Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypieki wytrawne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wypieki wytrawne. Pokaż wszystkie posty

11 listopada 2013

Luby gotuje. Lekka kolacja w śródziemnomorskim stylu.




Tę kolację mieliśmy, gdy na dworze szalało zimno i deszcz. Nawet przyplątała się butelka rewelacyjnego wina z Pugli przysłana przez przyjaciół smakoszy. I wiecie co? Dzięki tej uczcie zapomniałam, że na dworze szarzyzna. 

Oto lista tego co jedliśmy:
- surówka z selera naciowego z gruszką, chilli, pietruszką i musztardą ziarnistą podana z dojrzewającą szynką,
- ciepła focaccia nadziana siekanymi oliwkami, kaparami, suszonymi pomidorami, grillowanymi paprykami, mini korniszonami, miętą, bazylią i parmezanem,
- kulki mozzarelli z gęstym pesto z bazylii, orzeszków piniowych, oliwy i parmezanu czyli prawie klasycznym Genovese (było nieco bardziej treściwe),
- granita z limonki, mięty podana z (rozmrożonymi) malinami i cząstkami pomarańczy i limonek.

Jesli jestescie ciekawi, to zapraszam do przepisów. Uczta na 2-4 osoby. 


30 września 2013

Focaccia. Jeden przepis, wiele możliwości.



Focaccia z archiwum - z rozmarynem i solą morską

Wstyd mi okropnie, bo przepis obiecałam szmat czasu temu i jakoś nie mogłam się zabrać za wpis, za porządne sfotografowanie tego pieczywa, ale teraz jestem trochę pod ścianą, bo mam w zanadrzu cudny przepis z serii "Luby gotuje", do którego on użył mojej domowej focacci - to był mój wkład w kolację, bo kupnej u nas nie uświadczymy. Nadal nie mam porządnych zdjęć, ale czas nagli, a ja nie zdążyłam upiec pieczywa i zorganizować mu sesji foto. Podaję więc to co mam. Przepis to przepis, mam nadzieję, że się komuś przyda. 

Focaccia na imprezę charytatywną - z oliwkami, cebulą i oregano

Być może ktoś z Was będzie miał ochotę na ten zestaw, który pojawi się tu wkrótce (kanapka na obiad brzmi dziwnie? Nie ta, przekonacie się za niedługo), a być może widzieliście na facebook wypieki, które przygotowałam na charytatywną imprezę w wiosce i dopytywaliście o przepis, a być może po prostu nie robiliście nigdy tego włoskiego pieczywa i chcecie spróbować. 

16 lipca 2013

Sconesy na wytrawnie. Z orzechami i serem.




Od wczoraj moje przepisy możecie znaleźć także na stronie miesiecznika "Zwierciadło". To właśnie z brytyjskich smakołyków będę gotować na blogu  "Grochalska po brytyjsku" - czasem tradycyjnie, czasem z nowoczesnym twistem, gdyż Wielka Brytania ma wiele do zaoferowania kulinarnie. 

Zapraszam serdecznie!

24 maja 2013

Jajko, awokado, szparagi. Śniadanie idealne.




Proste weekendowe śniadanie, które nas oboje zachwyciło. To był jeden z tych impulsów, które napadają mnie przed snem. Wiedziałam, że następnego dnia muszę spróbować takie połączenie i to był świetny początek dnia. I piękny weekend po nim, kulinarnie i w ogóle. Czego i Wam życzę na ten nadchodzący.

25 kwietnia 2013

O jedzeniu na wynos. Płaskie chlebki z mielonym mięsem i granatem.



Nie jest tajemnicą, że mieszkam na wsi. Nawet w środku niczego. No, w zasadzie to poza wsią, w środku pola przeciętego drogą kategorii C, o której lokalne władze zapominają w zimie i omijają ją pługi śnieżne. I ja, miastowa dziewczyna, która większość życia spędziła w blokowiskach, nieco więcej niż połowę dorosłego biegając do pubów, klubów, kin, teatrów itp. nie zamieniłabym tej wsi na nic innego. Może inną wieś... Albo totalne pustkowie. Czego mi jednak czasem żal, to fakt, że nie mam w pobliżu rozsądnego baru z jedzeniem na wynos. 

30 stycznia 2013

"Dziwne" pizze, ciąg dalszy. Jarmuż i kasztany.



Zabawny zbieg okoliczności - przygotowywałam ten wpis, najedzona jak bąk i zadowolona z eksperymentu kulinarnego z dodatkiem francuskich kasztanów, gdy dostałam maila od przemiłej dziewczyny mieszkającej we Francji z komentarzem, że bardzo lubi mój blog, który "aż pachnie jedzeniem". Dziś w domu pachniało wariacją włoskiego dania z francuskimi kasztanami, które ugotowałam wg przepisu ubóstwianego przeze mnie Anglika.

16 stycznia 2013

Razowe muffiny z serkiem wiejskim i mój ulubiony czysty barszcz (wege)


Od jakiegoś czasu nie mam serca do słodkich muffinek. Poczęstowana zjem, ale sama piekę je sporadycznie. Co innego wytrawne ich wersje - z tymi lubię eksperymentować. Jako, że oboje kochany czysty barszcz i często go jemy, to takie wytrawne muffinki zdają się być nieskomplikowaną i szybką opcją na przekąskę do tej jednej z naszych ulubionych zup. W tej wersji zawierają serek wiejski. Jest on tani, powszechnie dostępny, nisko tłuszczowy - powoduje, że muffiny są wilgotne, sycące i nie tak bardzo tłuste, jak z użyciem pełnotłustych serów. 

6 listopada 2012

Dziwna ta pizza...


Posiłki w towarzystwie jaśnie pana dostarczały dużo rozrywki. Jego inteligencja i poczucie humoru nie szły w parze z jego gustem kulinarnym, więc komentarze na temat jedzenia trzeba było traktować z humorem, tak jak traktuje się uwagi... powiedzmy - dziecka. Wszak za późno chyba edukować kulinarnie tzw. starego kawalera, który jeśli nie zapominał o posiłkach, to korzystał z matczynej kuchni, albo jadał dania na wynos czy barowe.

Na proszonych obiadach nie bywał, ale udawało mu się czasem załapać na posiłek, gdy akurat przebywał w gości. Linguine z sosem cytrynowo-tymiankowym i świeżymi brązowymi pieczarkami to wg niego "jakieś dziwne spaghetti, bo bez mięsa i czerwonego sosu", klasyczna sałatka grecka "byłaby lepsza z dodatkiem tuńczyka", a łodyżki świeżego młodego szpinaku były tak złowieszcze, że musiał odcinać je każdemu listkowi z osobna, aby potem elegancko zostawić na brzegu talerza, kończąc tym samym posiłek kwadrans po najwolniejszym konsumencie z całej ferajny. 

I tak go wspominając myślę sobie, że gdyby zobaczył tę pizzę pewnie powiedziałby, że dziwna. Bez czerwonego sosu, bez szynki, czy grubej warstwy sera. I jak to w ogóle? Pizza z ziemniakami? 

Jeśli o mnie chodzi, to im jestem starsza tym bardziej smakują mi pizze minimalistyczne. I nawet bez sera. Na tę położyłam resztkę sera Bluemin White, który został nam z niedawnej serowej kolacji i wkomponował się świetnie w tę pizzę. Można jednak pominąć ser, lub dać inny; dobrze sprawdzi się brie. 

Jedna uwaga na temat ziemniaków - dużo przepisów podaje ziemniaki surowe. Nie wiem czy to kwestia mocy piekarnika, czy może gatunku ziemniaków, ale nawet cienko pocięte surowe ziemniaki nie upieką mi się w tym czasie, w którym upiecze się ciasto. Dlatego też ja obgotowuję ziemniaki, bardzo krótko, a potem od razu je hartuję, aby przestały się gotować i zachowały kształt. Decyzję pozostawiam Wam, ale trzymajcie się jednego - ziemniaki mają być pocięte cienko jak na chipsy, bo pizza z grubymi kawałkami ziemnorów to wątpliwa przyjemność. 


