Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta i ciasteczka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta i ciasteczka. Pokaż wszystkie posty

6 grudnia 2014

Miękkie, łatwe w wykonaniu pierniczki na piwie


Czy czytając przepisy na świąteczne pierniki, łapaliście się nieraz za głowę? Kilogramy miodu, wyrabianie ciasta tygodnie przed pieczeniem, dojrzewanie w piwnicy, wietrzenie mąki na balkonie, rzucania garścią anyżu przez lewe ramię, odpukiwanie w niemalowane, a po upieczeniu leżakowanie w puszce ze szlachetnej stali – czy chociaż niektóre brzmią znajomo? Jeśli tak, to czytajcie proszę dalej.

 



Przyznaję, że kiedyś skusiłam się na staropolski dojrzewający piernik na miodzie. Rytuał zaczęłam w listopadzie, na święta miałam smaczny piernik, który... nie powalił mnie jednak na kolana. Obok piernika na stole pojawiły się także miękkie, mięsiste, nadziewane pierniczki, które przysłał nam bardzo dobry kolega i świetny samozwańczy piekarz-cukiernik (Krysiu, dziękuję setnie!). I to one skradły nasze serca. Z duszą na ramieniu poprosiłam o przepis, sądząc, że zaharuję się jak dziki wół. Ależ niespodzianka mnie czekała – przepis był szklankowo-łyżeczkowy, składniki dodaje się do jednej misy i jedzie z tym koksem. Potem wykrawa się, nadziewa lub nie i piecze. I wiecie co? Od razu są świetne. Ale posmarowane lukrem i odstawione na tydzień tylko zyskują. Ja w tym roku robię podwójną porcję – aby starczyło do Nowego Roku.



A skoro o Nowym Roku mowa – niech Wam się wszystkim wiedzie i szczęści. Niech zdrowie Was nie opuszcza. Niechaj i święta będą dla Was pozytywnym doznaniem. Dziękuję za to, że byliście ze mną i w tym roku, dla mnie przełomowym i niezwykłym, w którym często brakowało mi czasu na moje pasje – gotowanie, fotografowanie, pisanie. Jesteście dla mnie motywacją do działania, mimo trudności. Dziękuję i do usłyszenia w Nowym Roku!



Miękkie pierniczki na piwie 
 
4–5 szklanek* mąki pszennej
1 łyżeczka sody oczyszczonej
1 łyżeczka kamienia winowego
1½ szklanki melasy
½ szklanki ciemnego cukru (najlepiej surowego – np. ciemnego muscovado)
½ szklanki oleju (albo stopionego masła czy smalcu)
½ szklanki piwa typu stout
1 jajko
1 łyżka mielonego cynamonu
2 łyżeczki mielonego imbiru
10–12 ziarenek pieprzu, utłuczonych w moździerzu
8–10 łupin kardamonu (ziarenka utłuczone w moździerzu)
¼ łyżeczki mielonych goździków
 
opcjonalnie:
inne przyprawy – np. nieco kminku lub kuminu, badian lub anyżek
powidła lub dżem jako nadzienie
lukier do posmarowania
 
Do miski dodać mąkę, przyprawy, cukier i spulchniacze. Wbić jajko, dodać olej i melasę (najlepiej odmierzyć najpierw olej i do tej samej szklanki wlać melasę – łatwo ześlizgnie się do miski), a także piwo. Dokładnie wszystko zmiksować. Masa będzie dość lepka, nie przejmować się, a przygotować jedynie nieco mąki do posypania blatu.

Na omączony blat wyłożyć ciasto, zbić w kulę i pozostawić na około 10 minut. Po tym czasie rozwałkować na placek o grubości około 7–10 mm i wycinać dowolne kształty. Im grubiej ciasto rozwałkowane, tym pulchniejsze wyjdą pierniki i mniejsze ryzyko przypalenia. Jeśli chcecie nadziać pierniczki, to lepiej zrobić je ciut większe. Jeśli nie nadziewacie, to położyć wycięte pierniczki na blachę wyłożoną papierem do pieczenia i piec przez około 16 minut w 180°C do sprężystości, czyli jak zajrzycie do piekarnika i lekko naciśniecie palcem, to nie odciśniecie śladu. Nie przesuszać, nie spiekać, wyjdą wtedy z mocnym, ale nie kruchym miąższem. Czasami lubią delikatnie pęknąć, taka ich uroda.

Jeśli chcecie nadziać pierniki, wystarczy jedno wycięte ciastko posmarować na środku powidłami, brzegi ciastka lekko zwilżyć, nałożyć na to drugie ciastko i lekko docisnąć na brzegach. W piekarniku spód i wierzch spieką się razem.

Po upieczeniu wystudzić na kratce, opcjonalnie przesmarować lukrem. Z czasem zyskują jeszcze lepszy smak (nam najbardziej smakowały po około 7–10 dniach, były super miękkie!), ale i po upieczeniu są świetne.

Przepis dodaję do mojej ulubionej akcji, której patronuje Ptasia:

3 września 2014

Ciasto czekoladowe grzechu warte. Z błota Mississippi.




To ciasto z południowych stanów USA mające przypominać błotnistą deltę rzeki Mississippi, ostro konkuruje z moim kultowym brownie. Piekę te dwa na przemian, gdy mamy ochotę na coś dekadenckiego, ale zarazem nie mam zbyt dużo czasu na zabawę w kuchni. Jest mało pracochłonne, a efekt jest świetny. Kruchy spód z kremową, wilgotną, czekoladową masą. Zdecydowanie dla czekoladożerców. 

1 kwietnia 2014

Pudding chlebowy z białą czekoladą. Wersja lux.





Kiedyś zrobiłam zupę cebulową, która godziła Anglików i Francuzów, a kto się interesuje nieco historią, ten wie, że te nacje nie miały dla siebie ciepłych uczuć. W mojej zupie waśni nie było - tradycyjna francuska receptura wdzięcznie przyjęła popularny angielski ser. Nie wierzycie? Zajrzyjcie do przepisu. 

Dziś w ramach godzenia zwaśnionych narodów mam tradycyjny brytyjski pudding chlebowy z francuskim akcentem, a nawet i z dodatkiem szkockiej mocy! To dopiero wybuchowa mieszanka. Ale smakuje rewelacyjnie, uwierzcie mi. Tradycyjnie pudding chlebowy wykorzystuje czerstwe pieczywo, ja dziś prezentuję wersję lux z croissantami, ale upewnijcie się przed wykonaniem tego deseru, że są to takie 2-3 dniowe rogale.

Pudding chlebowy w czterech fazach

Przepis dostałam od Pani, która nauczyła mnie piec tradycyjną tartę z Yorkshire, ale nieco go zmodyfikowałam. Znajdziecie go w kwietniowym wydaniu Miesięcznika Ludzi Wolnych Libertas. Zapraszam serdecznie!

