososiem i żabnicą. Zasadniczo każda mięsista ryba się nada, a ja dzięki informacjom znalezionym na stronie kampanii już wiem, jakich innych ryb szukać w przyszłości, a które z powodzeniem zastąpią dorsza, czy łupacza, które odławiane są w UK na potęgę.


Curry z dorszem

2-3 porcje

ok. 400-500 g dorsza, filet bez skóry, pokrojonego na spore kęsy
2 łyżki oleju słonecznikowego
1 cebula, obrana i drobno posiekana
łyżeczka mielonej kolendry
łyżeczka mielonego kuminu
łyżeczka garam masala
1/4 łyżeczki kurkumy
4 ząbki czosnku, obrane i drobno posiekane
kawałek świeżego imbiru (ok. 3cm), obranego i drobno posiekanego
1 czerwona chilli, wypestkowana i drobno posiekana
ok. 200ml krojonych pomidorów z puszki
ok. 400ml mleka kokosowego
sól


Do serwowania:

ryż (idealnie basmati albo jaśminiowy)
świeża kolendra lub dymka
ćwiartki limonki (opcjonalnie)


W rondlu rozgrzałam olej i smażyłam na nim cebulę, aż była miękka, ale nie brązowa. Dodałam wszystkie przyprawy, wymieszałam dokładnie i smażyłam minutę. Następnie dodałam chilli, imbir i czosnek i wymieszałam, smażyłam mieszając kolejną minutę.

Kolejno dodałam do rondla pomidory, mleko kokosowe, poczekałam, aż sos się zagotuje, dodałam posolone kawałki ryby, zmniejszyłam ogień, przykryłam i dusiłam ok. 7 minut. W połowie, delikatnie zamieszałam, trzeba być ostrożnym, bo ryba lubi się rozwalić.

Serwowałam z ryżem, ćwiartkami limonki i posypane posiekaną dymką.

9 lutego 2011

Cztery miesiące bez risotto? Niemożliwe.




Też nie możecie się oprzeć wrażeniu, że dawno tu nie było risotto? Sprawdziłam - ostatnio we wrześniu, dacie wiarę? Oczywiście na blogu, nie w naszej kuchni. Po prostu opuściłam się z dokumentacją tego dania, ale mam dobrą wymówkę. Kiedy czeka gorące w miseczce, trudno mi się skupić na fotografowaniu.

Risotto-maniakom takim jak ja, a jeszcze bardziej tym, którzy dopiero zaczynają przygodę z tym daniem polecam dzisiejsze. Łączy w sobie klasyczne smaki, wydaje mi się być jednym z prostszych do wykonania, dla mnie to świetne zimowe risotto, gdy do sezonu na świeże szparagi, groszek czy cukinie zostało jeszcze trochę czasu.

Przepis zaimprowizowany przeze mnie, jeśli macie ochotę część łososia można dodać do gorącego ryżu przed podaniem i wymieszać. Ja wolę nieugotowane kawałki wędzonej ryby na wierzchu. Zapraszam i życzę smacznego!



Risotto z porem i wędzonym łososiem

2 duże porcje

ok. 25 g masła
1 por, część biała i jasnozielona, pokrojony na półplasterki
ok. 200g ryżu arborio (lub innego do risotto np. carnaroli)
ok. 150 ml wytrawnego białego wina
skórka otarta i sok wyciśnięty z połowy cytryny
ok. 1l bulionu warzywnego
ok. 250g wędzonego łososia, pokrojonego w paseczki
kilka łyżek posiekanego koperku
sól
świeżo zmielony czarny pieprz

Bulion tradycyjnie ma być gorący, więc trzymałam go ciągle na małym ogniu.

Na połowie masła usmażyłam pora, aż był zeszklony. Następnie dodałam ryż i wymieszałam dokładnie, aby pokrył się tłuszczem. Smażyłam do momentu, aż zaczął robić się przeźroczysty i dodałam wino sok i skórkę z cytryny. Mieszając cały czas i gdy wino wyparowało dodałam chochelkę bulionu.