Pizza bianca z ziemniakami, szalotkami i rozmarynem 

3 średnie pizze 
   
Ciasto 

250g mąki pszennej 
250g mąki pszennej chlebowej 
1 płaska łyżeczka soli 
1 łyżeczka drożdży instant 
1 łyżka oliwy 
ok. 300ml wody (lub ile mąka zabierze - trzeba wlewać porcjami, różne mąki potrzebują różne ilości wody)

Dodatki

3 średnie ziemniaki, nieobrane, pocięte na cieniuteńkie plasterki 
2-3 szalotki, obrane, przepołowione i pokrojone wzdłuż na nie za cienkie plastry 
duża gałązka rozmarynu, igły pocięte drobno, część można zostawić do dekoracji 
oliwa 
sól 
świeżo zmielony czarny pieprz
ser pleśniowy typu brie (opcjonalnie), pokrojony na plastry (miałam resztkę Bluemin White, dosłownie po 3 plasterki na pizzę)

Najpierw należy przygotować ciasto. Obie mąki wymieszać ze sobą, dodać sól, drożdże i wlać oliwę. Powoli dodawać wodę i albo miksować, albo ręcznie wyrabiać, przez ok. 10 minut. Ciasto początkowo będzie lepkie, ale nabierze sprężystości w miarę wyrabiania. Wyrobione ciasto umieścić w misce wysmarowanej oliwą, przykryć i zostawić w ciepłym miejscu, aż podwoi swoją objętość. Lub pozostawić w chłodnym miejscu na 12-18 godzin, co ja uczyniłam i wydaje mi się, że takie ciasto jest lepsze. 

Zagotować duży rondel wody, posolić i wrzucić ziemniaki, od razu nastawić timer na 3 minuty. Po tym czasie od razu odcedzić ziemniaki i przełożyć do miski z lodowatą wodą. Po chwili, gdy będą już chłodne odcedzić i pozostawić, aby nieco przeschły. 

Szalotki włożyć do miseczki i skropić 2 łyżkami oliwy. Wymieszać dokładnie. 

Piekarnik (najlepiej z kamieniem, albo przynajmniej z blaszką) rozgrzać do 250 C, albo do maksymalnej temperatury Waszego piekarnika (220 C może być).

Wyrośnięte ciasto przełożyć na omączony blat, spłaszczyć rękoma, podzielić na 3 części, uformować kule i każdą lekko spłaszczyć po czym dać im odpocząć przez ok. 15 minut.  Po tym czasie każdą porcję ciasta rozwałkować, a potem lekko naciągać rękoma - ma być dość cienkie (dobrze zrobić to na desce lub łopacie, aby łatwo było zsunąć pizzę do piekarnika). Najlepiej dać mu odpocząć raz jeszcze pod ściereczką przez 10 minut.

Każdy spód pizzy skropić delikatnie oliwą, ułożyć warstwę ziemniaków, dodać ser, jeśli używacie, posypać szalotkami, rozmarynem, skropić jeszcze raz oliwą, posolić i zmielić nieco pieprzu.

Zsunąć na gorący kamień lub blaszkę i piec, aż osiągnie lubiany przez Was stopień wypieczenia. Wyjąć, podzielić na porcje i można podawać z sosem. Ja zrobiłam prosty czosnkowy.

Sos jogurtowo - czosnkowy

200ml jogurtu naturalnego 
2 ząbki czosnku
sól
świeżo zmielony czarny pieprz 
opcjonalnie - sok z cytryny i nieco cukru/syropu z agawy do smaku 

Czosnek obrać, posiekać, a potem rozetrzeć na papkę z solą. Wymieszać wszystkie składniki i pozostawić na minimum kwadrans, aby smaki się przegryzły. 



17 września 2012

Najdziwniejsza pizza wszechczasów?


No, na pewno najdziwniejsza, jaką miałam okazję jeść. Ale ja się na dodatkach do pizzy nie znam - moja ulubiona to ta z sosem ze świeżych pomidorów i mozzarellą, a jak widzę te z puszki przyklepane toną sera to uciekam z krzykiem. 

I zdecydowanie jedna z najlepszych jakie zrobiłam i jadłam. I mam na myśli zarówno ciasto, jak i dodatki.

Przepis z książki "Hugh's Three Good Things (on a plate)" nie dawał mi spokoju od ponad dwóch tygodni. "Dziwne połączenie dodatków" pomyślałam najpierw, a potem:

"Jak tego nie lubić? Buraki? Dobre! Makrela? Dobra! Chrzan? Dobry!" 
(w głowie mam jedną ze scen z "Friends", w której Rachel przygotowała deser z wołowiną)

W każdym razie połączenie jest genialne. Buraki i chrzan - pyszne. Wędzona makrela i chrzan - pyszne. Wyjątkowo dobrze te trzy składniki zagrały też w jednym daniu.

Jaka jest najdziwniejsza pizza, jaką mieliście okazję jeść? 



 Pizza z wędzoną  makrelą, pieczonymi burakami i sosem chrzanowym 

3 średnie pizze 

Ciasto

250g mąki pszennej 
250g mąki pszennej chlebowej 
1 płaska łyżeczka soli 
1 łyżeczka drożdży instant 
1 łyżka oliwy 
ok. 300ml wody (lub ile mąka zabierze - trzeba wlewać porcjami, różne mąki potrzebują różne ilości wody)

Sos

1 łyżka świeżo startego chrzanu 
3 łyżki jogurtu naturalnego 
1 łyżka soku z cytryny 
świeżo zmielony czarny pieprz 
sól

Dodatki 

2 średnie buraki, nieobrane 
2 filety wędzonej makreli
2 szalotki (użyłam francuskich, angielskie są małe, potrzeba więc 2 razy więcej)
chlust oliwy 
sól
świeżo zmielony czarny pieprz

Najpierw należy przygotować ciasto. Obie mąki wymieszać ze sobą, dodać sól, drożdże i wlać oliwę. Powoli dodawać wodę i albo miksować, albo ręcznie wyrabiać, przez ok. 10 minut. Ciasto początkowo będzie lepkie, ale nabierze sprężystości w miarę wyrabiania. Wyrobione ciasto umieścić w misce wysmarowanej oliwą, przykryć i zostawić w ciepłym miejscu, aż podwoi swoją objętość. 

W tym czasie przygotować sos. Chrzan, jogurt, sok z cytryny wymieszać i doprawić odrobiną soli i pieprzu. Odstawić na czas przygotowania dodatków. 

Buraki skropić oliwą i upiec w 180 stopniach C do miękkości. Nóż powinien w nie wchodzić bez oporu - czas pieczenia zależy od wielkości warzyw. Wyciągnąć z piekarnika, ostudzić, obrać i pokroić na plasterki.

Makrelę oskórować i rozdzielić palcami na kęsy. 

Szalotki obrać i pokroić (nie za cienko - u mnie niektóre się spaliły, ale i tak były smaczne, he, he!) na talarki. Polać oliwą, posolić, zmielić nieco pieprzu i dokładnie wymieszać. 

Piekarnik (najlepiej z kamieniem, albo przynajmniej z blaszką) rozgrzać do 250 C, albo do maksymalnej temperatury Waszego piekarnika (220 C może być).

Wyrośnięte ciasto przełożyć na omączony blat, spłaszczyć rękoma, podzielić na 3 części i każdą lekko spłaszczyć po czym dać im odpocząć przez ok. 15 minut.  Po tym czasie jedną porcję ciasta rozwałkować jak najcieniej (zrobić to na desce lub łopacie, aby łatwo było zsunąć pizzę do piekarnika). 

Na placek położyć jedną trzecią buraków, makreli i szalotek, skropić oliwą, posypać solą i pieprzem. Zsunąć na gorący kamień lub blaszkę i piec, aż osiągnie lubiany przez Was stopień wypieczenia. Wyjąć, podzielić na porcje i podawać z sosem. 

