Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą desery. Pokaż wszystkie posty

6 grudnia 2014

Miękkie, łatwe w wykonaniu pierniczki na piwie


Czy czytając przepisy na świąteczne pierniki, łapaliście się nieraz za głowę? Kilogramy miodu, wyrabianie ciasta tygodnie przed pieczeniem, dojrzewanie w piwnicy, wietrzenie mąki na balkonie, rzucania garścią anyżu przez lewe ramię, odpukiwanie w niemalowane, a po upieczeniu leżakowanie w puszce ze szlachetnej stali – czy chociaż niektóre brzmią znajomo? Jeśli tak, to czytajcie proszę dalej.

 



Przyznaję, że kiedyś skusiłam się na staropolski dojrzewający piernik na miodzie. Rytuał zaczęłam w listopadzie, na święta miałam smaczny piernik, który... nie powalił mnie jednak na kolana. Obok piernika na stole pojawiły się także miękkie, mięsiste, nadziewane pierniczki, które przysłał nam bardzo dobry kolega i świetny samozwańczy piekarz-cukiernik (Krysiu, dziękuję setnie!). I to one skradły nasze serca. Z duszą na ramieniu poprosiłam o przepis, sądząc, że zaharuję się jak dziki wół. Ależ niespodzianka mnie czekała – przepis był szklankowo-łyżeczkowy, składniki dodaje się do jednej misy i jedzie z tym koksem. Potem wykrawa się, nadziewa lub nie i piecze. I wiecie co? Od razu są świetne. Ale posmarowane lukrem i odstawione na tydzień tylko zyskują. Ja w tym roku robię podwójną porcję – aby starczyło do Nowego Roku.



A skoro o Nowym Roku mowa – niech Wam się wszystkim wiedzie i szczęści. Niech zdrowie Was nie opuszcza. Niechaj i święta będą dla Was pozytywnym doznaniem. Dziękuję za to, że byliście ze mną i w tym roku, dla mnie przełomowym i niezwykłym, w którym często brakowało mi czasu na moje pasje – gotowanie, fotografowanie, pisanie. Jesteście dla mnie motywacją do działania, mimo trudności. Dziękuję i do usłyszenia w Nowym Roku!



Miękkie pierniczki na piwie 
 
4–5 szklanek* mąki pszennej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka kamienia winowego
1½ szklanki melasy
½ szklanki ciemnego cukru (najlepiej surowego – np. ciemnego muscovado)
½ szklanki oleju (albo stopionego masła czy smalcu)
½ szklanki piwa typu stout
1 jajko
1 łyżka mielonego cynamonu
2 łyżeczki mielonego imbiru
10–12 ziarenek pieprzu, utłuczonych w moździerzu
8–10 łupin kardamonu (ziarenka utłuczone w moździerzu)
¼ łyżeczki mielonych goździków
 
opcjonalnie:
inne przyprawy – np. nieco kminku lub kuminu, badian lub anyżek
powidła lub dżem jako nadzienie
lukier do posmarowania
 
Do miski dodać mąkę, przyprawy, cukier i spulchniacze. Wbić jajko, dodać olej i melasę (najlepiej odmierzyć najpierw olej i do tej samej szklanki wlać melasę – łatwo ześlizgnie się do miski), a także piwo. Dokładnie wszystko zmiksować. Masa będzie dość lepka, nie przejmować się, a przygotować jedynie nieco mąki do posypania blatu.

Na omączony blat wyłożyć ciasto, zbić w kulę i pozostawić na około 10 minut. Po tym czasie rozwałkować na placek o grubości około 7–10 mm i wycinać dowolne kształty. Im grubiej ciasto rozwałkowane, tym pulchniejsze wyjdą pierniki i mniejsze ryzyko przypalenia. Jeśli chcecie nadziać pierniczki, to lepiej zrobić je ciut większe. Jeśli nie nadziewacie, to położyć wycięte pierniczki na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i piec przez około 16 minut w 180°C do sprężystości, czyli jak zajrzycie do piekarnika i lekko naciśniecie palcem, to nie odciśniecie śladu. Nie przesuszać, nie spiekać, wyjdą wtedy z mocnym, ale nie kruchym miąższem. Czasami lubią delikatnie pęknąć, taka ich uroda.