Ciągle mieszając, dodawałam kolejne chochelki bulionu, jedna po jednej, czekając, aż każda zostanie wchłonięta przez ryż, przed dodaniem następnej. Trwało to ok. 15 minut. Ryż ma być al dente, stawiać lekki opór zębom, a skrobia wydobyta z niego dzięki takiemu gotowaniu ma zagęścić całe danie.

Odstawiłam z ognia, doprawiłam pieprzem (soli nie potrzebowałam, bo bulion był wystarczająco słony), dodałam resztę masła, wymieszałam i odstawiłam na minutę.

Serwowałam z kawałkami łososia i koperkiem na wierzchu.

1 stycznia 2011

Manifest noworoczny!



Ludu pracujący miast i wsi!


Widmo krąży po Europie - widmo plastikowych dań. Zgniły Zachód zasypał nas fixami w proszku, sosami ze słoików, nawet Wschód często rzuca nam kłody pod nogi - Chińczyk (jeśli ktoś takiego po ręka ma) dosypuje magiczne proszki do swych dań na wynos. Ile w tym cukru! Ile w tym soli! Można by wyżywić masy pracujące!

Proletariuszki, które mają postanowienie pozbycia się kilku zbędnych centymetrów w nowym roku tym bardziej powinny zacząć gotować klasykę dań kantońskich w domu, miast brać ją na wynos.

Niech drżą wszystkie bary serwujące chińszczyznę na wynos. Nie macie do stracenia nic prócz swych kajdan. Do zdobycia macie całą gamę smaków.

Wielbiciele klasyki słodko-kwaśnej wszystkich krajów, łączcie się!





Szczęśliwego nowego roku dla wszystkich czytelników!

Po tym wstępie, inspirowanym jednym z najbardziej absurdalnych tekstów jakie ujrzały światło dzienne*, zapraszam Was na klasykę kuchni kantońskiej, danie, który każdy chyba zna, ale nie każdy wie, jak je przygotować w domu. A warto. W mniej niż pół godziny miseczka aromatycznego jedzenia zagości na Waszym stole, a Wy będziecie wiedzieć co dokładnie jecie.

Przepis na sos słodko-kwaśny pochodzi z książki Kena Homa "Foolproof Chinese Cookery"**, która to zawiera naprawdę proste przepisy na klasyki szeroko pojętej kuchni chińskiej. Możecie go użyć do krewetek, wieprzowiny, czy do kurczaka i bawić się różnymi kombinacjami warzyw - oprócz tego co dziś w daniu u mnie, pasują do niego także cienko pokrojone marchewki, kasztany wodne, czy egzotyczne grzyby.


Słodko-kwaśny kurczak


2 porcje

łyżka oleju z orzechów ziemnych
kawałek imbiru wielkości orzecha włoskiego
2 ząbki czosnku
4 dymki
2 nieduże piersi kurczaka
czerwona papryka
zielona papryka
puszka pędów bambusa, 120g po odsączeniu
kawałek ananasa (użyłam ok. ćwiartki małego ananasa, można użyć puszkowego, choć świeży jest smaczniejszy)
sól
pieprz

Na sos

150ml bulionu z kurczaka lub warzyw
2 łyżki wina ryżowego Shaoxing lub wytrawnego sherry
3 łyżki jasnego sosu sojowego
2 łyżki ciemnego sosu sojowego
1½ łyżki koncentratu pomidorowego
3 łyżki octu ryżowego lub jabłkowego
1 łyżka cukru
1 łyżka skrobi kukurydzianej (lub mąki ziemniaczanej) rozprowadzona w 3 łyżkach wody

Przygotowałam wszystkie składniki, aby były gotowe do szybkiego smażenia: imbir i czosnek obrałam i drobno posiekałam, pokroiłam ukośnie dymkę, papryki pozbawiłam gniazd nasiennych i pokroiłam w paski, pokroiłam ananas na kawałki wielkości kęsa. Mięso pokroiłam na dość cienkie plasterki.

W woku lub dużej głębokiej patelni rozgrzałam olej i wrzuciłam do niego imbir, czosnek i połowę dymki (tę dolną, twardszą cześć, tę ciemniejszą zieloną zostawiam do posypania gotowego dania), smażyłam na dużym ogniu energicznie mieszając. Po ok. 30 sekundach dodałam mięso i kiedy się z zewnątrz obsmażyło dodałam paprykę i pędy bambusa, delikatnie posoliłam i dodałam nieco pieprzu. Mieszałam od czasu do czasu, w tzw. międzyczasie przygotowując sos.