Czynność powtórzyć z pozostałymi dwoma częściami ciasta i resztą składników.

6 sierpnia 2012

Mój chleb powszedni. Od zakwasu do bochenka.



Nie czuję się ekspertem  chlebowym, ale tyle razy moi goście dopytywali o to, czy przepis na chleb, którym ich częstuję jest na blogu, że postanowiłam w końcu go umieścić. 

Chleb ten piekę co najmniej trzy razy w tygodniu i często zmieniam mąki i dodatki, ale trzymam się pewnych zasad. Korzystam z foremki, bo jest to najwygodniejszy dla mnie sposób pieczenia chleba, gdy nie mam czasu i głowy przekładać z koszyka na rozgrzany kamień, nacinać itp. To jest jeden z najprostszych chlebów na zakwasie, dobry właśnie do pieczenia w codziennym pośpiechu. Wprawdzie wymaga nieco czasu, ale za to mało atencji.

Jak go zrobić? Najpierw wyhodować zakwas. Obecnie używam tylko zakwasu żytniego, bo po prostu lubię smak chleba na żytnim zakwasie. Wszystkie mądre książki o chlebach podają dokładną gramaturę wody i mąki do wykonania zakwasu, ja jednak nie jestem tak dokładna i zakwas (przynajmniej teraz) dokarmiam bez odważania składników. Na początku może jednak trzymajcie się mniej więcej podanych proporcji. Teoretycznie po pięciu dniach zakwas powinien być gotowy, ale moim zdaniem taki zakwas jest za młody i za słaby, aby unieść cięższe ciasta z dodatkiem mąki żytniej. Dlatego pewnie do chlebów potrzeba będzie dodać odrobinę drożdży, albo piec na białej mące. Ale to oczywiście indywidualna sprawa - zakwas potrafi zachowywać się różnie.

Zakwas żytni (wg porad Jeffreya Hamelmana)

1 dzień

100g mąki żytniej razowej 
100g wody (niechlorowanej, w temperaturze pokojowej)

Wodę wymieszać z mąką w szklanym lub plastikowym naczyniu. Przykryć ściereczką i odstawić w ciepłe miejsce (idealnie ok. 25 stopni C) na 24 godziny. 

2 dzień 

połowa mikstury z dnia pierwszego 
50g mąki żytniej razowej 
50g wody (niechlorowanej, w temperaturze pokojowej)

Wymieszać, przykryć folią spożywczą lub przykrywką i odstawić na 24 godziny w temperaturze pokojowej. 

3 dzień 

100g mikstury z dnia drugiego
100g mąki żytniej razowej
100g wody

Wymieszać, przykryć folią spożywczą lub przykrywką. Odstawić na 12 godzin w temperaturze ok. 25 stopni C.

Tego samego dnia, 12 godzin później

100g mikstury z poprzedniego mieszania
100g mąki żytniej razowej
100g wody

Wymieszać, przykryć folią spożywczą lub przykrywką. Odstawić na 12 godzin w temperaturze ok. 25 stopni C.

4 dzień 

100g mikstury z poprzedniego dnia
100g mąki żytniej razowej
100g wody

Wymieszać, przykryć folią spożywczą lub przykrywką. Odstawić na 12 godzin w temperaturze ok. 25 stopni C.

Tego samego dnia, 12 godzin później

100g mikstury z poprzedniego mieszania
100g mąki żytniej razowej
100g wody

Wymieszać, przykryć folią spożywczą lub przykrywką. Odstawić na 12 godzin w temperaturze ok. 25 stopni C.

Piątego dnia zakwas jest gotowy do upieczenia chleba. Należy przechowywać go w lodówce, w szczelnie zamkniętym pojemniku i minimum co 2 tygodnie wyciągać z lodówki, doprowadzać do temperatury pokojowej i dokarmiać - tym razem nie odmierzam już do do grama - zawsze dodaję garstkę świeżej mąki i nieco wody, mieszam i odstawiam w temperaturze pokojowej na 4-8 godzin. Zakwas zaczyna znowu pracować, bąbelkować, unosić się - znaczy, że jest gotowy do wypieku chleba. Młody zakwas może potrzebować nawet i do 12 godzin na odżycie. Mój zakwas domarmiam co 2-3 dni, bo chleb piekę często, ale gdy wyjeżdżam, to spokojnie zostawiam go w lodówce na 2-3 tygodnie i po powrocie od razu dokarmiam. 

Ten chleb robię już od dawna, ale od paru miesięcy zupełnie bez odważania składników, bo wiem jaką konsystencję powinno mieć ciasto, no i... zepsuła mi się waga kuchenna i jeszcze nie kupiłam nowej. Bardzo pomocny jest dobry mikser z hakiem. Wtedy produkcja chleba jest nieco mniej kłopotliwa, szczególnie w środku tygodnia, gdy po prostu nie mam czasu na ręczne wyrabianie ciasta. Zresztą nigdy specjalnie nie byłam fanką tej czynności, szczególnie z ulubionymi chlebami żytnimi - mają dość ciężkie ciasto. Mikser wyrabia je szybciej, porządnie, brudzi się tylko misa i hak. Ja to lubię.

I jeszcze słowa dwa o foremce. Jest to moja absolutnie ulubiona foremka do chleba, używam jej w zasadzie tylko do jego wypieku. Jest to podłużna forma, ale ze ściąganą obręczą - tak jak w przypadku tradycyjnej tortownicy. Jest to szalenie wygodne, gdyż gorący chleb wyciągam bez problemu z formy, luzując boki. Foremkę kupiła mi Mami, w tyskim Lidlu, ze dwa lata temu, cena to ok. 20 złotych. 


Prosty chleb powszedni, mieszany (metoda dwufazowa*) 

I faza - zaczyn

ok. 100g mąki pszennej razowej, orkiszowej z pełnego przemiału lub żytniej razowej 
5 łyżek aktywnego zakwasu 
ok. 100g wody

Wymieszać, przykryć ściereczką i odstawić na 10-16 godzin w temperaturze pokojowej. Całość zacznie bąbelkować, lekko napuchnie i najprawdopodobniej się uniesie.

II faza - ciasto właściwe

ok. 150g mąki razowej pszennej, orkiszowej lub żytniej
ok. 350g mąki pszennej chlebowej, białej
ok. 300-350g wody (ilość należy regulować - różne mąki zabierają różną ilość mąki) 
7-10g soli 
opcjonalnie - ziarna wg uznania (siemię lniane, słonecznik, pestki dyni - kilka łyżek) 

W misie miksera umieścić mąki, zaczyn, ziarna (jeśli używacie)  i połowę wody. Miksować i wlewać resztę wody stopniowo. Ciasto ma być nie za suche, ale też nie ma być bardzo luźne. Ma być na tyle zwarte, aby można było je mokrymi rękoma wyjąć z formy w jednym kawałku, ma być nadal dość elastyczne i lepkie. Wyrabiać na niskich obrotach przez ok. 7 minut. Jeśli wyrabiacie ręcznie - 10-12 minut. 

Następnie wyłączyć mikser, posypać ciasto solą i zostawić na ok. 10 minut. Po tym czasie wyrobić jeszcze przez 3 minuty (mikserem, lub 5 minut ręcznie).

Foremkę delikatnie posmarować olejem (neutralnym) i wysypać otrębami. Wyrobione ciasto delikatnie rozciągnąć w dłoniach i złożyć, tak jakbyście składali kopertę,  przełożyć do foremki (złozeniem do dołu) opcjonalnie posypać otrębami, przykryć ściereczką i zostawić na ok. 8-12 godzin w temperaturze pokojowej. (mój zakwas jest dojrzały i mocny, więc w gorące dni chleb potrafi wyrosnać nawet i w 5 godzin)

Gdy chleb jest wyrośnięty nagrzać piekarnik do 250 stopni C. Wstawić foremkę do piekarnika i od razu spryskać  wodą (używam spryskiwacza, takiego do kwiatów). Piec przez ok. 5 minut i zmniejszyć temperaturę do 220 stopni C i piec kolejne 30 minut. Jeśli za bardzo będzie się spiekać przykryć folią aluminiową. 