25 lutego 2014

Tradycyjna tarta z Yorkshire (wersja z serkiem wiejskim)


Tartę tę poznałam dzięki byłej szefowej mojej Sis. Pani choć urodzona w Lancashire, mieszka w Yorkshire od wielu, wielu lat, zajmuje się gotowaniem profesjonalnie i spod jej palców wychodzą prawdziwe frykasy. To ona zapoznała mnie z tym wypiekiem ponad 7 lat temu i pokazała sposób jego wykonania, który jest mniej tradycyjny, ale za to szybszy i mniej problematyczny.



Zacznę od początku. Tartę tę przygotowywano w Yorkshire przy okazji produkcji sera. Jeśli zajrzycie do mojego wpisu o mojej lokalnej wytwórni serów, to poczytacie tam o etapach przygotowywania tradycyjnych serów. Jeden z takich etapów to wydzielanie się grudek sera z mleka po dodaniu podpuszczki (ang. curd), potem oddzieleniu ich od serwatki i pakowaniu w formy, prasowaniu etc. I właśnie resztki tych grudek, tuż po produkcji sera, gdy są jeszcze świeże wykorzystywano do wypieku tej tarty. Dziś trudno dostać w sklepie świeży curd,  a nie każdy w domu ma czas i ochotę bawić się w jego produkcję specjalnie do tarty, no chyba, że jesteście serowarami. Stąd w dzisiejszych czasach curd można zastąpić serkiem wiejskim, a i myślę, że w polskich warunkach może jakimś dość tłustym pokruszonym twarogiem? Ten angielski serek wiejski jest jednak nieco inny od tego dostępnego w Polsce. Śmietanka jest gęsta i serek jest lekko solony. Tradycyjnie w cieście występował raczej smalec, ale dziś robi się ją na maśle. Ja nie przepadam za bardzo słodkimi ciastami, więc do bazy nie daję cukru, ale Wy możecie regulować to wedle Waszego gustu.

21 stycznia 2014

Pączek i croissant w jednym. Doughsant.



Zostałam uświadomiona, że to jest prawdopodobnie popularny cronut, czyli ciastko zrobione z ciasta francuskiego smażonego jak pączki. Cronutów w życiu nie jadłam, a to co zrobiłam zostało nazwane w miesięczniku "Good Food" jako doughsant. Po przestudiowaniu przepisów doszłam jednak do wniosku, że nie we wszystkich przepisach na cronuty widziałam drożdże, a w tych moich pączko-croissantach są, więc to może jednak nie to samo?  Zwał jak zwał. Smaczne są, choć pierońsko tłuste!



Przepis, a raczej technika wykonania nie są takie same jak w gazecie. Moje podejrzenie padło na ciasto, które zostało tylko raz złożone, a potem rozwałkowane. Jak to miałoby mieć dużo warstw typowych dla ciasta francuskiego? Wałkowałam i składałam więc 3 razy. Stąd przepis ten jest nieco praco i czasochłonny, ale od święta można się pobawić. 

Co więcej przepis nie przewidywał wykorzystania resztek. Nie dziwię się trochę, bo skrawków tego typu ciasta nie można po prostu połączyć w kulę i rozwałkować na nowo - naruszy to totalnie jego strukturę. Dlatego ja, jak gospodarna pani domu (he, he!) usmażyłam też kawałki wycięte ze środka dużych ciastek. Oryginalny przepis miał też lukier i jadalne perełki - nie przepadam, więc obtoczyłam je tylko w drobnym, złocistym cukrze.  Ze zmian, to niechcący dałam o połowę mniej drożdży, ale o dziwo ciastka urosły. Podaję więc jak ja robiłam, a zainteresowanych oryginałem odsyłam na stronę Good Food.

Nadziać można je dowolnie - dżemem, kremem czekoladowym, ciastkarskim, czy jak ja - kupnym lemon curd (angielski krem cytrynowy). Zrobienie swojego kremu, podczas gdy samo robienie pączków psychicznie mnie męczyło (kolejny demon kulinarny, no i ja jestem bardziej z sekcji wytrawnej, niż słodkiej), po prostu mnie przerosło. W sklepach są dobrej jakości angielskie kremy cytrynowe bez margaryny, syropu glukozowego i ze świeżymi jajkami - trzeba tylko poszukać. 

14 października 2013

Kremowy sernik z musem mango na imbirowym spodzie



Robiłam już sernik z musem śliwkowym, a teraz naszło mnie na mus z mango, a do tego owocu dość naturalnie pasuje imbir, więc postawiłam na spód z imbirowych ciastek. Prosty do zrobienia, bardzo smaczny i dość efektowny. 

Jest to sernik dla miłośników kremowych wersji, zdecydowanie wymaga leżakowania w lodówce przez noc po upieczeniu, bo najlepszy jest następnego dnia i mocno schłodzony. Ja robiłam w blaszce 25cm i wyszedł dość niski i na cienkim spodzie, jeśli chcecie wyższy, to użyjcie mniejszej blaszki. 



8 czerwca 2013

Muffiny z rabarbarem (i razową mąką)


Dziś już nie ma mnie w domu, jestem na urlopie na wyspie Harris (Zewnętrzne Hebrydy), gdzie mam z okna taki widok:


Więc bardzo proszę o komentowanie, ale wyrozumiałość, gdyby komentarze pojawiały się z opóźnieniem, lub/i gdybym na jakieś pilne nie odpowiedziała. W tygodniu ukaże się też przepis na domowe mleko migdałowe, a także genialny smoothie deserowy z jego dodatkiem, tak więc mimo nieobecności zapraszam na blog po nowe inspiracje.

***

Dzisiejszy przepis na muffiny pochodzi z "Cupcakes & muffins" autorstwa Carol Pastor, ale został przeze mnie zmodyfikowany. Ma w składzie mąkę z pełnego przemiału, więc konsystencja muffinek jest nieco bardziej zwięzła niż tych wykonanych na samej białej mące. Polecam nie zamieniać cukru na inny, gdyż to właśnie demerara daje ciekawy posmak. No i imbir, który się kocha z rabarbarem. 

Polecam gorąco i pozdrawiam - dziś z północno - zachodniej Szkocji. 


23 lutego 2013

Walczę z demonami, vol. 5



Dostaję często odzew, że lubicie mój blog, bo nie ma tu natłoku słodkości. Nie ma, bo ja ponad ciasto stawiam jednak smaczną przystawkę, pyszny obiad, a na deser starczy mi kawałek sera, czy gorzkiej czekolady. Nie zjem byle czego na obiad, byle się potem zapchać domowym wypiekiem na słodko, skupiam się więc na słonych, wytrawnych smakach. Piekę nie za często i sięgam po sprawdzone przepisy - brownies, serniki i proste ciasta ucierane z owocami sezonowymi, czy drożdżowe. Toteż chyba nikogo nie zdziwi, że w życiu nie upiekłam tortu. Trochę z powodów, o których wyżej, a trochę z przekonania, że to piekielnie trudne i na pewno mi się nie uda.

W zeszłym tygodniu dostałam na łeb. Tort śnił mi się po nocach, a w ciągu dnia czułam jego zapach i dostawałam ślinotoku. Nie byłam w stanie tego opanować. To były omamy i trzeba było temu zaradzić. Problem w tym, że jakbym sobie nie upiekła, to bym go nie zjadła. No, to upiekłam.

