
Najprawdopodobniej kiedy myślicie “lawenda” to do głowy od razu przychodzi Wam “Toskania”, czy “Prowansja” (niektórym "mydło" czy "mole", ha, ha, ha!). Pomyślelibyście “Yorkshire”? Szczerze wątpię.
Kiedy w ręce wpadła mi ulotka reklamująca “Yorkshire Lavender” (Lawenda z Yorkshire) wiedziałam, że muszę odwiedzić to miejsce jak najszybciej. Przyznaję, że mam małą obsesję na punkcie lawendy – jeden z naszych pokoi pomalowany jest na lawendowo, w domu mam porozwieszane w rożnych miejscach woreczki z lawendą, nie wspominając nawet o świeczkach, kadzidełkach, olejkach czy mydłach i żelach pod prysznic. Oczywiście na patio w donicach też właśnie kwitnie lawenda. Nie było innej opcji jak odwiedzić to miejsce.
Jest ono położone w Północnym Yorkshire i łatwo do niego dotrzeć z York, po drodze można zawitać do zamku Howard, albo odwiedzić ruiny przepięknego opactwa cystersów w Rievaulx, które jest malowniczo położone.

Początkowo na ten rodzinny projekt składało się kilka rządków lawendy, a dziś można tam obejrzeć masę odmian tej rośliny i zachwycić się różnorodnością kolorów i zapachów. Jeżeli ktoś ma ochotę może na miejscu kupić sadzonki lawendy uprawianej w tamtejszym ogrodzie. Zachwyca również wybór sadzonek ziół. Pierwszy raz w życiu widziałam tyle odmian mięty! Skusiłam się na miętę marokańska i majeranek złocisty, które rosną sobie teraz w moje ziołowej donicy. Spacerując po ogrodzie raz po raz zaskakiwały mnie krzaki różnych ziół – zapach kopru mieszał się z rozmarynem, skubaliśmy ukradkiem krzak (naprawdę duży!) majeranku.


Na miejscu można się posilić w kawiarence i restauracji, które zdobyły branżowe nagrody, a także zrobić zakupy w małym sklepiku. Tu roi się od lawendowych smakołyków – miodu, herbatników, a także różnej maści specyfików: olejków, mydeł czy kremów. Moja uwagę zwróciła lawenda do celów kulinarnych i do domu wróciłam z małym woreczkiem, którego zawartość wykorzystałam do lawendowych shortbreadów (tradycyjnych szkockich maślanych herbatników).
Inna atrakcja tego miejsca jest mini park zwany "Duchem Yorkshire" z jedenastoma rzeźbami z metalu, które przedstawiają mecz krykieta, a także można poobcować z jelonkami, które są tylko parę kroków od ogrodu.

Jednym zdaniem – dla fanów lawendy miejsce absolutnie do zobaczenia i pamiętajcie wchodząc do ogrodu, ze wyrywanie chwastów jest bardzo mile widziane, jak mówi tabliczka na drzwiach wejściowych.

Nie znudziła Was ta lawendowa opowieść? Rzućcie okiem na przepis na lawendowe herbatniki inspirowane sierpniowym wydaniem magazynu Olive.
Lawendowy shortbread
200g masła
300g mąki pszennej
100g drobnego cukru i nieco do posypania herbatników
kopiasta łyżeczka lawendy do celów kulinarnych
łyżka lodowatej wody
Przesianą mąkę wymieszałam z masłem pokrojonym na niewielką kostkę.
Cukier za pomocą robota kuchennego utarłam niemal na pył wraz z lawendą i przesiałam do mąki z masłem. Wyrzuciłam resztki lawendy, które zostały na sicie.
Wyrobiłam ciasto, zawinęłam je w papier do pieczenia i schłodziłam w lodówce przez około 30 minut. Jeśli ciasto nie chce się łączyć w całość dodaję łyżkę lodowatej wody. Czasem to nie jest konieczne.
Piekarnik nagrzałam do 140 stopni (termoobieg), ciasto pokroiłam na herbatniki. Najbardziej tradycyjny jest kształt prostokątny i nakłuty widelcem, ale można sobie ułatwić sprawę i wałek ciasta pokroić na okrągłe herbatniki. Posypałam cukrem i piekłam na blaszce przez ok. 12 minut. Do wystygnięcia zostawiłam na kratce.
Z podanych proporcji wychodzi ok. 20 herbatników, które należy zjeść w ciągu tygodnia. Trzymam je w blaszanej puszce na herbatniki, ale z reguły po trzech dniach już znikają - są takie pyszne.