Jeśli chcecie nadziać pierniki, wystarczy jedno wycięte ciastko posmarować na środku powidłami, brzegi ciastka lekko zwilżyć, nałożyć na to drugie ciastko i lekko docisnąć na brzegach. W piekarniku spód i wierzch spieką się razem.

Po upieczeniu wystudzić na kratce, opcjonalnie przesmarować lukrem. Z czasem zyskują jeszcze lepszy smak (nam najbardziej smakowały po około 7–10 dniach, były super miękkie!), ale i po upieczeniu są świetne.

Przepis dodaję do mojej ulubionej akcji, której patronuje Ptasia:

3 września 2014

Ciasto czekoladowe grzechu warte. Z błota Mississippi.




To ciasto z południowych stanów USA mające przypominać błotnistą deltę rzeki Mississippi, ostro konkuruje z moim kultowym brownie. Piekę te dwa na przemian, gdy mamy ochotę na coś dekadenckiego, ale zarazem nie mam zbyt dużo czasu na zabawę w kuchni. Jest mało pracochłonne, a efekt jest świetny. Kruchy spód z kremową, wilgotną, czekoladową masą. Zdecydowanie dla czekoladożerców. 

1 kwietnia 2014

Pudding chlebowy z białą czekoladą. Wersja lux.





Kiedyś zrobiłam zupę cebulową, która godziła Anglików i Francuzów, a kto się interesuje nieco historią, ten wie, że te nacje nie miały dla siebie ciepłych uczuć. W mojej zupie waśni nie było - tradycyjna francuska receptura wdzięcznie przyjęła popularny angielski ser. Nie wierzycie? Zajrzyjcie do przepisu. 

Dziś w ramach godzenia zwaśnionych narodów mam tradycyjny brytyjski pudding chlebowy z francuskim akcentem, a nawet i z dodatkiem szkockiej mocy! To dopiero wybuchowa mieszanka. Ale smakuje rewelacyjnie, uwierzcie mi. Tradycyjnie pudding chlebowy wykorzystuje czerstwe pieczywo, ja dziś prezentuję wersję lux z croissantami, ale upewnijcie się przed wykonaniem tego deseru, że są to takie 2-3 dniowe rogale.

Pudding chlebowy w czterech fazach

Przepis dostałam od Pani, która nauczyła mnie piec tradycyjną tartę z Yorkshire, ale nieco go zmodyfikowałam. Znajdziecie go w kwietniowym wydaniu Miesięcznika Ludzi Wolnych Libertas. Zapraszam serdecznie!

25 lutego 2014

Tradycyjna tarta z Yorkshire (wersja z serkiem wiejskim)


Tartę tę poznałam dzięki byłej szefowej mojej Sis. Pani choć urodzona w Lancashire, mieszka w Yorkshire od wielu, wielu lat, zajmuje się gotowaniem profesjonalnie i spod jej palców wychodzą prawdziwe frykasy. To ona zapoznała mnie z tym wypiekiem ponad 7 lat temu i pokazała sposób jego wykonania, który jest mniej tradycyjny, ale za to szybszy i mniej problematyczny.