4 lutego 2013

Tarty orzechowo - kakaowe (bez dodatku cukru, bez pieczenia, surowe/witariańskie/raw)




Surowy (witariański) deser, który podzielił nasze domostwo. Nie stał się wprawdzie kością niezgody, powodem cichych dni, czy odstawienia od niemałżeńskiego łoża, ale jednak definitywnie nas podzielił. Ja go uwielbiam i przygotowałam go już dwa razy, za każdym kęsem czuję, że to jest deser, który jest moim nowym konikiem - bo smakuje świetnie, ale daje mi także świadomość, że jem naturalny produkt i bez dodatku cukru. Nie zrozumcie mnie źle - nie porzucam cukru, ale staram się go ograniczyć, z wielu powodów. Natomiast luby po trzech kęsach i niewyraźnej minie powiedział, że on dziękuje, ale pasuje, bo jemu deser "jedzie" warzywem (a warzywa bardzo lubi!), jest mało słodki (to akurat można regulować, o czym w przepisie) i „chyba do niego nie dorósł.”

Od dawna czytam i interesuję się dietą surową, a dokładnie odkąd nasz bliski przyjaciel na nią przeszedł w związku z nowotworem, na który chorował. Wtedy informacje na temat tej diety były szczątkowe, ja po omacku przygotowywałam nasza wspólną kolację, serwując głównie ciekawe surówki i owoce na deser. Lekarze dali mu trzy miesiące życia, nie proponowali nawet inwazyjnego leczenia, ale jeden indyjski lekarz - jego przyjaciel polecił mu surową dietę. Nasz drogi John ostatnie miesiące życie spędził na surowej diecie i  dożył swoich ostatnich dni w świetnej formie i de facto nie zabił go nowotwór, a coś innego. Miał prawie 83 lata (przy okazji wspomnę, że swoje 80 urodziny obchodził na Wyspach Wielkanocnych). Nie twierdzę, że dieta go uzdrowiła, piszę to, aby nawiązać do tematu surowej diety - ona zawsze będzie kojarzyć mi się z Johnem i to jego przypadek spowodował, że zaczęłam się interesować jej wpływem na zdrowie.

25 lipca 2012

Dietetyczne markizy brownies



Bez kalorii. Bez masła. Bez cukru. Bez prawdziwej czekolady. Bez sensu.

Serio myśleliście, że brownie może być dietetyczne? A to pardon, to raczej nie jest przepis dla Was. Od samego jego czytania można dostać cukrzycy, skrajnej otyłości, zatoru żył. Konsumpcja grozi utratą zdrowia. Zmysłów zresztą też. Jeśli chodzi o brownie nie ma mowy, abym poszła na kompromisy. Wolę nie zrobić w ogóle.

Przepis na markizy z brownies pochodzi z zeszłorocznego wiosennego wydania kwartalnika "Donna Hay", ale tam były z nadzieniem z masła orzechowego. Nie powiem, kusiło. Kocham naturalne masło orzechowe, ale postanowiłam użyć solonego karmelu, bo jak może wiecie czekolada i solony karmel to jedno z moich ukochanych połączeń. Dla przypomnienia zajrzyjcie do przepisu na ten czekoladowy fondant z solonym karmelowym sosem. Poza tym zmniejszyłam nieco ilość cukru, jak mam w zwyczaju.

Jeśli nie lubicie kompromisów w czekoladowych wypiekach, to zapraszam serdecznie. 


Markizy brownie z kremem z solonego karmelu 

ok. 16 sztuk 

Na solony karmel:

¾ szklanki* cukru
5 łyżek wody
4 łyżki masła
¼ szklanki kremówki (użyłam 55% tłuszczu)
½ łyżeczki soli

Na ciasteczka:

350g gorzkiej czekolady, posiekanej (użyłam 70% kakao)
3 łyżki masła
3 małe jajka
½ szklanki cukru
1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (użyłam naturalnego z ziarnami wanilii)
 ¼ szklanki pszennej mąki
¼ łyżeczki proszku do pieczenia

Na nadzienie:

250g masła, niesolonego
1½ szklanki cukru pudru
cały karmel z powyższego przepisu

Najpierw przygotować solony karmel. Cukier wraz z wodą umieścić w rondelku i wstawić na mały ogień. Mieszać, aż cukier się rozpuści i zagotować; zwiększyć ogień i od tego momentu nie mieszać! Można lekko potrząsać rondelkiem od czasu do czasu. Mikstura zacznie zmieniać kolor - od jasnego do ciemnobursztynowego - to moment, aby ściągnąć ją z ognia, dorzucić sól, śmietanę i masło. Będzie mocno bulgotać. Dokładnie zamieszać, a następnie pozostawić do ostygnięcia i zająć się ciastkami.

200g czekolady umieścić w misce wraz z masłem i postawić nad rondlem z gotującą się wodą, tak aby miska nie dotykała bezpośrednio gorącej wody - czyli rozpuścić czekoladę i masło w kąpieli wodnej. Odstawić do ostygnięcia, piekarnik nagrzać do 180 stopni C.

W misce ubić jajka z wanilią i cukrem, aż będą blade i puszyste. Dodać przesianą mąkę wraz z proszkiem do pieczenia, wymieszać i dodać czekoladę z masłem oraz pozostałe 150g posiekanej czekolady. Wymieszać i odstawić na 10 minut.

Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia i nakładać na nią po łyżce czekoladowej mikstury, w dość dużych odstępach, bo górki czekoladowe się rozjadą w trakcie pieczenia.

Piec przez ok. 8-10 minut, nie dłużej. Niech Was nie kusi dopiekać - środek ciasteczek ma być miękki, kawałki czekolady płynne, zresztą w trakcie wystygania ciastka i tak twardnieją (bo jeszcze się dopiekają, mimo, że są poza piekarnikiem), więc za długo pieczone będą później nieznośnie twarde. Po wyciągnięciu z piekarnika dać im chwilę ostygnąć na papierze, a potem delikatnie je ściągnąć. Gdy ciasteczka się pieką można przygotować nadzienie.

Mikserem ubić masło z cukrem pudrem, aż będzie puszyste, a następnie dodać zupełnie ostudzony solony karmel. Mój karmel stał za długo i nieco stwardniał, więc lekko go podgrzałam, co następnie za bardzo rozmiękczyło masło. Uratowałam jednak całość chłodząc w lodówce i miksując co parę minut.

Gotowym kremem posmarować grubo jedno ciasteczko i przykryć drugim.

Smacznego! 


* do odmierzania składników użyłam szklanki o pojemności 250ml

2 czerwca 2012

Nie igrzyska, a pudding chlebowy Wam przynoszę

Lubicie przepisy z wykorzystaniem niepierwszej świeżości chleba? Ja uwielbiam (i chleb wolę od igrzysk). Puddingu chlebowego (bread & butter pudding) chyba nie muszę nikomu przedstawiać. To takie typowe jedzenie domowe, nie wygląda może najlepiej, ale smakuje jak u Mamy. I ja nie mam nic przeciwko puddingowi pieczonemu w dużej formie i potem krojonemu na porcje. Jednak tym razem chciałam wynieść ten deser do nieco bardziej eleganckiego poziomu.