Po upieczeniu wyjąć z pieca, pozostawić na kilka minut, aby delikatnie ostygło i wyjąć z foremki. Pozostawić na kratce do całkowitego wystygnięcia. Wiadomo,  że chleb jest dobrze dopieczony, gdy postukany w spód wydaje pusty odgłos.

Smacznego!  

* metoda ta pozwala najpierw "zadomowić" się zakwasowi w świeżej mące i wodzie i przefermentować, co z kolei pomaga potem unieść już ciasto właściwe

10 maja 2012

A co, jak nie mam czasu na pizzę?

A wtedy robię takie zapiekanki a la pizza, korzystając z gotowych chlebków naan. Mam jedną ulubioną firmę, która robi całkiem znośne naany i bardzo dobre pasty curry, często mam w zamrażarce zamrożone dwa chleby na czarną godzinę. Albo do zagryzania curry w środku tygodnia (w weekendy na uczty indyjskie z przyjaciółmi wolę upiec swoje), albo jako dodatek do zupy,  albo właśnie jako baza pod bardzo szybką zapiekankę. Jeśli nie liczyć czasu potrzebnego na rozgrzanie piekarnika, to obiad ląduje na talerzu w ciągu 15 minut.

Na górę możecie dać co chcecie. Cokolwiek. Na co macie ochotę, na co akurat jest sezon, co Wam się ostało w lodówce. Moje dzisiejsze zapiekanki to właśnie kompilacja tych trzech: 
- miałam ochotę na przepiórcze jaja 
- jest sezon na szparagi 
- w lodówce ostał się lekko obeschnięty kawałek Cheddara, a także dwie łyżki kremówki na dnie opakowania.

Złożyłam to do kupy i oto co wyszło. 



Zapiekanki z chleba naan ze szparagami, jajami przepiórczymi i szynką dojrzewającą 

2 porcje

2 chleby naan 
2 łyżki śmietany kremówki 
3 łyżki startego dojrzałego Cheddara 
nieco świeżo zmielonej gałki muszkatołowej 
8 zielonych szparagów, przepołowionych (twarde końce usunięte)
4 jajka przepiórcze 
4 plasterki szynki dojrzewającej 
sól 
świeżo zmielony czarny pieprz 
listki świeżej bazylii do dekoracji (opcjonalnie) 

Piekarnik nagrzać do 180 stopni C (termoobieg). 

Chleby naan ułożyć na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia, następnie posmarować każdy śmietaną, lekko posolić, posypać pieprzem i gałką muszkatołową, a na górę rozłożyć ser i na sam wierzch pokrojone szparagi. Wstawić do piekarnika na ok. 12 minut. 

Po tym czasie wyciągnąć z piekarnika i wbić na każdą zapiekankę po dwa jajka przepiórcze. Lekko je posolić i wstawić do piekarnika na 3 minuty. 

Po wyciągnięciu z piekarnika ułożyć na górze poszarpaną na kawałki szynkę dojrzewającą i bazylię. Pokroić na porcje i podawać od razu.

21 marca 2012

Farinata, peperonata, cappucino, Al Pacino

Dziś kolejny przepis do kolekcji wege dań, które rządzą ostatnio u mnie w kuchni. Książkę "For the love of Food" Denisa Cottera, jednego z najbardziej utalentowanych wege szefów kuchni, kupiłam jakiś czas temu, ale dopiero ostatnio zabrałam się za jedno z dań, które apetycznie łypało na mnie ze zdjęcia. Myślę, że książka jest na tyle interesująca, że chyba poświęcę jej osobny wpis - muszę tylko wypróbować więcej przepisów.

Ten placek, jak twierdzi autor ma być tylko jego wersją włoskiej farinaty - naleśnika z dodatkami na górze, który często serwowany jest jako uliczny fast food, a który normalnie byłby cieńszy. Nie mogłam się doszukać informacji, jakiej wielkości patelni użył autor, tak więc podwoiłam ilość ciasta na moją 28cm patelnię, bo oryginalne proporcje pachniały mi malizną. W efekcie otrzymałam placek ok. 1cm grubości, tak jak podaje przepis z książki.

Jest to placek dość specyficzny w smaku i konsystencji, myślę, że nie każdemu przypadnie do gustu. Jest wykonany z mąki z ciecierzycy (mąki gram) i ciasto musi być pozostawione do fermentacji na minimum 2 godziny, a idealnie na całą noc. Im dłużej ciato postoi, tym bardziej kwaśny smak będzie miało. Z przyczyn niezależnych ode mnie, moje ciasto stało w temperaturze pokojowej przez ok. 18 godzin i nabrało bardzo mocnego drożdzowego aromatu i smaku. Nie przeszkadzało mi to, ale zdaję sobie sprawę, że dla niektórych to może być zbyt dominujące. Myślę zatem, że idealny czas fermentacji to ok. 6-8 godzin.

Placek po upieczeniu ma konsystencję podobną do polenty, która uwielbiam, ale inny od niej smak. Na zimno też smakuje dobrze i myślę, że upieczony wcześniej, pokrojony na małe kwadraty i podany jako tzw. finger food, czyli jedzenie, które można jeść rękoma/drobna przekąska też się sprawdzi.

Podałam go z peperonatą, którą zasugerował autor jako świetny dodatek (zarówno w przypadku peperonaty i farinaty, nie trzymałam się sztywno proporcji podanych przez autora). I miał rację - całość bardzo przypadła nam do gustu. Zapraszam i zachęcam do dzielenia się uwagami na temat oryginalnej farinaty - ja niestety nie miałam jeszcze okazji jej jeść.




Farinata z czerwoną cebulą i szałwią

2-4 porcje
200g mąki z ciecierzycy
ok. 500ml wody
6 łyżek oliwy
1 łyżeczka soli
2 duże czerwone cebule, obrane i pokrojone w półplasterki
6 listków szałwi


Peperonata

2 łyżki oliwy
4 ząbki czosnku, obrane i z grubsza pokrojone
1 świeża czerwona chilli, wypestkowana i pokrojona na cienkie plasterki
2 duże czerwone papryki, wypestkowane i pokrojone na 1cm paski
20 czarnych oliwek, wypestkowanych i przekrojonych na pół
2 łyżeczki solonych kaparów, dokładnie opłukanych na sicie


Najpierw przygotowałam ciasto. Mąkę wymieszałam z wodą, aż nie było grudek, przykryłam o odstawiłam do fermentowania. Następnego dnia zebrałam z góry pianę, dodałam 2 łyżki oliwy i sól. Dokładnie wymieszałam i włączyłam piekarnik na 230 stopni C.

Przygotowałam peperonatę. Rozgrzałam rondel i wlałam do niego 2 łyżki oliwy. Dodałam czosnek i chilli i smażyłam przez minutę. Dorzuciłam paprykę, oliwki, kapary, zmieszyłam ogień, przykryłam i dusiłam przez ok. 20 minut, mieszając do czasu do czasu.

Na patelni, którą można używać w piekarniku rozgrzałam 2 łyżki oliwy i usmażyłam na małym ogniu cebulę, aż była miękka. Przełożyłam do miseczki i odłożyłam na bok. Patelnię wytarłam papierowym ręczniczkiem, dodałam 1 łyżkę oliwy i usmażyłam listki szałwi, aż był chrupiące. Wyciagnęłam je, położyłam na desce do
krojenia i wlałam na patelnię ostatnią łyżkę oliwy. Gdy była gorąca wlałam ciasto i przełożyłam je od razu do piekarnika.