Zacznę od początku. Tartę tę przygotowywano w Yorkshire przy okazji produkcji sera. Jeśli zajrzycie do mojego wpisu o mojej lokalnej wytwórni serów, to poczytacie tam o etapach przygotowywania tradycyjnych serów. Jeden z takich etapów to wydzielanie się grudek sera z mleka po dodaniu podpuszczki (ang. curd), potem oddzieleniu ich od serwatki i pakowaniu w formy, prasowaniu etc. I właśnie resztki tych grudek, tuż po produkcji sera, gdy są jeszcze świeże wykorzystywano do wypieku tej tarty. Dziś trudno dostać w sklepie świeży curd,  a nie każdy w domu ma czas i ochotę bawić się w jego produkcję specjalnie do tarty, no chyba, że jesteście serowarami. Stąd w dzisiejszych czasach curd można zastąpić serkiem wiejskim, a i myślę, że w polskich warunkach może jakimś dość tłustym pokruszonym twarogiem? Ten angielski serek wiejski jest jednak nieco inny od tego dostępnego w Polsce. Śmietanka jest gęsta i serek jest lekko solony. Tradycyjnie w cieście występował raczej smalec, ale dziś robi się ją na maśle. Ja nie przepadam za bardzo słodkimi ciastami, więc do bazy nie daję cukru, ale Wy możecie regulować to wedle Waszego gustu.

21 stycznia 2014

Pączek i croissant w jednym. Doughsant.



Zostałam uświadomiona, że to jest prawdopodobnie popularny cronut, czyli ciastko zrobione z ciasta francuskiego smażonego jak pączki. Cronutów w życiu nie jadłam, a to co zrobiłam zostało nazwane w miesięczniku "Good Food" jako doughsant. Po przestudiowaniu przepisów doszłam jednak do wniosku, że nie we wszystkich przepisach na cronuty widziałam drożdże, a w tych moich pączko-croissantach są, więc to może jednak nie to samo?  Zwał jak zwał. Smaczne są, choć pierońsko tłuste!



Przepis, a raczej technika wykonania nie są takie same jak w gazecie. Moje podejrzenie padło na ciasto, które zostało tylko raz złożone, a potem rozwałkowane. Jak to miałoby mieć dużo warstw typowych dla ciasta francuskiego? Wałkowałam i składałam więc 3 razy. Stąd przepis ten jest nieco praco i czasochłonny, ale od święta można się pobawić. 

Co więcej przepis nie przewidywał wykorzystania resztek. Nie dziwię się trochę, bo skrawków tego typu ciasta nie można po prostu połączyć w kulę i rozwałkować na nowo - naruszy to totalnie jego strukturę. Dlatego ja, jak gospodarna pani domu (he, he!) usmażyłam też kawałki wycięte ze środka dużych ciastek. Oryginalny przepis miał też lukier i jadalne perełki - nie przepadam, więc obtoczyłam je tylko w drobnym, złocistym cukrze.  Ze zmian, to niechcący dałam o połowę mniej drożdży, ale o dziwo ciastka urosły. Podaję więc jak ja robiłam, a zainteresowanych oryginałem odsyłam na stronę Good Food.

Nadziać można je dowolnie - dżemem, kremem czekoladowym, ciastkarskim, czy jak ja - kupnym lemon curd (angielski krem cytrynowy). Zrobienie swojego kremu, podczas gdy samo robienie pączków psychicznie mnie męczyło (kolejny demon kulinarny, no i ja jestem bardziej z sekcji wytrawnej, niż słodkiej), po prostu mnie przerosło. W sklepach są dobrej jakości angielskie kremy cytrynowe bez margaryny, syropu glukozowego i ze świeżymi jajkami - trzeba tylko poszukać. 

9 grudnia 2013

Kulinarne podarki vol. 10


Obawiam się, że może to być moja jedyna propozycja w tym roku na świąteczne prezenty kulinarne (choć coś mi jeszcze chodzi po głowie, no zobaczymy...), ale mam nadzieję, że znajdziecie coś ciekawego we wpisach z poprzednich lat:


 
 
Dzisiejsza propozycja jest bajecznie prosta do wykonania, jeśli sięgniecie po gotowy marcepan i kandyzowaną skórkę cytrusów (pomarańcza, cytryna, limonka - wszystkie się nadają). Jeśli podejdziecie do tematu ambitnie, to zróbcie Wasz marcepan domowy i skórkę - wtedy na pewno osiągniecie kulinarną nirwanę. 
 