Zwykle wykorzystuję do tego czerstwe pieczywo drożdżowe, na zakwasie piekę żytnie i nigdy nam nie zostaje, zresztą, to nie byłaby raczej dobra baza.  Bagietka, chałka, pieczywo tostowe, croissant czy brioche - te sprawdzają się najlepiej. Można odciąć skórki, albo zostawić je i pozwolić, aby pudding miał zróżnicowaną konsystencję. Można przełożyć go dżemem, marmoladą pomarańczową, dodać korzenne przyprawy, czy suszone owoce. W wersji bogatszej dodaję whisky lub brandy i guziki gorzkiej czekolady.

Dziś pokażę Wam mój ostatni eksperyment. Pomysł na carpaccio rabarbarowe znalazłam w Książce Toma Kitchin "From Nature to Plate", podane ono było jednak z zupełnie innym deserem. Zmodyfikowałam przepis, gdyż carpaccio za pierwszym razem nie wyszło dokładnie takie jak chciałam - było ciut za twarde. Pudding chlebowy upiekłam w indywidualnych foremkach, aby prezentował się nieco lepiej niż taki ze zbiorczej formy i każdy z gości miał swoją elegancką porcję. 

Nie powiem, byłam zadowolona z efektu końcowego. Ufff, dzisiejsza nazwa będzie ciut dłuższa.



Pudding chlebowy na rabarbarowym carpaccio (podany z lodami waniliowymi, syropem rabarbarowym i tymiankiem)

4 porcje 

(wykorzystałam małe foremki keksówki, każda miesząca się na dłoni) 

Carpaccio:

1 dorodna łodyga rabarbaru lub dwie cieńsze
ok. 400ml wody
ok. 250ml cukru drobnego
sok i skórka otarta z połowy cytryny

Rabarbar pokroić w ok. 10cm kawałki i każdy wzdłuż na ok. 2 mm wstążki. Użyłam w tym celu szatkownicy.

Cukier zagotować z wodą, skórką i sokiem z cytryny i dodać do niego rabarbar. Zagotować i od razu ściągnąć z ognia. Zostawić rabarbar w syropie przez ok. 5 minut, następnie bardzo delikatnie wyciągnąć i rozłożyć po 4 paski na talerzu. Na wszelki wypadek wrzućcie do gotowania więcej pasków niż przypada na tę ilość porcji - niektóre lubią się rozwalić przy przekładaniu. 

Resztę syropu zagotować, aż nieco zgęstnieje.

Pudding:

ok. 12-16 kromek bagietki, każda gruba na ok. pół cm
ok. 30g masła, niesolonego
garść suszonych porzeczek
kilka łyżek brandy
2 jajka
2 żółtka
300ml kremówki
200ml mleka (co najmniej półtłustego)
40g drobnego cukru

Najlepiej dzień wcześniej, lub na co najmniej 2 godziny przed pieczeniem namoczyć porzeczki w brandy. 

Foremki wysmarować masłem. Każdą kromkę posmarować masłem i wyłożyć nimi foremki, dodając namoczone porzeczki między warstwy. Gdy już całe pieczywo będzie ułożone w foremkach można wylać na nie brandy z moczenia porzeczek, jeśli cała się nie wchłonęła.

W misce roztrzepać jajka z żółtkami, dodać cukier i ubijać trzepaczką balonową, aż będą dość kremowe. Dodać śmietanę, mleko i dokładnie wymieszać. Wylać miksturę na pieczywo, naciskając delikatnie kromki, aby wsiąknęły masę. Czasem może się zdarzyć, że pieczywo nie przyjmie tej ilości masy, to zależy od pieczywa. Mogą wtedy po bokach powstać takie jajeczne skrzepy. To może nie wygląda bardzo atrakcyjnie, ale może być spokojnie konsumowane. Jeśli zauważycie, że chleb zabrał już maksymalną ilość masy jajecznej, to przestańcie jej dolewać.  Tak przygotowane foremki należy odstawić na 20 minut.

Piekarnik rozgrzać do 180 stopni C. Do dużej formy wstawić mniejsze foremki i wlać gorącą wodę do ok. 3/4 wysokości foremek. Można przykryć folią aluminiową, wtedy górna warstwa (która i tak będzie na dole) nie będzie chrupiąca, albo piec bez przykrycia. Puddingowi potrzeba ok. 40-50 minut w piekarniku.

Po wyjęciu z piekarnika lekko ostudzić i wyjąć z formy.

Do serwowania:

lody waniliowe
kilka listków świeżego tymianku 

Wyjęte z foremek puddingi ułożyć na rabarbarowym carpaccio, na górze można położyć resztę carpaccio (jeśli Wam zostało) odpowiednio przycięte do rozmiaru deseru. Następnie polać lekko podgrzanym syropem, dwoma łyżeczkami uformować zgrabną gałkę lodów waniliowych i ułożyć na wierzchu. Posypać świeżym tymiankiem i serwować od razu. 

Przepis dorzucam do:

13 października 2011

Sconesy najlepsze



Sconesy piekę od ładnych paru lat, ale dopiero podczas wizyty w "The Secret Teacup" doznałam prawdziwego sconesowego olśnienia. Lżejsze niż te, które dotychczas piekłam, bez żadnych dodatków w postaci suszonych owoców, niezwylke delikatne. Na szczęście gospodyni podzieliła się ze mną przepisem i upiekłam najlepsze sconesy w życiu. Zastanawiam się, czy kiedykolwiek sięgnę po inny przepis. Sekretem jest maślanka (środki spulchniające reagują w kwaśnym środowisku) i bardzo krótkie wyrabianie ciasta. A w zasadzie - jego niewyrabianie. Zapraszam na typowy brytyjski przysmak. 

Scones, nalepsze jakie jadłam 

10-12 sztuk

375g mąki samowzrastającej (selfraising - można ja zrobić samemu mieszając każde 150g mąki pszennej z pół łyżeczki proszku do pieczenia i pół łyżeczki sody)
1 łyżka drobnego cukru 
30g masła (użyłam niesolonego)
300ml maślanki

Rozgrzałam piekarnik do 200 stopni C. (termoobieg), dużą blaszkę wyłożyłam papierem do pieczenia.

Mąkę wymieszałam z cukrem i dodałam masło pokrojone w małą kostkę. Używałam malaksera, pulsacyjnie, aż masło zaczęło łączyć się z mąką. Można rozetrzeć je palcami. Następnie ciągle w trybie pulsacyjnym dodawałam maślankę, nie od razu całą, mniej więcej po dużej stołowej łyżce. Jak tylko zniknął ślad suchej mąki, od razu wyciągnęłam ciasto z robota. Jest bardzo lepiące i takie ma być . Nie można go za długo wyrabiać, dosłownie połączyć maślankę z mąką i już!