Wymieszałam wszystkie jego składniki, oprócz skrobi kukurydzianej i po ok. 5 minutach smażenia warzyw z kurczakiem, dorzuciłam do nich ananas, smażyłam jeszcze minutę i wlałam sos. Zagotowałam i dodałam rozrobioną skrobię. Wymieszałam i gotowałam jeszcze 30 sekund. Ściągnęłam z ognia, sos był dość gęsty.

Serwowałam z ryżem, posypane resztą dymki.


* "Manifest Komunistyczny"
** wierzę, że moja ukochana siostra Miki nie miała złych intencji dając mi w prezencie książkę, która w tytule zawiera słowo "idotoodporny", ha, ha! W gruncie rzeczy zrobiłam z tej książki świetny użytek, polecam każdemu kto chce w domu gotować proste chińskie dania.

P.S. Muszę to napisać, bo właśnie miałam kolejną chwilę siostrzanej telepatii, które uwielbiam. Kilka godzin po ugotowaniu tego dania, wg przepisu z książki podarowanej przez nią, dostałam od niej wiadomość, że wyśle mi coś egzotycznego z orientalnego sklepu, a ja będę miała za zadanie ugotować coś z tym składnikiem. Oczywiście nie miała pojęcia, że ugotowałam taki właśnie obiad, ani tym bardziej, że pracowałam nad tym wpisem. Jak ja to lubię!

29 września 2010

Polacy nie gęsi…




… i swoje kaszotto mają. Moja miłość do kaszy i do risotto znalazła idealne ujście w tego typu daniach. Zawsze to miła odmiana od białego ryżu i powiew słowiańskości na talerzu… W połączeniu z grzybami to jest kulinarne niebo, niestety mam dostęp tylko do suszonych, więc tym razem skusiłam się na połączenie kremowej kaszy z pieczonymi warzywami. Podobny przepis znalazłam w magazynie “Good Food”, ale tam połączono kaszę z ryżem, a do całości dodano ser mascarpone. Pomijając, że akurat tego sera nie miałam w lodówce, to dodawanie go do dość kremowej, maślanej kaszy wydawało mi się z lekka dekadenckie. Pominęłam ser i ryż, dokonałam kilku zmian i idealne jesienne danie wylądowało na moim talerzu, taki przyjemny mariaż polsko-włoski, pęczotto. Tym samym w mojej kuchni otwarłam sezon na dynię, na którą czekam z niecierpliwością każdej jesieni.


Kaszotto z pęczaku z pieczoną dynią i burakami


2 porcje

ok. 200g pęczaku
ok. 30g masła
duża biała cebula, obrana, pokrojona w kostkę
ok. 150ml białego wytrawnego wina
ok. 1l bulionu warzywnego
2-3 łyżki oliwy
pół małej dyni piżmowej, obranej, wypestkowanej, pokrojonej w kostkę (możecie użyć innej dyni, ta akurat u mnie jest najbardziej popularna i łatwo dostępna)
2 średnie buraki
gałązka świeżego rozmarynu
garść świeżo startego parmezanu
pieprz

Nieobrane buraki skropiłam delikatnie oliwa i upiekłam do miękkości w 180 stopniach C. Lekko przestudziłam, obrałam i pokroiłam w kostkę.

W głębokiej patelni rozgrzałam połowę masła i przesmażyłam cebulę, aż zmiękła. Dodałam wypłukaną na sicie kaszę, zamieszałam, aby pokryła się tłuszczem. Dodałam wino i zamieszałam, poczekałam, aż wyparuje i dodałam chochelkę gorącego bulionu. Przykryłam całość i trzymałam na średnim ogniu. Za każdym razem gdy widziałam, że bulion się prawie cały wchłonął, dodawałam kolejną chochelkę bulionu i przykrywałam. Nie pozwalałam kaszy wyschnąć. Po ok. 20 minutach kasza była już miękka. Możecie ją doprawić solą, mój bulion był wystarczająco słony, więc tego nie robiłam. Doprawiłam pieprzem.