Ja bez bicia przyznaję, że użyłam produktów sklepowych, ale za to uwinęłam się z czekoladkami w ok. 30 minut. Efekt smakowy jest jednak świetny, więc jeśli nie macie za dużo czasu, a chcecie sprawić komuś przyjemność ręcznie robionymi czekoladkami, to polecam ten przepis. 
 
 
 

20 listopada 2013

Luby gotuje. Szaszłyki z kurczaka, sos satay, pikantne nudle. Miętowy ananas na deser.






Kolejna odsłona tego cyklu, o którym szczegółowo możecie przeczytać we wpisie "Luby gotuje. Wprowadzenie". Przypominam na wszelki wypadek, gdyby pojawił się znowu głos, że nie podaję źródeł. Raz, a konkretnie wystarczy, bo w tej serii są tylko przepisy z jednej książki. Jak to się zmieni, to dam znać. Tak więc dziś gwoli przypomnienia. 

Zestaw ten ma azjatyckie wpływy, ale jak to Jamie - on lubi gotować je po europejsku, no i wszędzie, ale dosłownie wszędzie wali oliwę. Tak więc z autentyczną kuchnią azjatycką ma to coś tam wspólnego.  Inspiracja jest jednak konkretna, takoż dawka chilli i limonek - dla mnie ideał. 

Sos satay (pikantny sos na bazie orzeszków ziemnych), szaszłyki z kurczaka, pikantne nudle z nerkowcami i kolendrą, a na deser ananas z miętowym cukrem, borówkami i jogurtem kokosowym. Jeden z fajniejszych zestawów jakie jadłam. Zapraszam serdecznie. 

11 listopada 2013

Luby gotuje. Lekka kolacja w śródziemnomorskim stylu.




Tę kolację mieliśmy, gdy na dworze szalało zimno i deszcz. Nawet przyplątała się butelka rewelacyjnego wina z Pugli przysłana przez przyjaciół smakoszy. I wiecie co? Dzięki tej uczcie zapomniałam, że na dworze szarzyzna. 

Oto lista tego co jedliśmy:
- surówka z selera naciowego z gruszką, chilli, pietruszką i musztardą ziarnistą podana z dojrzewającą szynką,
- ciepła focaccia nadziana siekanymi oliwkami, kaparami, suszonymi pomidorami, grillowanymi paprykami, mini korniszonami, miętą, bazylią i parmezanem,
- kulki mozzarelli z gęstym pesto z bazylii, orzeszków piniowych, oliwy i parmezanu czyli prawie klasycznym Genovese (było nieco bardziej treściwe),
- granita z limonki, mięty podana z (rozmrożonymi) malinami i cząstkami pomarańczy i limonek.

Jesli jestescie ciekawi, to zapraszam do przepisów. Uczta na 2-4 osoby. 


14 października 2013

Kremowy sernik z musem mango na imbirowym spodzie



Robiłam już sernik z musem śliwkowym, a teraz naszło mnie na mus z mango, a do tego owocu dość naturalnie pasuje imbir, więc postawiłam na spód z imbirowych ciastek. Prosty do zrobienia, bardzo smaczny i dość efektowny. 

Jest to sernik dla miłośników kremowych wersji, zdecydowanie wymaga leżakowania w lodówce przez noc po upieczeniu, bo najlepszy jest następnego dnia i mocno schłodzony. Ja robiłam w blaszce 25cm i wyszedł dość niski i na cienkim spodzie, jeśli chcecie wyższy, to użyjcie mniejszej blaszki. 



3 października 2013

Luby gotuje. Zapiekanka z makaronu i kalafiora. Sałatka z cykorii z boskim dressingiem. Korzenne zapiekane śliwki z lodami.