Przełożyłam je na blat obficie posypany mąką, lekko spłaszczyłam, na wysokość ok. 2.5cm i wycinałam sconesy okrągła foremką. Jeśli chodzi o wycinanie sconesów, to stosuję radę babci Jamesa Martina - ona nigdy nie używała skrawków ciasta do uformowania nowej kuli i wycinania sconesów, tak jak my np. używamy skrawków ciasta pierogowego. Podobno to narusza strukturę ciasta i sconesy nie wychodzą puszyste. Stąd też staram się tak wycinać sconesy, aby nie zostalo zbyt dużo ciasta, a skrawki formuję w jednego sconesa - dziwaka. 

Sconesy należy piec przez ok. 12 minut, wyciągnąć z pieca i ostudzić na kratce. Przechowywać w szczelnym pojemniku. Jeśli chcecie mieć błyszczące sconesy, to należy przed pieczeniem posmarować je rozkłóconym jajkiem. Ja robię matowe. 

Podaję je z ubitą kremówką i ulubionym dżemem. Idealne do herbaty lub kawy.

20 września 2011

Cynamonem i cukrem w deprechę



Wprawdzie nie ma doła i nie pragnę śmierci, jak podmiot liryczny kultowej piosenki zespołu Kury pt. "Jesienna deprecha", ale kulinarne pocieszacze są zawsze mile widziane w dni, kiedy od rana jest ciemno i leje deszcz, jakby go ktoś wiadrami wylewał.  A tak się złożyło, że pocieszacze wyszły dwa, więc jeden powędrował do Davida, będzie jak znalazł do gorącej herbaty po powrocie z polowania. Lubię dzielić się takimi małymi radościami. Ten chlebek to promień słońca w szary jesienny poranek. Polecam gorąco.



Przepis znaleziony w serwisie The Kitchn, z moim zmianami - sułtanki zamiast rodzynek, moczyłam je w winie deserowym, a nie wodzie, a także użyłam brązowego cukru zamiast białego. Bardzo wygodne jest odmierzanie ingrediencji - używa się miarki, a nie wagi. Odmierzałam amerykańską miarką cup, czyli ok. 250ml. 



Chlebek cynamonowy z sułtankami 

2 standardowe keksówki 

Ciasto:

1 miarka sułtanek
nieco deserowego wina (lub ciepłej wody, wystarczająco, aby przykryć sułtanki)
1 miarka letniej wody 
łyżka drożdży instant 
1 miarka mleka
1/4 miarki stopionego masła 
1 łyżeczki soli
6 miarek pszennej mąki 

Nadzienie:

3/4 miarki brązowego cukru 
2 łyżki cynamonu
1 jajko, ubite widelcem z 2 łyżkami ciepłej wody 

Wino podgrzałam i zalałam nim sułtanki. Odstawiłam na bok na ok. 10 minut, następnie odcedziłam i zostawiłam do wyschnięcia.

Do misy stacjonarnego miksera wlałam wodę i posypałam ją drożdżami, zostawiłam na 5 minut. Następnie wymieszałam delikatnie i dodałam mleko, masło, sól i miksowałam na wolnych obrotach, dodając stopniowo mąkę, łyżka po łyżce. Formowało się dość lepkie ciasto, mikser wyrabiał je przez ok 8 minut, następnie stopniowo dodawałam odsączone rodzynki.  Rodzynki lepiej "wchłoną się" w ciasto, gdy będą zupełnie suche, lub oprószone mąką. Miksowałam jeszcze przez minutę. Ciasto powinno być elastyczne i naciśnięte palcem wracać do swojego kształtu. Następnie przykryłam i odstawiłam na godzinę, w tym czasie ciasto podwoiło swoją objętość. 

Wyrośnięte podzieliłam na dwie części, każdą rozwałkowałam na szerokość keksówek. Grubość rozwałkowania ciasta na placek zależy od Was, jeśli chcecie mieć więcej cynamonowego ślimaka w środku, to ciasto musi być rozwałkowane cieniej. Rozwałkowane ciasto posmarowałam jajkiem, posypałam cukrem wymieszanym z cynamonem i zwinęłam w roladę. Zachowałam nieco cukru do posypania wierzchu. Miejsce, gdzie ciasto się kończyło szczypałam palcami z wałkiem ciasta, aby rolada się nie rozwijała.

Ułożyłam złączeniem w dół w wysypanych mąką keksówkach, przykryłam ściereczką i pozostawiłam do wyrośnięcia. Rosły ok. 30 minut, ale następnym razem zostawię na dłużej, gdyż w trakcie pieczenia chlebki delikatnie pękłyz jednej strony. 

Posmarowałam jajkiem, posypałam cukrem i piekłam w 180 stopniach C (termoobieg) przez ok 30 minut. Studziłam w uchylonym piekarniku, wyciągnęłam z keksówek, jak nieco ostygły i studziłam na kratce. 

Pokroiłam na kromki, podpiekłam w tosterze i smarowałam masłem przed jedzeniem. Bez tostowania też jest smaczny, ale ja wolę go lekko chrupki z miękkim drożdżowym środkiem. Upieczone chlebki można zamrozić i spożyć w ciągu 3 miesięcy.

3 września 2011

Przerywnik, czyli sernik pyszny i ja pyszna



Przerywnik chwilowy, do tematów wakacyjnych z pewnością powrócę. Dziś chcę pokazać coś innego.

Pysznić się będę tym sernikiem, który wyprodukowałam z okazji urodzin Julie. A dumna jestem z niego jak szlag, bo po pierwsze primo nie wszystkie desery wychodzą mi piękne i smaczne, po drugie primo (ha, ha!) sernik upiekłam bez konkretnego przepisu. Wprawdzie widziałam mnóstwo tego typu przepisów w sieci na serniki z malinowym dżemem, ale mnie maliny nie w smak o tej porze roku, a śliwki. Stąd też pokombinowałam po swojemu, bazując na doświadczeniu w pieczeniu sernika bez użycia polskiego twarogu i u schyłku lata z dumą przedstawiam Wam przepyszny, kremowy, z kwaskową nutą  (uwaga! werble!):



Sernik z sosem ze śliwek i imbiru 

8-10 porcji, blaszka okrągła 25cm 

Na spód:

200g ciasteczek kruchych z ciemną czekoladą (użyłam Digestives)
80g niesolonego masła

Na masę serową:

600g serka kremowego (typu Philadelhia, jeśli lubicie wyższe serniki, to należy dać 800g)
170g cukru drobnego
4 jajka
2 łyżki soku z cytryny
2  łyżki budyniu waniliowego
200ml kwaśnej gęstej śmietany (użyłam crème fraîche)

Na sos śliwkowy*:

4 duże śliwki
ok. 100ml miodu pitnego (użyłam trójniaka)
kopiasta łyżka ciemnego brązowego cukru
4 kawałki kandyzowanego imbiru (wielkości kostki cukru)

Najpierw przygotowałam sos śliwkowy. Śliwki wypestkowałam i pokroiłam na ćwiartki, następnie umieściłam z resztą składników w rondelku i zagotowałam. Gotowałam na małym ogniu, aż śliwki niemal się rozpadły, a sos lekko zgęstniał. Zmiksowałam ręcznym blenderem na gładką masę. Podgrzewałam jeszcze chwilę, aż sos zrobił się nieco bardziej gęsty. Odstawiłam na bok.  