Po ok. 3-4 minutach sprawdziłam ciasto (podważając drewnianą szpatułką), czy dół już się ściął. Gdy boki i dół były już ściete posypałam placek cebulą i pokruszyłam na górę szałwię. Wstawiłam do piekarnika i dopiekałam przez kolejne 8-10 minut, na ostatnie 2 minuty włączyłam grill.

Wyciągnęłam z piekarnika i jak podaje autor chciałam zsunąć placek z patelni na deskę do krojenia, ale to nie takie łatwe (placek był za ciężki). Przełożyłam więc szybkim ruchem placek go góry nogami na deskę wyłożoną papierem do pieczenia, a potem szybkim ruchem do góry nogami na drugą deskę.

Pokroiłam na porcje i serwowałam z ciepłą peperonatą.

6 grudnia 2011

Pani Pasztetowa (wpis podwójny)


"Obraziłam się na świat

nie mieszkam tam gdzie


dawniej od miesiąca


mym domem jest lodówka


lubię jeść więc mało jest


miejsc gdzie mogłabym


czuć się szczęśliwsza


na białych drzwiach wywieszka


czarna a na niej na żółto


me nazwisko mam tu wszystko


czego trzeba święty spokój


i ulubioną porę roku


łapy precz nie dzielę się


jedzeniem ha ha ha...


czasami tylko żal


ogarnia mnie z powodu


braku miłosnych wzlotów


lecz właśnie wczoraj


coś zdarzyło się


pan pasztet poprosił mnie


o rękę zgodzę się


bo myślę że ja też


coś do niego czuję


znamy się krótko


lecz mam przeczucie że


miło będzie razem się zestarzeć


łapy precz nie dzielę się


jedzeniem ha ha ha"


I tak od jednej z moich ulubionych piosenek przejdę do opisu mojego ulubionego pasztetu. Ten bynajmniej nie starzeje się w lodówce. Jest gładki, kremowy, można by powiedzieć luksusowy, choć zrobiony z tanich, dobrych wątróbek drobiowych. Przykryty warstwą klarowanego masła stanowi elegancką przekąskę, a jeśli zaserwujecie go z tostowaną brioszką, to może będą się Wam ślizgać zęby, ale gwarantuję, że doznania smakowe niezapomniane. Stąd dziś dwa przepisy. Ten pasztet aż prosi się o maślaną brioche, a skoro niedawno upiekłam najlepszą w swoim życiu, to od razu wrzucę przepis. Brioche wykonałam dzięki  rekomendacji Krysi, samozwańczej kuchmistrzyni, a autorem przepisu jest nieoceniony Michel Roux (w oryginale nie ma manny, ale bałam się, że brioche nie wyjdzie z mojej nie pierwszej jakości foremki).


 

Pasztet z wątróbek drobiowych z brandy i tymiankiem 

6 porcji *

ok 450g wątróbek drobiowych, oczyszczonych, osuszonych  
150g masła + ok. 50 na przykrycie pasztetu 
1 szalotka, obrana i posiekana 
1 ząbek czosnku, obrany i posiekany 
listki obrane z 2-3 gałązek świeżego tymianku 
chlust brandy 
2 łyżki gęstej kremówki (użyłam tej o zawartości 50.5% tłuszczu)
nieco świeżo startej gałki muszkatołowej 
sól
świeżo zmielony czarny pieprz 
2-3 szczypty mielonych goździków

Na ok. 30 g masła usmażyłam na małym ogniu szalotkę, aż był miękka, ale nie brązowa. Dodałam czosnek  i 2 łyżeczki listków tymianku i smażyłam minutę. Zwiększyłam ogień pod patelnią. 

Wątróbki drobiowe posoliłam i zmieliłam sporo pieprzu, po czym wrzuciłam na patelnię z szalotkami i czosnkiem.  Smażyłam mieszając przez ok. 5 minut, dodałam gałkę muszkatołową, mielone goździki i wlałam brandy. Trzymałam na ogniu, aż nieco odparowała, następnie ściągnęłam patelnię z ognia i odstawiłam na bok, aby nieco ostygła.

Po kilku minutach zawartość patelni przełożyłam do robota kuchennego i zmieliłam na gładką masę. W ostatnim etapie mielenia dodałam resztę masła i śmietanę. Doprawiłam jeszcze solą i pieprzem. 

Masę przełożyłam na gęste sito i dokładnie przetarłam. To trochę pracochłonne, ale warte kilku minut roboty, bo powoduje, że pasztet jest naprawdę kremowy, aksamitny. Rozłożyłam do ramekinów i schłodziłam w lodówce przez parę godzin. 

Ok. 50g masła sklarowałam - dodałam do rondelka i na minimalnym ogniu podgrzewałam, aż wytrąciła się biała piana, którą delikatnie zebrałam z powierzchni. Pojawił się też biały glut na dnie. Dorzuciłam pozostałe listki tymianku i delikatnie łyżką, aby nie nabrać białego osadu przekładałam masło z tymiankiem na górę pasztetu w ramekinach. Przykryłam folią i zostawiłam w lodówce.

Pasztet konsumować maksymalnie do 7 dni od dnia produkcji. Przed podaniem wyjąć z lodówki, aby masło nieco odtajało. Idealnie pasują do niego małe korniszonki oraz maślana brioche, lekko przypieczona w tosterze. 



Brioche wg Michel Roux 

na jedną małą keksówkę

35 ml letniego mleka
7.5 g świeżych drożdży (lub 3.5g suchych aktywnych, albo 4g suchych błyskawicznych)
250g mąki
pół łyżki soli
3 jajka
175 miękkiego masła
1 łyżka cukru drobnego

masło do wysmarowania foremki
nieco manny
1 jajko, rozkłócone (opcjonalnie) 

Drożdże rozprowadziłam w mleku, używałam suszonych, więc musiałam chwilę odczekać aż się obudzą. W misie miksera połączyłam z mąką, solą i jajkami i wyrobiłam gładkie, elastyczne ciasto.

W międzyczasie ręcznym mikserem utarłam masło z cukrem na gładko. Następnie stopniowo, łyżka po łyżce wkręcałam maślany krem w ciasto. Gdy zniknęła ostatnia łyżka masła wyrobiłam ciasto jeszcze przez kilka minut, przykryłam i zostawiłam w zimnej kuchni na całą noc (można zostawić w temperaturze pokojowej na 2-4 godziny, aż wyrośnie).  Po pierwszym wyrośnięciu odpowietrzyłam ciasto - zamieszałam je szpatułką, bo na odpowietrzanie pięścią jak przy chlebie, jest zdecydowanie zbyt klejące i rzadkie. 

Keksówkę wysmarowałam masłem i wysypałam odrobiną kaszki manny. Przełożyłam ciasto do keksówki, przykryłam kawałkiem folii kuchennej i wstawiłam do lodówki na cały dzień. Może stać w lodówce do 24 godzin. 

Wyciągnęłam z lodówki na godzinę przed pieczeniem. Piekarnik nagrzałam do 180 stopni C (termoobieg). Przed pieczeniem posmarowałam rozkłóconym jajkiem. Można naciąć brioche, aby zapobiec niekontrolowanemu jej pęknięciu. Ja się bałam nacinać, aby ciasto nie opadło, ale brioche nie pękła za mocno. Piekłam, aż się zarumieniła i drewniana wykałaczka wbita w ciasto wychodziła zeń sucha.
 
Pu upieczeniu zostawiłam w formie, aby lekko ostygła, następnie wyłożyłam z formy i wystudziłam zupełnie na kratce. Przed podaniem do pasztetu pokroiłam na kromki i przypiekłam nieco w tosterze. Uwaga! Ze względu na dużą ilość masła, tosty z brioche lubią się przypalić, więc trzeba kontrolować stopień ich przypieczenia. 