Bardzo na czasie. Pogoda sprzyja sycącym zapiekankom, a i korzenne śliwki są bardzo na miejscu o tej porze roku. Jamie połączył w tej zapiekance dwa klasyki anglosaskie - macaroni cheese (makaron krótkie rureczki zapiekane z serem) i cauliflower cheese (kalafior zapiekany z serem) i całkiem dobrze to wyszło. Raczej z kategorii comfort food, niż wyrafinowane, ale jesienią tego mi trzeba. Do tego chrupiąca cykoria i absolutnie cudowny dressing, który będę na pewno wykorzystywać do innych sałatek. 

27 września 2013

Luby gotuje. Nudle ze stekiem i warzywami. Herbata z hibiskusa.



To był chyba drugi zestaw, który przygotował luby. Siedzieliśmy przy stole, a totalną ciszę zakłócało tylko siorbanie. Nudle ciężko jeść kulturalnie, ale podobno w Azji siorbanie to nic takiego, a jedynie oznaka, że smakuje. Jedyne, co niemal nie wykrzyczałam mu w twarz to:

I Ty mi chcesz powiedzieć, że nigdy w życiu nie smażyłeś steka?!

24 czerwca 2013

Orzeźwiający napój. Bezmleczny i bez dodatku cukru.




Jeśli jesteście szczęściarzami, którzy mają upały, to zróbcie go dla orzeźwienia. Ma też niezłą dawkę witamin i minerałów, a takich jak np. potas Wam trzeba, gdy nadmiernie się pocicie podczas gorącej pogody. Jeśli macie powody, aby narzekać na deszcz, jak ja w ten weekend (choć nie powinnam narzekać, bo warzywa są przynajmniej porządnie podlane), to zróbcie sobie ten napój dla poprawy humoru. Nie zawiera on mleka, nie ma dodanego cukru, jest prawdziwą bombą witaminową. Na zdrowie! 

12 czerwca 2013

Mleko migdałowe w pięciu prostych krokach. I smoothie na deser.



Kupowałam do niedawna mleko migdałowe, niesłodzone i było OK w smaku (tak mi się wydawało...), choć mierziły mnie dziwne dodatki (stabilizatory i substancje wygładzające) i "aż" 2% migdałów w składzie. Wykończyłam karton w zeszłym tygodniu z silnym postanowieniem zrobienia swojego. Sprawa jest prosta, a smak o niebo lepszy niż kupnego. Plus: sama natura, minus: 3 dni w lodówce to maksymalny czas przechowywania (podobno, ja dużo go piję, więc nie stoi dłużej).

8 czerwca 2013

Muffiny z rabarbarem (i razową mąką)


Dziś już nie ma mnie w domu, jestem na urlopie na wyspie Harris (Zewnętrzne Hebrydy), gdzie mam z okna taki widok:


Więc bardzo proszę o komentowanie, ale wyrozumiałość, gdyby komentarze pojawiały się z opóźnieniem, lub/i gdybym na jakieś pilne nie odpowiedziała. W tygodniu ukaże się też przepis na domowe mleko migdałowe, a także genialny smoothie deserowy z jego dodatkiem, tak więc mimo nieobecności zapraszam na blog po nowe inspiracje.

***

Dzisiejszy przepis na muffiny pochodzi z "Cupcakes & muffins" autorstwa Carol Pastor, ale został przeze mnie zmodyfikowany. Ma w składzie mąkę z pełnego przemiału, więc konsystencja muffinek jest nieco bardziej zwięzła niż tych wykonanych na samej białej mące. Polecam nie zamieniać cukru na inny, gdyż to właśnie demerara daje ciekawy posmak. No i imbir, który się kocha z rabarbarem. 

Polecam gorąco i pozdrawiam - dziś z północno - zachodniej Szkocji. 


13 maja 2013

Naturalna przekąska bez dodatku cukru. Trufle z suszonych owoców.