Okrągłą tortownicę wyłożyłam szczelnie folią aluminiową - spód, brzegi i dodatkowo owinęłam ją dwoma warstwami folii, bo sernik był pieczony w kąpieli wodnej.

Ciasteczka zmieliłam i dodałam do nich rozpuszczone masło. Wyłożyłam masą spód tortownicy. Odstawiłam na bok. Piekarnik nagrzałam do 180 stopni C, nastawiłam czajnik z wodą. 

W dużej misce zmiksowałam ser z cukrem, a następnie dodawałam po jednym jajku. Dolałam sok z cytryny, dodałam budyńj i zmiksowałam krótko. Na sam koniec dodałam śmietanę i krótko miksowałam.

Masę wylałam na spód z herbatników. Na górze kładłam łyżeczką sos śliwkowy, tworząc plamy w mniej więcej jednakowych odstępach, a potem mieszałam, jakby ruchem na kształt ósemek podobnie jak robi to Pani w tym filmie, z tą jednak różnicą, że ja użyłam wykałaczki. Wzorki wychodzą wtedy bardziej zgrabne.

Przykryłam sernik kawałkiem folii aluminiowej i wstawiłam do dużego żaroodpornego naczynia, do którego wlałam gorącą wodę - mniej więcej do połowy wysokości formy z sernikiem. Piekłam przez 1 godzinę 20 minut. Po upieczeniu wyjęłam z piekarnika, ostudziłam i włożyłam na całą noc do lodówki. Tuż po upieczeniu środek jest jeszcze dość trzęsący, nie należy się tym przejmować, idealnej konsystencji nabierze po leżakowaniu w lodówce.

Następnego dnia kroiłam nożem zamoczonym uprzednio w gorącej wodzie.

Resztę sosu ze śliwek zawekowałam - będzie jak znalazł zimą do naleśników.

* uwaga, wychodzi go cały słoiczek, ok. 250ml, a potrzeba raptem kilku łyżeczek; tak to jest, jak się piecze eksperymentalnie...

1 listopada 2010

Ciasteczka z przypadku




Trochę przez przypadek, trochę z lenistwa wyszły mi ostatnio całkiem dobre ciastka. A to dlatego, że miałam się zabrać za zrobienie ciasteczek maślanych (shortbread) z guzikami ciemnej czekolady, które ostatnio trzaskałam co weekend, ale okazało się, że mam ich za mało na ilość ciasta, na które już miałam w misce odmierzone ingrediencje. Do sklepu mam daleko, nie ma mowy o wyprawie po jeden brakujący składnik. Przekopałam szafkę i znalazłam napoczęte opakowanie suszonej żurawiny. Zaryzykowałam i oto na stole pojawiły się nasze najnowsze ulubione kruche ciasteczka. Zastąpiły (myślę, że na długo, na pewno na jesień i zimę, bo żurawina bardzo kojarzy mi się z tym czasem w roku) lawendowy shortbread. Lubimy je szalenie, bo słodycz ciasta jest zrównoważona gorzką czekoladą i kwaśną żurawiną. Mam nadzieję, że i Wam przypadną do gustu.


Ciasteczka maślane z ciemną czekoladą i żurawiną

375g mąki pszennej
250g masła niesolonego, pokrojonego w małą kostkę
125g cukru drobnego
garść małych guzików z ciemnej czekolady
garść suszonej żurawiny

Mąkę przesiałam i wymieszałam z cukrem. Dodałam masło i szybko zagniotłam ciasto. Pod koniec zagniatania dodałam guziki czekoladowe oraz żurawinę.

Uformowałam długi wałek i zawinęłam go w folię spożywczą. Włożyłam do lodówki.

Piekarnik nagrzałam do 140 stopni. Blaszkę do pieczenia wyłożyłam papierem. Wałek ciasta pokroiłam na ok. 7mm plasterki i ułożyłam je, niezbyt ciasno na blaszce. (piekłam je w dwóch porcjach, bo wychodzi ich sporo)

Piekłam przez 15 minut i delikatnie szpatułką przenosiłam na kratkę. Ciastka po upieczeniu są dość miękkie i łamliwe, trzeba uważać przy przenoszeniu ich na kratkę. Po ostygnięciu twardnieją lekko i nie kruszą się. Można przechowywać je do tygodnia, najlepiej w szczelnym pojemniku.

25 września 2010

Śliwkami jesień się zaczęła...




Śliwki kojarzą mi się z końcem lata, początkiem ciepłej jesieni i knedlami, na które tradycyjnie zapraszała nas Babcia, kiedy mieszkałam w Polsce. Od kilku lat niestety nie widziałam moich ulubionych węgierek na targu, czy w sklepach w Anglii, a do robienia knedli nie mam jakoś serca, więc postanowiłam upiec najprostsze jesiennie ciasto. Tym bardziej, ze tym razem szef uraczył mnie śliwkami ze swojego ogrodu.

Jest to chyba najprostszy przepis na ciasto ucierane, zniesie w zasadzie każde owoce, zawsze się udaje i smakuje wyśmienicie jako zagrycha do popołudniowej herbaty.


Ciasto ucierane ze śliwkami

Na okrągłą formę, ok. 25 cm

250g masła niesolonego
200g cukru drobnego (użyłam złocistego)
5 jajek
łyżeczka ekstraktu waniliowego
250g mąki
płaska łyżeczka proszku do pieczenia
garść płatków migdałowych
ok. 600g śliwek, waga po wypestkowaniu

Piekarnik nagrzałam do 180 stopni.

Masło zmiksowałam z cukrem, do momentu, aż masa była puszysta. Dodawałam po jednym jajku, miksując cały czas, a na końcu dodałam ekstrakt waniliowy.

Do masy przesiałam mąkę z proszkiem i zmiksowałam. Przełożyłam do formy wyłożonej papierem do pieczenia. Na ciasto wysypałam połowę migdałów, ułożyłam śliwki i posypałam resztą migdałów. Piekłam przez ok. 30 minut. Wyciągnęłam z piekarnika i studziłam w formie.

20 sierpnia 2010

Chlebek nie dla androidów!



Lubię Sophie Dahl. Niezwykle przyjemnie się na nią patrzy, jest ciepła i sympatyczna. Zanim zajęła się pisaniem książek, była modelką (jest "obciążona genetycznie" - nieżyjący dziadek Roald był pisarzem - "Charlie i fabryka czekolady" - mówi Wam to coś? Pyta fanka Burtona, he, he! Jej mama także pisze książki). I to nie byle jaką modelką.