 * tzn. 6 moich ramekinów, ale spokojnie na przystawkę ta ilość wystarczy nawet na 8-10 osób

16 października 2011

Światowy Dzień Chleba - Fougasse

Bake Bread for World Bread Day 2011

Pierwszy raz na tym blogu postanowiłam dołączyć do grona piekących chleb z okazji "World Bread Day". Na tę okazję wybrałam jeden z moich ulubionych i prostych do wykonania chlebów, który już piekłam w wielu wersjach ziołowych czy serowych, ale pierwszy raz użyłam do jego wypieku dodatku mięsnego. Efekt przeszedł moje oczekiwania. Mam nadzieję, że wegetarianie mi wybaczą i cichaczem liczę na to, że po prostu ominą bekon i zrobią cebulowy chlebek - ja na pewno będę wracać do wersji mięsnej, ale i nie pogardzę cebulową. Zapraszam na francuski chlebek o kształcie liścia - na jesień jak znalazł. 



Fougasse z bekonem, cebulą i tymiankiem 

2 sztuki

500g mąki pszennej białej chlebowej 
7g suszonych drożdży 
300ml wody 
4 łyżki oliwy + 1 do smażenia + 2 do smarowania
1 łyżeczka soli
1 duża cebula, obrana i pokrojona w kostkę 
3 plastry bekonu (tzw. back, który ma mniej tłuszczu, w Polsce należy użyć chudego surowego boczku), pokrojone na cienkie paski
1 łyżeczka świeżych listków tymianku 

250g mąki wymieszałam z drożdżami, 150ml wody i miksowałam na wolnych obrotach przez 3 minuty. Następnie przykryłam i zostawiłam w ciepłym miejscu na 2 godziny, w tym czasie ciasto urosło i delikatnie opadło, miało sporo bąbelków powietrza. 

Następnie dodałam resztę mąki, wody, sól i oliwę i wyrobiłam lśniące, acz dość lepkie ciasto - nie powinno być zbite. Z lenistwa pozostawiłam ciasto na całą noc w chłodnym miejscu, przykryte pod ściereczką, normalnie powinno się je zostawić na ok. 2-3 godzin do wyrośnięcia. 

Rano usmażyłam cebulę na łyżce oliwy, dodając w połowie smażenia tymianek. Cebulę miałam lekko zarumienioną i miękką. Następnie przełożyłam cebulę do miseczki i na tej samej patelni usmażyłam bekon - nie używałam tłuszczu, tylko na początku powoli wytopiłam tłuszcz z bekonu, a potem na większym ogniu zarumieniłam. Ostudziłam i bekon i cebulę przed dodaniem do ciasta. 

Z racji tego, że cebula i bekon są tłuste ich dołączenie do ciasta może nastręczać nieco trudności, ale w końcu po minucie, czy dwóch wyrabiania składniki połączą się. Tak wyrobione ciasto przełożyłam na omączony blat, podzieliłam na dwie części, ułożyłam na blaszkach wyłożonych papierem do pieczenia, i każdą uformowałam rękoma, nadając z grubsza kształt liścia, grubego na ok. 2cm. Ostrym nożem nacięłam środek i zrobiłam po 3 nacięcia z każdego boku, nadając ciastu wygląd liścia. Posmarowałam oliwą i przykryłam kawałkiem folii spożywczej. Zostawiłam na ok. godzinę, aby podrosły. 

Piekłam przez ok. 15-17 minut w piekarniku nagrzanym do 210 stopni C (termoobieg). Studziłam na kratce.

24 czerwca 2011

Jedyna słuszna pizza w czerwcu






















Choć tak naprawdę do szczęścia potrzebna mi dobrej jakości margharita ze świeżymi składnikami, to mam te swoje ulubione pizze sezonowe, w zależności od tego, jakie warzywo akurat króluje w mojej kuchni. I tak powstają jedyne słuszne pizze np. w październiku, czy w maju

Wprawdzie już mamy końcówkę czerwca, ale cukinie będą jeszcze długo na naszych stołach, sezon na nie dopiero zaczyna się w tym miesiącu. Tak więc to mogłaby być obok margharity z sosem ze świeżych dojrzałych pomidorów moja ulubiona pizza jedzona latem. 

Spód zrobiłam z mąki z pełnego przemiału, ale możecie użyć białej, ja akurat lubię smak i konsystencję razowego ciasta. Co istotne, na tyle na ile to możliwe przygotowuję ciasto dzień wcześniej i daję mu wyrastać powoli w niskiej temperaturze. Polecam gorąco takie ciasto, które leżakowało w lodówce. 





















Pizza z cukinią, szynką włoską i oliwkami 

2 średnie pizze 

Spód

450g mąki pszennej razowej
płaska łyżeczka drożdży instant
płaska łyżeczka soli
pół łyżeczki cukru
2-3 łyżki oliwy
ok. 250-300ml letniej wody

Wszystkie składniki wyrobiłam mikserem, aż ciasto było sprężyste i umieściłam je w naoliwionej misce, przykryłam folią spożywczą i zostawiłam na całą noc w lodówce. Następnego dnia wyciągnęłam z lodówki na godzinę przed pieczeniem i przygotowałam sos. 

Sos

200ml siekanych pomidorów z puszki
łyżka oliwy
ząbek czosnku, obrany i drobno posiekany
mała cebula, obrana i drobno posiekana
chlust czerwonego wytrawnego wina
garść świeżej bazylii, porwanej z grubsza
szczypta cukru
sól
świeżo zmielony czarny pieprz

Na oliwie zeszkliłam cebulę z odrobiną soli i cukrem. Dodałam czosnek, smażyłam jeszcze minutę, a następnie dodałam wino i poczekałam, aż nieco odparuje. Dorzuciłam pomidory, zmieliłam nieco pieprzu i zredukowałam na małym ogniu, aż sos nieco zgęstniał. Na ostatnie kilka minut dodałam bazylię. Sos zmiksowałam na niemal gładką masę za pomocą ręcznego blendera. Odstawiłam na bok, na 20 minut przed pieczeniem rozgrzałam piekarnik do 250 stopni C wraz z kamieniem i podzieliłam ciasto na 2 części, które rozciągnęłam rękoma i zostawiłam na ok. kwadrans, aby odpoczęło. Przygotowałam też resztę składników, czyli:

1 małą cukinię
8 plasterków dojrzewającej szynki włoskiej typu parmeńskiego 
garść czarnych oliwek bez pestek
2 x 125g kulki mozzarelli 


Cukinię pocięłam na cienkie plasterki, oliwki przepołowiłam, szynkę porwałam z grubsza na kawałki, mozzarellę również porwałam na mniejsze kęsy. 

Na każdym placku rozsmarowałam sos, położyłam resztę składników i piekłam, na rozgrzanym kamieniu aż brzegi były zarumienione, a ser stopiony.  Po upieczeniu zostawiam ja na kilka minut, aby nieco ostygła, kroje na porcje i dekoruję świeżą bazylią. Uwielbiam tę pizzę zarówno na ciepło jak i na zimno.


20 maja 2011

Przypiliło mnie! (przez Jamiego)



Była niedziela, a ja szykowałam się do wyjazdu na siłownię. W telewizji jakaś stara seria Jamiego Olivera (Jamie at home). Gospodarz programu przechadzał się po swoim wymuskanym ogródku (przypominając mi tym samym, że nasz mógłby zebrać laury w konkursie na najbrzydszy ogródek w Dales...), a tam masa ziół, warzywa. Szparagi! Siadłam w fotelu, sznurowałam buty i łypałam, co takiego Jamie wyczaruje.

Wyczarował taką tartę, że zanim trafiłam na siłownię, musiałam dokupić brakujący składnik - ciasto filo (któremu nota bene dotąd nie ufałam, bo pierwsza próba gotowania z nim była średnio udana). Po powrocie zrobiłam te tartę i zjadłam z wielkim smakiem, nadrabiając pewnie dwukrotnie utratę kalorii podczas treningu, ale trudno. Raz się żyje, a jutro też można iść na siłownię.

Podaję przepis po moich delikatnych zmianach.