Przepis tak banalny, że aż dziw, że wcześniej ich nie robiłam. Ta zdrowa, naturalna przekąska jest ostatnio moją obsesją - nie dość, że smaczna, pięknie wygląda i powoduje, że mam wrażenie, że jem luksusowe słodycze, to jeszcze nie pakuję w siebie całej masy dziwnych składników, jakie zawierają słodycze kupne (sporo cukru, syrop glukozowy, tłuszcze utwardzane czy trans, soję, mleko w proszku, co tam jeszcze?).

 Podobne przepisy widziałam na anglojęzycznych blogach poświęconych jedzeniu surowemu/witariańskiemu/raw, gdy przekopywałam sieć w poszukiwaniu zdrowych, nisko przetworzonych dań, a w szczególności deserów.  To jest moja wersja i będę ją na pewno modyfikować, nie dlatego, że te trufle mi nie smakują, ale z czystej ciekawości i chęci eksperymentowania.

1 marca 2013

Nirvana i trzy słowa. Manchego. Miód. Kawa.




To jest jedno z tych kulinarnych olśnień. Dostałam to jako część tapas kolacji zrobionej przez lubego (wg pomysłu Jamiego Olivera) i choć początkowo pomysł połączenia tych trzech składników wydawał mi się przypadkowy, to kiedy spróbowałam od razu przepadłam na jego punkcie. Od tamtego czasu jadam to zestawienie na deser, na przekąskę, gdy coś za mną chodzi, a nie wiem co.

Manchego - ser twardy, dojrzewający, z owczego mleka produkowany tradycyjnie w regionie historyczno-geograficznym Hiszpanii zwanym La Mancha. Jest to jeden z najpopularniejszych, jeśli nie najbardziej popularny ser hiszpański.

Kawa  - Wasza ulubiona, najlepiej świeżo zmielona, aromatyczna.

Miód - Wasz ulubiony i w takiej temperaturze, aby był lejący. 

Należy pamiętać, aby ser wyciągnąć z lodówki na co najmniej 40 minut przed serwowaniem. W temperaturze pokojowej rozwija pełnię smaku i aromatu. Podawać go z miseczką kawy i miseczką miodu. Odłamywać po kawałeczku, maczać w miodzie, a potem w kawie.

Tylko tyle i aż tyle. Smacznego!

W dodaniu napisów do zdjec jak zwykle pomogla nieoceniona lamperia.pl@gmail.com. :) 

23 lutego 2013

Walczę z demonami, vol. 5



Dostaję często odzew, że lubicie mój blog, bo nie ma tu natłoku słodkości. Nie ma, bo ja ponad ciasto stawiam jednak smaczną przystawkę, pyszny obiad, a na deser starczy mi kawałek sera, czy gorzkiej czekolady. Nie zjem byle czego na obiad, byle się potem zapchać domowym wypiekiem na słodko, skupiam się więc na słonych, wytrawnych smakach. Piekę nie za często i sięgam po sprawdzone przepisy - brownies, serniki i proste ciasta ucierane z owocami sezonowymi, czy drożdżowe. Toteż chyba nikogo nie zdziwi, że w życiu nie upiekłam tortu. Trochę z powodów, o których wyżej, a trochę z przekonania, że to piekielnie trudne i na pewno mi się nie uda.

W zeszłym tygodniu dostałam na łeb. Tort śnił mi się po nocach, a w ciągu dnia czułam jego zapach i dostawałam ślinotoku. Nie byłam w stanie tego opanować. To były omamy i trzeba było temu zaradzić. Problem w tym, że jakbym sobie nie upiekła, to bym go nie zjadła. No, to upiekłam.