Nie zwróciłabym pewnie na nią uwagi w gąszczu wychodzonych wieszaków, które przechadzają się po wybiegach, czy pozują w sesjach magazynów mody. Ona była inna. W branży określa się takie dziewczyny "plus size". Nosiła rozmiar 42, a czasem nawet 44, w świecie mody, w którym kobietę w rozmiarze 38 i większym traktuje się jak grubaskę (sic!). Mimo to, a może właśnie dlatego trafiała do reklam najbardziej znanych marek na świecie. Z wielką ulgą oglądałam ją w sesjach, widząc tam normalną kobietę, a nie androida. Jak zobaczyłam w magazynie to zdjęcie, to szczęka mi opadła. Zrobione ładnych parę lat temu, jest dla mnie jedną z sesji-ikon ze świata mody.

Dziś Sophie Dahl ma już parę kilogramów mniej, a na koncie obok innych książek, także kucharską i serię programu kulinarnego dla BBC2 pod tytułem "The Delicious Miss Dahl" ("Przepyszna Panna Dahl"). Swego czasu o serii pisała Ania. Program skrytykowano za aluzje erotyczne (facet ma być jak ser - dojrzały i ostry), zbytni flirt z kamerą (ten wielki dekolt i trzepotanie rzęsami), za brak oryginalnych przepisów. Przyznaję, program nie jest wybitny, ale mimo to nadal z wielką przyjemnością patrzę na prowadzącą i nawet skusiłam się na upieczenie chlebka bananowego wg przepisu z jej książki.

Wybaczam debiutantce wszystkie niedociągnięcia, wybaczam brak wiedzy kulinarnej i technik, przez co jest daleko w tyle za innymi "celebrity chefs". Wgryzam się w przepyszny bananowy chlebek, chrzaniąc chorą presję obecnych czasów i przekonanie, że chude jest ładne.

Polecam to wszystkim normalnym kobietom, to bardzo kojące uczucie. A chlebek po wystygnięciu dobrze jest pokroić w plastry, chwilę tostować i zjeść na ciepło z masłem.


Chlebek bananowy
*

4 bardzo dojrzałe banany, takie z niemal czarną skórką
150g brązowego cukru
1 jajko, rozbełtane
75g masła, rozpuszczonego
łyżeczka ekstraktu waniliowego
170g mąki
szczypta cynamonu
szczypta soli
łyżeczka sody

Piekarnik nagrzałam do 175 stopni C.

Banany obrałam i rozgniotłam widelcem. Dodałam jajko, cukier, ekstrakt waniliowy i masło i dokładnie wymieszałam.

Mąkę wymieszałam z sodą i cynamonem i dosypałam do masy bananowej. Wymieszałam. Nie używam do tego miksera - składniki świetnie się łączą, gdy miesza się je widelcem lub łyżką.

Masę przelałam do foremki - keksówki (23x13x7cm) wysmarowanej masłem i oprószonej bułką tartą. Piekłam godzinę, najpierw studziłam kilka minut w formie, a potem przełożyłam na kratkę do całkowitego ostygnięcia.


* To jest ciasto, ale oryginalnie zwane "banana bread" - może ze względu na pieczenie go w foremkach w UK używanych do wypieku chleba, może z tego powodu, że świetnie smakuje posmarowany masłem. Jest to jednak zdecydowanie słodki wypiek, lepki, wilgotny, jakby gliniasty, czasem wychodzi lekko zakalcowaty. Taka jego uroda.

30 lipca 2010

Ciasto dla rzeźników



Rzeźnik też człowiek i nie samym mięsem żyje. A jako, że zaopatruję się w mięso u dwóch rzeźników, którzy reagują wyjątkowo entuzjastycznie na moje dziwne prośby o produkty, których normalnie się u nich nie sprzedaje (tłuszcz wieprzowy czy kości wołowe ze szpikiem) i w dodatku nie chcą żadnych pieniędzy, to w ramach wdzięczności i podtrzymania dobrych relacji zanoszę im domowej roboty ciasto.

Tak się ostatnio zdarzyło, że trafiłam w TV na powtórkę starych programów Nigelli i kilka potraw przez nią przygotowywanych skłoniło mnie do zajrzenia do starszych książek kucharskich, których nie miałam w ręku od... Nie pamiętam od kiedy. Kartkując "Nigella Bites" znalazłam przepis, który chciałam wykorzystać już dawno, ale jakoś nie było mi po drodze. No, bo jak - przepis z książki Nigelli zamiast jakiegoś babcinego na drożdżowe ciasto z owocami i kruszonką? Tak właśnie. Tym razem się skusiłam i będę do niego wracać. Ciasto jest smaczne, choć nie jest bardzo puszyste, co akurat mi nie przeszkadza. Rzeźnicy też zadowoleni. I wszystko gra.




Ciasto drożdżowe z jeżynami, jabłkami i migdałową kruszonką


Na prostokątną blaszkę 20x30cm

Na spód:

350-400g pszennej mąki chlebowej
pół łyżeczki soli
50g cukru drobnego
pół opakowania drożdży instant (ok. 3g)
2 jajka
pół łyżeczki ekstraktu waniliowego
skórka otarta z jednej cytryny
ćwierć łyżeczki mielonego cynamonu
125ml letniego mleka
50g masła, stopionego

Użyłam maszyny do wyrabiania chleba - umieściłam w niej wszystkie składniki i zastosowałam program do wyrabiania i wyrastania ciasta. Nie dodałam całej mąki od razu, a na początek ok. 350g i podsypywałam mąką, gdy zauważyłam, że kula ciasta jest bardzo lepka. Można ciasto wyrobić ręcznie albo w mikserze planetarnym dodając mokre składniki do suchych. Ciasto musi wyrastać przykryte, w ciepłym miejscu do podwojenia objętości.

Gdy ciasto wyrosło, odgazowałam je, uderzając energicznie pięścią i rozłożyłam na blaszce wyłożonej papierem do pieczenia. Zostawiłam, aby odpoczęło i zajęłam się owocami.

Owoce


1 kwaśne jabłko
ok. 300g jeżyn
skórka otarta z cytryny

Jabłko obrałam i pozbyłam się gniazd nasiennych, pokroiłam w kostkę i wymieszałam ze skórką cytryny i jeżynami. Zajęłam się kruszonką.

Kruszonka

50g mąki samowzrastającej (czyli już wymieszanej z sodą i proszkiem do pieczenia - można ja zrobić samemu mieszając każde 150g mąki pszennej z pół łyżeczki proszku do pieczenia i pół łyżeczki sody)
25g mielonych migdałów
25g migdałów w płatkach
ćwierć łyżeczki mielonego cynamonu
50g masła, zimnego, pokrojonego w kostkę
2 łyżki cukru drobnego
2 łyżki cukru demarara

Mąkę, mielone migdały i cynamon wymieszałam i połączyłam z masłem. Należy wcierać palcami w kosteczki masła dość szybko, aby nie ogrzało się zbytnio. Gdy zaczynały się pojawiać okruchy, dodałam cukier i płatki migdałowe i wymieszałam widelcem.

Zabrałam się za przygotowanie impregnatu do ciasta - dzięki niemu brzegi ładnie się błyszczą, a sok z owoców nie wsiąka w ciasto. W tym celu wymieszałam:

1 jajko
łyżkę śmietany
szczyptę mielonego cynamonu

Posmarowałam tą mieszanką całą powierzchnię podrośniętego w formie ciasta. Na górze ułożyłam mieszankę owoców, a całość posypałam kruszonką.