Tarta ze szparagami i ziemniakami

2-4 porcje
Użyłam prostokątnej formy z luźnym dnem, o wymiarach 35x13x2.5cm

5 płatów ciasta filo (takiej wielkości, aby nieco wystawały poza formę)
ok. 30g masła, stopionego
ok. 15 zielonych szparagów, twarde końce usunięte
4 średnie ziemniaki
garść dojrzałego cheddara, startego na dużych oczkach
ok. 180ml śmietany, kremówki
1 jajko
świeżo zmielony czarny pieprz
świeżo zmielona gałka muszkatołowa
sól

Ziemniaki obrałam i ugotowałam do miękkości w osolonej wodzie. Odcedziłam, dodałam śmietanę, pieprz, gałkę muszkatołową, sól i dokładnie zgniotłam na pure. Dodałam ser i jajko i wymieszałam. Masa była dość luźna.

Szparagi blanszowałam w gotującej wodzie przez ok. 3 minuty, odcedziłam i przełożyłam do miski z lodowatą wodą. Gdy ostygły, dokładnie je osuszyłam.

Piekarnik nagrzałam do 190 stopni C (termoobieg). Formę wyłożyłam ciastem filo, płat po płacie smarując każdy roztopionym masłem. Trzeba działać szybko z tym ciastem, bo lubi wysychać i rwać się. Brzegi ciasta wystawały nieco poza formę.

Do formy wyłożonej ciastem przełożyłam ziemniaczaną masę, wyrównałam szpatułką, na górze ułożyłam szparagi i posmarowałam masłem. Brzegi ciasta byle jak ugniotłam i posmarowałam masłem. Jeśli chcecie uniknąć tego rustykalnego wyglądu, po prostu przytnijcie ciasto.

Piekłam przez ok. 20 minut, na ostatnie 3 minuty włączyłam grill. Piekłam na niskiej półce, aby spód tarty się przypiekł. Studziłam przez ok. 10 minut zanim pokroiłam ją na porcje.

16 maja 2011

Czas na piknik!



W zeszłym roku w sezonie szparagowym i na inaugurację sezonu piknikowego piekłam muffinki ze szparagami i cheddarem, a potem muffinki z suszonymi pomidorami i fetą (ten sam przepis, co na szparagowe, tyle, że zamieniłam szparagi na pomidory, a cheddar na fetę). W tym roku postanowiłam w końcu upiec wytrawny keks z "Good Food", który wycięłam dwa lata temu i jakoś nie mogłam się za niego zabrać.

Duży błąd! Żałuję, że tak późno go zrobiłam, już mam ochotę pakować koszyk piknikowy, choć dziś była to dopiero próba generalna przed naszym pierwszym piknikiem w tym roku. Tak samo jak w przypadku muffinek, mam zamiar w przyszłości eksperymentować ze składnikami. Taki keks idealnie nadaje się także do zabrania w podróż, np. do samochodu zamiast kanapek.

Nie trzymałam się oryginalnego przepisu, podaję więc po moich modyfikacjach.


Keks ze szparagami, pomidorami suszonymi i oliwkami

na keksówkę 22x10x5cm

pęczek zielonych szparagów, ok. 250g, twarde końce usunięte, reszta pokrojona na 3 kawałki
250g mąki samowzrastającej (selfraising - można ja zrobić samemu mieszając każde 150g mąki pszennej z pół łyżeczki proszku do pieczenia i pół łyżeczki sody)
garść listków bazylii, porwanych z grubsza
100ml mleka
4 małe jajka
100ml oliwy
łyżeczka musztardy angielskiej
garść czarnych oliwek, całych, wypestkowanych
8 połówek suszonych pomidorów z oliwy, z grubsza pokrojonych
sól
świeżo zmielony czarny pieprz
ok. 60g dojrzałego cheddara, startego na dużych oczkach

Piekarnik nagrzałam do 170 stopni C (termoobieg), foremkę keksówkę wyłożyłam papierem do pieczenia delikatnie posmarowanym oliwą.

Szparagi gotowałam w osolonej wodzie przez 3 minuty, odcedziłam i od razu przełożyłam do lodowatej wody, aby przestały się gotować i zachowały kolor. Gdy były już zupełnie zimne, odcedziłam i osuszyłam na ściereczce.

Jajka wymieszałam z oliwą, mlekiem i musztardą.

Mąkę wymieszałam z solą, pieprzem i bazylią. Dodałam do niej mokre składniki, ciągle miksując na wolnych obrotach, aż nie było śladów suchej mąki. Następnie dodałam szparagi, oliwki i pomidory, zachowując kilka oliwek i szparagów na wierzch. Dorzuciłam połowę sera i delikatnie wymieszałam.

Przelałam ciasto do formy, udekorowałam resztą oliwek i szparagów, posypałam pozostałym serem i piekłam 40 minut. Studziłam 5 minut w foremce, a potem na kratce.

Keks jest wilgotny, cudowny na ciepło i na zimno. Pasuje do zagryzania czystych zup. Następnym razem spróbuję go zrobić z mąki orkiszowej, która ma lekko orzechowy posmak.


10 maja 2011

Walczę z demonami vol. 3




Pamiętacie?
Vol. 1 - bulion wołowy na pieczonych kościach
Vol. 2 - domowy makaron

Dziś przyszła kolej na demona numer 3!

Bałam się, szukałam wymówki, nie chciałam kupić rękawa cukierniczego z końcówką do wyciskania ciasta... Pewnego dnia listonosz przyniósł paczkę. A w niej rękaw, metalową końcówkę i przepis. Droga Krysia (tak! ta sama, o której pisałam tutaj) w taki sposób ma zamiar walczyć z kuchennym lenistwem. Postaram się już nie lenić i nie szukać wymówek, bo Krysia pójdzie z torbami, hi, hi!

Tadaaaam! Dziś będzie ciasto parzone. Tak naprawdę nie potrzeba do niego końcówki do wyciskania ciasta, ale w korespondencji z Krysią wspomniałam, że mam ochotę na eklery, a te łatwiej ukształtować, gdy ciasto się wyciska. Przyznaję, że eklerów jeszcze nie zrobiłam, ale za to pyszne, wytrawne i sezonowe ptysie.

Nie boję się już parzonego ciasta! Na na na na na na! Jeszcze mnie kiedyś zobaczycie robiącą croquembouche!





Ptysie z nadzieniem z pieczonych szparagów

ok. 30 sztuk (na dwa kęsy)

Nadzienie:

20 dorodnych zielonych szparagów, twarde końcówki usunięte
odrobina oliwy
400g naturalnego serka kremowego typu Philadelphia
kilka listków bazylii
skórka otarta z jednej cytryny
sól
świeżo zmielony czarny pieprz

Szparagi ułożyłam na blaszce, skropiłam oliwą, posoliłam, zmieliłam nieco pieprzu i upiekłam w 180 stopniach C przez ok. 12 minut. Ostudziłam, przełożyłam wraz z oliwą, w której się piekły do robota kuchennego. Dodałam skórkę cytrynową, serek i zmieliłam - nie na idealnie gładką masę, nadal dało się wyczuć kawałeczki szparagów. Doprawiłam solą i pieprzem. Schłodziłam w lodówce.

Ciasto parzone:

150g mąki
100g masła
125ml mleka
125ml wody
pół łyżeczki soli
4 średnie jajka

W dużym garnku na małym ogniu zagotowałam wodę z mlekiem, solą i masłem. Oprószyłam mąką i dokładnie wymieszałam (ciągle gotując). Używałam drewnianego wałka (angielskie nie mają rączek). Gdy masa była gładka odstawiłam z ognia i zostawiłam do ostygnięcia.

Następnie wbiłam jedno jajko i dokładnie wymieszałam, aż się wchłonęło. Kolejno wbijałam tak samo i mieszałam jedno po drugim jajku. Masa była jednolita i lśniąca.

Piekarnik nagrzałam do 200 stopni C.