4 lutego 2013

Tarty orzechowo - kakaowe (bez dodatku cukru, bez pieczenia, surowe/witariańskie/raw)




Surowy (witariański) deser, który podzielił nasze domostwo. Nie stał się wprawdzie kością niezgody, powodem cichych dni, czy odstawienia od niemałżeńskiego łoża, ale jednak definitywnie nas podzielił. Ja go uwielbiam i przygotowałam go już dwa razy, za każdym kęsem czuję, że to jest deser, który jest moim nowym konikiem - bo smakuje świetnie, ale daje mi także świadomość, że jem naturalny produkt i bez dodatku cukru. Nie zrozumcie mnie źle - nie porzucam cukru, ale staram się go ograniczyć, z wielu powodów. Natomiast luby po trzech kęsach i niewyraźnej minie powiedział, że on dziękuje, ale pasuje, bo jemu deser "jedzie" warzywem (a warzywa bardzo lubi!), jest mało słodki (to akurat można regulować, o czym w przepisie) i „chyba do niego nie dorósł.”

Od dawna czytam i interesuję się dietą surową, a dokładnie odkąd nasz bliski przyjaciel na nią przeszedł w związku z nowotworem, na który chorował. Wtedy informacje na temat tej diety były szczątkowe, ja po omacku przygotowywałam nasza wspólną kolację, serwując głównie ciekawe surówki i owoce na deser. Lekarze dali mu trzy miesiące życia, nie proponowali nawet inwazyjnego leczenia, ale jeden indyjski lekarz - jego przyjaciel polecił mu surową dietę. Nasz drogi John ostatnie miesiące życie spędził na surowej diecie i  dożył swoich ostatnich dni w świetnej formie i de facto nie zabił go nowotwór, a coś innego. Miał prawie 83 lata (przy okazji wspomnę, że swoje 80 urodziny obchodził na Wyspach Wielkanocnych). Nie twierdzę, że dieta go uzdrowiła, piszę to, aby nawiązać do tematu surowej diety - ona zawsze będzie kojarzyć mi się z Johnem i to jego przypadek spowodował, że zaczęłam się interesować jej wpływem na zdrowie.

17 grudnia 2012

Kulinarne podarki vol. 9



To ostatnia w tym roku propozycja na świąteczny prezent kulinarny. Skórki pomarańczowe pojawiały się na wielu anglojęzycznych i polskich blogach kulinarnych, a ja zrobiłam je pierwszy raz, dodałam od siebie sproszkowany imbir, aby nadać im jeszcze więcej zimowych nut, a jak pomyślę, ile skórek pomarańczowych wylądowało w śmietniku, to trochę jestem zła na siebie. Od dziś będę kandyzować przynajmniej część z nich. Oblane czekoladą i zapakowane w torebki mogą być całkiem smacznym prezentem. 

A czy Wy przygotowaliście jakieś prezenty kulinarne z okazji nadchodzących świąt?


23 listopada 2012

Deser. Mój, przeze mnie wykonany i to nie jest moje ostatnie słowo!





Ciasta, ciasteczka, desery. Podczas niedawnej dyskusji z naszym gościem zastanawialiśmy się skąd u Anglików, a także u Polaków skłonność do jedzenia byle czego na obiad, byleby tylko był wielki i słodki deser na zakończenie posiłku. Ja przyznaję, że nie zauważyłam tego u Anglików, ale James owszem, szczególnie, że dużo podróżował po świecie i ma skalę porównawczą. Natomiast widzę w polskiej blogosferze, że to właśnie wpisy o słodkościach cieszą się wyjątkową popularnością. Nie mam nawet ochoty teraz drążyć tematu, choć podejrzewam, że może mieć to jakieś podłoże społeczno - historyczne (być w Polsce to niedobory cukru na rynku ergo desery jako coś ekskluzywnego, coś czym się można było popisać przed gośćmi; w Anglii może mieć to źródło w protestanckiej czystości - deser, w zasadzie w ogóle ucztowanie było postrzegane jako coś co bruka duszę, jako grzech, chyba, że służy przetrwaniu, a nie przyjemności, wiadomo - deser takiej funkcji nie pełni. Zaznaczam, że tylko tak sobie gdybam!).