Piekłam przez kwadrans w temperaturze 200 stopni C, a potem zmniejszyłam ją do 180 stopni C i dopiekałam kolejne 20 minut.

17 czerwca 2010

Moje tęsknoty w jednym serniku.




Są takie typowo polskie smaki, za którymi tęsknię. Być może ktoś pomyśli - przecież w Wielkiej Brytanii jest masa polskich sklepów. Owszem, tyle, że mieszkając na wsi, do najbliższego polskiego sklepu mam kawałek drogi, a i tak nie jest on bardzo dobrze zaopatrzony, nie wspominając już o manierycznej obsłudze, tak więc nie bywam tam zbyt często.

Tęsknie za twarogiem. Produkuje w domu swój własny, jest smaczny, ale inny niż ten, który znam z Polski. Zresztą zawsze zjadam go na kanapkach, czy w formie śniadaniowego serka z warzywami i ziołami. Dlatego serniki piekę głównie na serkach kremowych typu Philadephia, zwykle sięgam po ich tańsze supermarketowe odpowiedniki.

Moja druga tęsknota to jagody. Mimo, że mam kawałek lasu niedaleko ode mnie, to jagód w nim nie widziałam. Toteż pocieszam się w sezonie letnim borówkami, które choć pyszne, to przy naszych polskich jagodach wypadają dość blado. Są mniej wyraziste, inne po prostu. Trudno - na bezrybiu i rak ryba.

Z tych dwóch tęsknot upiekłam sernik borówkowy. I mimo, że nie jest to typowo polski sernik z twarogu i z leśnymi, wyrazistymi jagodami, to bardzo nam smakował. Piekę go także z malinami


Sernik z borówkami

Na okrągłą 25cm formę

200g herbatników Digestive (lub innych neutralnych)
80g masła
800g serka kremowego
200g cukru drobnego
4 jajka
2 łyżki budyniu waniliowego
sok z połowy cytryny
łyżeczka ekstraktu waniliowego
250g borówek

Formę wyłożyłam folią aluminiową, zabezpieczając dodatkowo spód, ponieważ piekę ten sernik w kąpieli wodnej.

Ciasteczka zmieliłam i dodałam do nich rozpuszczone masło. Wyłożyłam masą spód tortownicy. Włożyłam do lodówki.

Piekarnik nagrzałam do 180 stopni.

Ser zmiksowałam z cukrem, ekstraktem waniliowym i sokiem z cytryny, a następnie dodawałam po jednym jajku ciągle miksując i dodając kolejne, gdy poprzednie zostało wymieszane z masą serową.

Następnie dodałam do masy budyń waniliowy, miksowałam tylko chwilę - tak aby budyń się wymieszał z masą. Dodałam borówki i delikatnie wymieszałam szpatułką, aby nie uszkodzić owoców.

Wylałam masę na schłodzony spód, przykryłam formę kawałkiem folii aluminiowej i włożyłam do żaroodpornego naczynia. Następnie wlałam do niego gorącą wodę, do połowy wysokości formy. Piekłam godzinę, na ostatnie 10 minut ściągnęłam folię. Środek sernika lekko się trzęsie - nie należy się tym przejmować.

Studziłam najpierw w uchylonym piekarniku, a potem włożyłam na całą noc do lodówki. Serwowałam ze świeżymi borówkami i listkiem mięty.

24 maja 2010

300% normy!



Proste przepisy często owocują pysznymi daniami. Tak też było i tym razem, kiedy sięgnęłam po przepis na słynną Torta de Santiago ("torta" po galicyjsku, "tarta" po hiszpańsku). Zakochałam się w tym cieście od samego rzucenia okiem na składniki – migdały i cytryna, to jedne z moich ulubionych smaków.

Tartę zaprezentowała nasza droga Krysia, kuchmistrzyni samozwańcza i przodowniczka pracy. Nie sposób o barwnej kumoszce nie wspomnieć, choćby po to, aby zaprzeczyć panującej opinii, że Krycha to syfiara i lubi czasem pleśń pojeść.

Czego ta Krysia nie robi! Czasem myślę, ze ta kobita w ogóle nie śpi! Tylko studiuje przepisy Braci Zasmażków (dla niewtajemniczonych: wybitni szefowie kuchni - Albert i Michel Roux) i inne dzieła (włączając wszystkie tomy “Kapitału” Marksa), a potem wprowadza lekturę w życie. Na szczęście wygląda na to, że tylko tę pierwszą.

A jak Krycha zakasa rękawy, to nic tylko się wpraszać na trzydaniowy (co najmniej!) posiłek. I wojny się człowiek nie boi, bo Krycha na broni się zna i suchary potrafi upiec. I choć jej niektóre “miszczostwa” mnie przerażają ze względu na nakład pracy (tak jak np. ta Opera), to za ten przepis jestem jej wdzięczna po stokroć, bo wymagania składnikowo – sprzętowo – czasowe ma minimalne, a efekt smakowy jest rewelacyjny.

Jak ktoś nie miał okazji poznać Krysi, to proszę bardzo, oto ona. Dzięki jej uprzejmości prezentuję jej autoportret na tle chałki, którą własnoręcznie zaplotła.




Wracając do tarty – tradycyjnie prezentuje się ją ze wzorem krzyża, co pominęłam, bo robienie szablonu do ciasta, które w oka mgnieniu znika, moim zdaniem jest stratą czasu. Ale możecie się pobawić. Oczywistą oczywistością jest, że Krycha szablon zrobiła i jej tarta św. Jakuba była dopieszczona w 100%. Ech, chciałabym być tak pracowita jak ona. Bez krzyża zrobienie ciasta zajmuje jakieś... 30% normy porównaniu do innych ciast, ale za to ma 100% pysznego smaku.

U mnie bez krzyża, ale nadal smacznie. Dzięki, kumo!


Torta (Tarta) de Santiago


Na 25cm tartownicę

250g sproszkowanych migdałów
4 jajka
180-200g cukru (użyłam drobnego, złocistego)
skorka otarta z jednej cytryny
cukier puder do dekoracji
nieco masła do wysmarowania tartownicy

Piekarnik rozgrzałam do 180 stopni C.

Białka ubiłam, na półsztywno. Żółtka ubiłam osobno z cukrem i skórką cytrynową. Obie masy delikatnie połączyłam, dodając białko do żółtek z cukrem i mieszając szpatułką. Użycie miksera jest kuszące, ale wtedy pozbyłabym się powietrza z masy, która musi pozostać puszysta - wszak w tym cieście nie używa się żadnych spulchniaczy.

Do masy dodałam mączkę migdałową i znowu wymieszałam - delikatnie, za pomocą szpatułki. Następnie przelałam masę do wysmarowanej lekko masłem tartownicy i piekłam ok. 25 minut.

Po upieczeniu ostudziłam 15 minut, po czym posypałam górę cukrem pudrem.