W tzw. międzyczasie upiekłam w 180 stopniach C dynię, skrapiając ją oliwą, dodając gałązkę rozmarynu i sporo świeżo zmielonego pieprzu. Na sam koniec dodałam buraki, aby się nieco podgrzały. Rozmaryn usunęłam przed dodaniem warzyw do kaszy.

Kaszę odstawiłam z ognia, dodałam resztę masła, parmezan, dokładnie wymieszałam i zostawiłam na minutę, aby odpoczęła i nabrała kremowej konsystencji. Przełożyłam na talerze, na górę dodałam pieczone warzywa.

16 września 2010

Mięso i risotto, czyli eksperyment raczej jednorazowy




Jak już pisałam miliony razy jesteśmy wielkimi fanami risotto i jest to z rzadkimi odstępstwami nasza piątkowa tradycja. Miska kremowego, aromatycznego ryżu i kieliszek wina to nasza oaza spokoju po tygodniu pracy. Nie do pobicia. Jakoś jeszcze się nam nie znudziła.

Zdecydowałam się niedawno na przygotowanie naszego ulubionego dania tym razem z mięsem. Odbierałam pewne sygnały (he, he), że przydałby się jakiś przepis na risotto niewegetariańskie. Postanowiłam poeksperymentować. Efekt - smaczny, ale inne risotta bezmięsne zdecydowanie przodują. Nawet zdeklarowany mięsożerca przyznał, że risotto woli wegetariańskie i nie będziemy raczej wracać do mięsnego. W ramach eksperymentu może być i chociaż nas nie zachwyciło, to pokazuję dziś w ramach zaspokojenia apetytu mięsożerców.

Oparłam się na przepisach na risotto z użyciem surowych kiełbasek. Niektóre polecały pokrojenie kiełbasek, inne wyciśnięcie zawartości flaka wprost na patelnię. Przyjęłam drugą opcję, a kiełbaski miałam angielskie, wieprzowe już doprawione ziołami przez rzeźnika. Jeśli nie macie dostępu do dobrych surowych wieprzowych kiełbasek, uformujcie kuleczki wielkości orzecha włoskiego z mielonego mięsa wieprzowego, doprawionego wedle Waszego uznania. Myślę, że mięso jest na tyle lepkie, że powinno utrzymać kształt, bądźcie po prostu bardziej ostrożni z podsmażaniem.


Risotto z wieprzowiną i tymiankiem


2-3 porcje

cebula, obrana, pokrojona w kostkę
200g ryżu arborio albo carnaroli
ok. 25g masła
ok. 200g surowych kiełbasek wieprzowych
ok. 150ml białego wytrawnego wina
ok. 1l wywaru warzywnego
2-3 łyżki listków świeżego tymianku
2 garści świeżo startego parmezanu
świeżo zmielony czarny pieprz

Na połowie masła przesmażyłam cebulę, aż zmiękła, ale nie była brązowa. Następnie na patelnię wyciskałam zawartość kiełbasek, aby utworzyć kawałki wielkości orzecha włoskiego. Gdy mięso się zarumieniło zwiększyłam ogień i dodałam ryż, ciągle mieszając, aby dokładnie pokrył się tłuszczem.

Po ok. minucie ryż zaczął robić się przezroczysty, dolałam więc wina i ciągle mieszałam, czekając aż część wchłonie ryż, a cześć odparuje.

Następnie zmniejszyłam ogień, dolewałam po chochelce bulionu, pilnując aby był on ciągle gorący. Dzięki temu ryż ugotuje się równomiernie, a skrobia wydobędzie się z niego nadając daniu kremową konsystencję. Gdy każda chochelka bulionu została wchłonięta, dolewałam następna i tak przez ok. 15 - 20 minut, ciągle mieszając.

Gdy ryż był już miękki, ale nadal stawiał nieco oporu zębom, doprawiłam pieprzem (solą nie musiałam, bo bulion był wystarczająco słony) ściągnęłam z gazu, dodałam resztę masła, połowę startego parmezanu i większość tymianku (zostawiłam nieco do dekoracji). Wymieszałam dokładnie i odstawiłam na 2 minuty.

Rozdzieliłam do miseczek i posypałam resztą tymianku i parmezanu. Podawałam od razu.