Ciasto przełożyłam do rękawa cukierniczego z końcówką i wyciskałam małe ptysie na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia.

Piekłam przez ok. 20 minut i wystudziłam na kratce.

Do szprycy włożyłam nadzienie i nadziałam każdego ptysia. Z większości nadzienie nieco wyszło, bo nie miałam za bardzo wyczucia, jak bardzo są napełnione. Przed podaniem udekorowałam małymi listkami mięty (bazylia miała zbyt duże listki).


9 kwietnia 2011

Najlepszy ser na świecie potrzebuje najlepszego towarzystwa



Wreszcie miałam okazję spróbować ser, który w 2010 roku zdobył tytuł najlepszego sera na świecie. Konkurs odbył się w Birmingham podczas targów BBC Good Food Show, gdzie ponad dwustu ekspertów z dziewiętnastu krajów oceniło ponad 2.5 tysiąca serów (oj, jak ja im zazdroszczę tej pracy!). W finałowej rundzie piętnastu ekspertów z jedenastu krajów zdecydowało o tym, który z ich ulubionych serów będzie konkurował o miano najlepszego. Cornish Blue, bo o nim mowa zdobył tytuł World Cheese Awards Champion Cheese 2010. To tylko jeden z wielu; w branżowych konkursach ten ser zdobył masę innych tytułów.

Zamówiłam go w ceramicznym opakowaniu, jako, że był to prezent dla lubego. Następnym razem zdecydowanie zamówimy co najmniej półkilogramowy krążek. Opakowanie z bardzo popularnej w Wielkiej Brytanii linii w błękitno - białe pasy, zwanej także Cornish Blue. (dla zainteresowanych podaję link do producenta tej ceramiki z Kornwalii). Jest bardzo eleganckie, idealne na prezent i po zjedzeniu sera może mieć drugie życie, jako pojemnik kuchenny. Ser ukryty jest dodatkowo pod warstwą czerwonego wosku.

Wiele serów już próbowałam, ale ten jest wyjątkowy. Ręcznie robiony, dość młody, ser z niebieską pleśnią, dojrzewający 12-14 tygodni. Konsystencję ma niemal puszystą, kremową, ale lekko się kruszy. Pachnie słodko - kwaśno, jakby jabłkiem. W smaku ma delikatną goryczkę, cierpkość, ale jednocześnie jest słodkawy.

Jeśli gdziekolwiek będziecie mieli okazję spróbować ten ser to gorąco polecam. Wiele serów już jadłam, ale ten mnie bardzo pozytywnie zaskoczył i uświadomił, jak mało jeszcze wiem o serach.

Tyle o serze, a teraz o dodatku jaki do niego upiekłam. Mieliśmy do degustacji wino, nieco karmelizowanej cebuli i domowe krakersy owsiane. Krakersy są idealnym dodatkiem do serów, z reguły kupuję te owsiane w sklepie, bo jem ich sporo, choćby na przekąskę z pastami, czy z jogurtem i miodem, ale tym razem postanowiłam upiec swoje. I bardziej wytrawne, niż neutralne przez dodanie pieprzu i soli smakowej. Przepis jest wypadkową różnych przepisów z brytyjskich stron kulinarnych.


Krakersy owsiane z pieprzem i solą selerową


ok. 20 sztuk



225g zmielonych płatków owsianych (na coś w rodzaju grubszej mąki) + nieco do oprószenia
1/4 łyżeczki sody oczyszczonej
1/2 łyżeczki soli selerowej
nieco grubo zmielonego czarnego pieprzu
1 łyżka stopionego masła
150ml ciepłej wody

Piekarnik nagrzałam do 160 stopni C (termoobieg).

Wszystkie suche składniki wymieszałam w misce, zrobiłam w środku dołek i dodałam do niego masło i wodę. Wymieszałam wszystko dokładnie szerokim nożem, początkowo masa jest dość mokra, ale po chwili zaczyna się zbijać w miękką kulę ciasta.

Stolnicę delikatnie oprószyłam mąką owsianą i rozwałkowałam na niej ciasto na grubość ok. 3-4 mm. Wycinałam okrągłe krakersy foremką do ciastek i kładłam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Resztki ciasta formowałam z powrotem w kulę, wałkowałam i wycinałam kolejne krakersy, aż do wyczerpania ciasta.

Piekłam przez 20 minut, obracając co 5 minut w trakcie pieczenia, aby równomiernie wyschły. Studziłam na kratce.

Krakersy nie są tak samo chrupiące jak kupne, możliwe, że mogłam piec je dłużej, ale mają dużo ciekawszy smak. Następnym razem spróbuję piec 5 minut dłużej.

Idealne są do serów, ale pasują także do małych przekąsek z pastami rybnymi, pasztetami, a jeśli pominiecie pieprz i dacie neutralną sól (w ilości 1/4 łyżeczki) otrzymacie krakersy, które będą dobrze pasować do słodkich dodatków - ja jadam je z jogurtem greckim i miodem.

16 marca 2011

DZIĘKUJĘ! Pięć lub mniej składników #5

Tytułem dzisiejszego wstępu pragnę podziękować wszystkim, którzy oddali na mnie głos w konkursie na najlepsze danie z kapusty. Moje danie zajęło pierwsze miejsce, a ja otrzymałam voucher na 200 funtów do wydania w dowolnie wybranej restauracji w Wielkiej Brytanii.

Mój wybór padł na The Kitchin, która zdobyła wiele branżowych nagród, a w 2007 roku została uhonorowana jedną gwiazdką Michelin. W chwili obecnej oczekuję potwierdzenia, w jakim terminie możemy zarezerwować stolik. Nie wiem, czy muszę Wam pisać, jaka jestem z tego powodu szczęśliwa; jeszcze raz setnie dziękuję - zafundowaliście mi piękny prezent na nadchodzące urodziny. Oczywiście obiecuję opisać moje doświadczenie na blogu.

***






Poprzednie posty z serii:

#1 Zasady serii i wieprzowina w sosie karmelowym

#2 Łosoś pieczony z koprem włoskim i oliwkami

#3 Tagliatelle z cukinią i suszonymi pomidorami

#4 Pasta z awokado z niebieskim serem

Myślę, że znowu czas na powrót do tej serii, bo tak się składa, że parę tygodni temu upiekłam smaczną i szybką tartę i musiałam pominąć jeden ze składników oryginalnego przepisu z miesięcznika Good Food, bo akurat go nie miałam. Tym samym lista składników pomijając sól i pieprz zamknęła się w pięciu.

Możecie użyć cztery jajka wtedy danie będzie bardziej sycące, albo będziecie w stanie obdzielić nimi cztery osoby na lekki lunch.



Tarta ze szpinakiem i jajkami

2-4 porcje

400g świeżego szpinaku, z grubsza posiekanego
2 łyżki oliwy (użyłam czosnkowej)
odrobina świeżo startej gałki muszkatołowej
375g wałkowanego ciasta francuskiego
2-4 jajka
sól
świeżo zmielony czarny pieprz

Piekarnik nagrzałam do 180 stopni C (termoobieg).

Płat ciasta francuskiego rozłożyłam na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem i założyłam jego brzegi na siebie, na szerokość ok. 1.5 cm. Zabezpieczyłam brzegi kawałkami folii aluminiowej, środek ciasta nakłułam w kilku miejscach widelcem i wsadziłam do piekarnika na ok. 10 minut.

Na oliwie przesmażyłam szpinak, aż był lekko zwiędnięty. Doprawiłam solą, pieprzem i gałką muszkatołową.

Wyciągnęłam ciasto, lekko ubiłam widelcem w miejscach gdzie mocno się wybrzuszyło i zdjęłam folię z brzegów. Nałożyłam szpinak pozostawiając dziury, w które wbiłam surowe jajka. Następnie posoliłam je, oprószyłam pieprzem i piekłam przez ok. 10 minut.

Serwowałam od razu.